It's all about the positive

Nawet w najgorszych chwilach myślmy pozytywnie. Ponieważ, po KAŻDEJ burzy wschodzi słońce.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
tydzień później



Destiny’s POV





Jechałam taksówką do mieszkania Justina, aby spotkać się z nim po tygodniu. Przez ostatnie 7 dni nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Wszystko dobrze sobie przemyślałam. Wiedziałam, że go nie zostawię bo za bardzo go kocham. Postanowiłam dać mu kolejną szansę. Miałam nadzieję, że od teraz nasz związek będzie normalny. Jeśli przez to czym się zajmuje jest w ogóle na to szansa. Chciałam być z nim w końcu szczęśliwa.
Wysiadłam z auta poprawiając moją długą sukienkę. Razem z Faith byłam wczoraj na zakupach, na których kupiłam tą czarną kreację jak i nową bieliznę, którą miałam pod spodem.
Stanęłam pod drzwiami bruneta i zapukałam w nie. Chwilę później w progu zobaczyłam Justina w czarnych rurkach i białej koszuli, która w połowie była rozpięta. Dzięki niej mogłam dostrzec kilka tatuaży na torsie chłopaka. Bieber zamknął drzwi jedną ręką, a drugą położył na moim biodrze przypierając mnie lekko do ściany. Wyczuwałam między nami napięcie i domyślałam się, że to tylko kwestia czasu, kiedy zedrzemy z siebie ubrania.
- Pięknie wyglądasz. – wyszeptał do mojego ucha, przygryzając przy tym delikatnie jego płatek.
- Może się czegoś napijemy? – pytam.
- Masz ochotę na czerwone wino?
- Ogromną. – odpowiadam, a brunet bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę kuchni.
Wyjmuje z lodówki butelkę zimnego trunku, który rozlewa po chwili do dwóch kieliszków.
- Proszę. – podaje mi jeden, zadziornie się przy tym uśmiechając.
- Masz ładne mieszkanie.
- Dziękuję. Nie jest za duże, ale za to bardzo przytulne.
- Właśnie widzę. – mówię przyglądając się kominkowi.
Upijam łyk trunku i odstawiam kieliszek na blat.
- Nie smakuje Ci? – zapytał podchodząc do mnie bliżej.
- Jest pyszne. – odpowiadam patrząc na jego odkryty tors i przygryzając moją wargę.
- Nie rób tego. – dotyka mojego policzka – Mam ochotę zrobić dokładnie to samo, kiedy teraz na Ciebie patrzę.
- Więc zrób to. – szepczę kładąc rękę na klatce piersiowej chłopaka.
- Najpierw powinnyśmy porozmawiać.
- Pieprzyć rozmowy. – mówię, a Justin przyciąga mnie do siebie i namiętnie całuje.
Wplątuje palce w jego włosy, rozkoszując się walką naszych języków. Nagle chwyta mnie za uda i sadza na blacie stając między moimi nogami. Schodzi swoimi ustami na szyję, a dłońmi czuję jak rozpina moja sukienkę, która chwilę później leży na podłodze.
- Jesteś taka piękna. – szepcze dotykając mojej bielizny oraz sunąc po moim nagim brzuchu.
Zeskakuje z blatu i biorę go za rękę prowadząc w stronę sypialni. Popycham bruneta na fotel i siadam na nim okrakiem. Zaczynam całować jego szyję, na której zostawiam różową malinkę. Zdejmuje jego koszulę i chwytam za guzik od jego spodni.
- Rozbierz się dla mnie. – mówi łagodnym głosem.
Jak na komendę schodzę z kolan Justina i staję przed nim. Schylam się i odczepiam moje czarne pończochy, który powoli zdejmuje. Kiedy spoglądam na chłopaka widzę wybrzuszenie pod jego spodniami, co powoduje uśmiech na mojej twarzy. Odpinam stanik, zsuwam ramiączka, odkrywając po chwili moje piersi przed brunetem.
- Wystarczy.
Podchodzi bliżej i podnosi mnie do góry. Oplatam biodra Biebera nogami i czuję jak kładzie mnie na łóżku. Słyszę jak zdejmuje spodnie i bokserki, zostając całkowicie nagi. Pochyla się nade mną, a ja czuję jego erekcję. Przesuwa dłoń po udzie w górę aż do piersi, ściskając, ugniatając i zmysłowo pociągając za brodawkę, a z moich ust wydobywa się cichy jęk.
- O tak. Chce Cię słyszeć. – szepcze ściągając moje majtki.
Dotyka ręką moją łechtaczkę, wkładając po chwili we mnie dwa palce. Wyginam ciało w łuk rozkoszując się chwilą.
- Pragnę Cię. – mówię drapiąc delikatnie jego plecy.
Pod dłońmi czuję jak napinają się jego wszystkie mięśnie.
- Wiem o tym. – odpowiada prosto w moje usta – Cholernie mocno Cię pragnę.
Nachyla się nade mną i muska delikatnie moje usta.
- Nie potrafię Ci się oprzeć. – słyszę po czym czuję jak chłopak wolno we mnie wchodzi.
Z moich ust wydobywa się długi jęk. Zgina moją nogę w kolanie i oplata się nią w pasie. Justin całuje moje usta, szyję, piersi, przygryzając przy tym moją skórę. Słyszę jego przyśpieszony oddech podczas, każdego pchnięcia.
- Proszę…
- Prosisz o co? – pyta sunąc dłonią po mojej talii.
- Szybciej. Pieprz mnie szybciej…i mocniej.
Brunet wykonuje moją prośbę łapiąc mnie za biodra. Otwieram oczy, a on patrzy na mnie z góry. Zupełnie zatracam się w tym co robimy. Pchnięcia bruneta stają się coraz mocniejsze, a ja zaciskam wargi w oczekiwaniu na upragniony orgazm.
- Z nią też było Ci tak dobrze? – pytam drapiąc go po plecach.
- Kogo masz na myśli?
- Emmę. Odpowiedz. – wysuwam biodra do przodu dając Justinowi jeszcze lepsze wejście.
- Oczywiście, że nie. Chcę tylko Ciebie Dess. Kocham Cię. - wplątuje palce w jego włosy i namiętnie całuje. Brunet ściska moje kolano przenosząc swoje usta na mój sutek i delikatnie go przygryza.
- Mówiłem, że chce Cię słyszeć. – chłopak szepcze do mojego ucha – Dojdź dla mnie mała. – mówi, a ja eksploduję wokół niego.
Bieber chwilę później opada na mnie i kładzie głowę na moich piersiach.
- Też Cię kocham. Chce aby już zawsze było dobrze.
- Będzie kochanie. Przepraszam za wszystko co się stało. – brunet podnosi się na łokciach i patrzy w moje oczy – Nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. Ufasz mi, po tym co się stało?
- Tak Justin, ufam. – odpowiedziałam lekko się uśmiechając, a chłopak dał mi krótkiego buziaka w usta – A…i jeszcze jedno. Jestem cała twoja. Kocham Cię i chcę z Tobą być.
- Moja Dess. – wyszeptał składając mokre pocałunki na mojej szyi i dekolcie, a ja poczułam na udzie erekcję bruneta, który wziął mnie ponownie chwilę później.


Justin’s POV
Trzymałem Destiny w moich objęciach i patrzyłem jak słodko śpi. Najwidoczniej ją zmęczyłem, ale ona mnie też. Była po prostu niesamowita. To był nasz najlepszy seks. Nie mogłem sobie nawet wymarzyć lepszego.
Wiedziałem, że muszę odejść z The Warriors, ale nie teraz. Chciałem zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo, ale dopóki Jason żyje nie mogę jej tego zapewnić. Muszę pozbyć się tego kutasa raz na zawsze, a chłopaki na pewno mi w tym pomogą.
Objąłem brunetkę mocniej składając pocałunek na jej policzku. Wyszedłem na balkon i zapaliłem jednego papierosa. Zaciągnąłem się szarym dymem, spoglądając na miasto.
- Wiem, że gdzieś tam jesteś, ale dopadnę cię i zabiję. – wyszeptałem.


Destiny’s POV
Zostawiłam Justina samego w łóżku i zaczęłam przyrządzać naleśniki. Jedyne co ze sobą zabrałam to tylko bieliznę i długa sukienkę, więc postanowiłam, że założę jedną z koszul bruneta.
Nalałam ciasto na rozgrzaną patelnię kiedy poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.
- Dzień dobry kochanie. – chłopak wyszeptał do mojego ucha – Widzę, że robisz dla nas śniadanie.
- Cóż…kiedyś powiedziałeś, że robisz najlepsze naleśniki, ale myślisz tak tylko dlatego, że nie spróbowałeś moich.
- To wyzwanie? – zapytał.
- Może.
- Jestem ciekawy jak Ci wyjdą, ale na pewno nie będą smakować tak dobrze jak Ty. – szepnął przylegając do mnie, a dłonią zaczął masować moją łechtaczkę – Nie masz bielizny. To podniecające.
Oparłam głowę na jego ramieniu i cicho jęknęłam.
- Uwielbiam Cię dotykać.
- Pieprzyć te głupie naleśniki. – powiedziałam wyłączając gaz i odwracając się w stronę bruneta.
Namiętnie go pocałowałam, po czym upadłam na kolana. Ściągnęłam spodnie Justina biorąc jego kutasa do ust. Pocałowałam czubek i przejechałam językiem po całej długości.
- Kurwa… - powiedział wydając z siebie po chwili długi jęk.
Wzięłam go całego i zaczęłam ssać. Brunet wydawał z siebie ciche pojękiwania. W pewnym momencie podniósł mnie z ziemi i posadził na blacie. Rozchylił moje nogi i wszedł we mnie jednym pchnięciem.
- Och… - jęknęłam dotykając jego nagiego torsu.
- Podoba Ci się kiedy tak ostro Cię pieprzę, prawda?
- Tak! – wyjęczałam czując jak za chwilę dojdę.
- No dalej mała. – ścisnął moją pierś, przyśpieszając tempo, a ja poczułam orgazm rozchodzący się po całym moim ciele – Uwielbiam Cię.
- Ja Ciebie też. – namiętnie go pocałowałam trzymając jedną dłoń, na jego karku – Masz jeszcze ochotę na śniadanie? – zapytałam poprawiając włosy chłopakowi.
- Oczywiście, że tak. Wezmę tylko prysznic, wrócę za 10 minut. – dał mi buziaka w policzek, naciągnął swoje spodnie na biodra, po czym zniknął w swojej sypialni, a ja wróciłam do gotowania naleśników.


- I jak? – zapytałam gdy siedzieliśmy przy stole.
- Są pyszne. Może i nawet lepsze od moich. – odpowiedziała zadziornie się uśmiechając.
- Może? W takim razie już nic więcej Ci nigdy nie ugotuję.
- Nie kłopocz się skarbie. Ja mogę być panią domu.
- Och, więc zmieniasz płeć? – wybuchnąłem śmiechem – To szkoda…bo podoba mi się seks z Tobą, a jeśli chcesz być kobietą to…
- Oj zamknij się. – brunet rzucił we mnie serwetką, po czym wziął mnie na ręce i posadził sobie na kolach opadając na skórzaną sofę – Bardzo Cię kocham. – wyszeptał zakładając moje włosy za ucho.
- Wiem. Ja Ciebie też.
- Jesteś pewna, że chcesz być ze mną? Zraniłem Cię już tyle razy, a do tego moja przeszłość, to co miałem Tobie zrobić, ja…
- Cichutko. – przerwałam Justinowi i dałam mu buziaka w ustach – Kocham Cię. Zawsze kochałam i…chyba nic na świecie tego nie zmieni. Gdybym nie chciała być z Tobą to uwierz, że nie byłoby mnie tutaj. Nie siedziałabym Ci na kolanach, nie całowała Cię, po prostu by mnie tu nie było.
- Okay. – wyszeptał uśmiechając się do mnie.
- Okay. – przytuliłam się do torsu Biebera, który mocno mnie objął.


Justin’s POV
Pocałowałem Destiny w czoło kiedy usłyszeliśmy jak ktoś puka do drzwi. Dziewczyna bez słowa usiadła obok na kanapie, a ja podniosłem się z miejsca. Pociągnąłem za klamkę i zamarłem. W progu stała…moja mama.
- Witaj Justin. Mogę wejść? – zapytała.
- Co tutaj robisz? Przecież powiedziałaś mi z ojcem, że nie chcecie mieć ze mną nic wspólnego. – warknąłem patrząc na kobietę.
- Musimy porozmawiać.
- Mogłaś zadzwonić. – parsknąłem i oparłem się o szafkę, która stała koło wejścia.
- Nie byłam pewna czy odbierzesz. Poza tym wolę Ci to powiedzieć w twarz.
- Kto to? – usłyszałem kroki Destiny, która sekundę później stała obok mnie i obejmowała mnie w pasie.
- Nikt ważny. – odpowiedziałem.
- Jestem…mamą Justina.
- Och, jestem Destiny. – brunetka wyciągnęła rękę do mojej rodzicielki – Pani wybaczy mój strój, ale…
- Spokojnie, nie musisz się tłumaczyć, poza tym mów mi Pattie. – uśmiechnęła się do Dess i lekko ścisnęła jej rękę.
- Niech pani, znaczy wejdź Pattie.
- Na pewno mogę?
- Tak.
- Nie! – warknąłem.
- Justin! – dziewczyna spojrzała na mnie ostrym wzrokiem i przyparła lekko do szafki – Zachowuj się.
- Ale…
- Dość! Koniec tego. – warknęła po czym wzięła moją matkę za rękę i obie weszły do salonu.
- Świetnie. – szepnąłem trzaskając drzwiami.
Czułem, że cały gotuję się w środku. Poszedłem za kobietami, które siedziały już na sofie.
- Napijesz się kawy? – zaproponowała Destiny.
- Bardzo poproszę.
Od razu chwyciłem moją dziewczynę za rękę i zaciągnąłem do kuchni.
- Co Ty kurwa robisz?! – wrzasnąłem.
- Chce tylko abyś…
- Abym co?! Nie wpieprzaj się w moje sprawy! – krzyknąłem i walnąłem pięścią w blat – To moje życie i nie będziesz decydowała o tym co robię! Czy Ty musisz się we wszystko zawsze wpieprzać?! Mam tego dość! Tego co robisz i całej Ciebie! – dziewczyna podniosła swoją rękę chcąc najwidoczniej uderzyć mnie w twarz, ale nie udało jej się ponieważ chwyciłem ją za nadgarstek.
- Przed chwilą mówiłeś, że mnie kochasz! Że za wszystko przepraszasz, a teraz zachowujesz się jak chuj! Jakbyś był zupełnie inną osoba. – powiedziała po czym zaczęła płakać.
- Nie, Dess cholera. Przepraszam.
Ukucnąłem razem z brunetką i zacząłem ją do siebie przytulać.
- Cichutko. Już jest okay. Przepraszam. – szepnąłem ocierając policzki Destiny.
- Wszystko w porządku? – usłyszałem głos mojej matki, która stanęła po chwili w progu kuchni.
- Justin proszę…porozmawiaj z mamą - wyszeptała moja księżniczka.
- Okay. Zrobię to dla Ciebie, ale nie płacz już. Nie chcę abyś przeze mnie płakałam. Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham Dess.
- Ja Ciebie też. – pocałowała mnie w usta, po czym oboje odwróciliśmy się w stronę Pattie.
- Czemu przyszłaś? Co jest powodem twoich odwiedzin? – zapytałem tym razem łagodnie, tuląc do siebie moją dziewczynę.
- Chodzi o twojego tatę. On może umrzeć.


Od aut. Cześć kochani. Słuchajcie...bardzo was przepraszam, że rozdział ukazuje się po prawie miesiącu, ale po prostu nie miałam czasu aby go dodać ze względu na szkołę i inne sprawy. W maju miało być luźno, a jest chyba najgorzej niż przez cały rok szkolny więc mam nadzieję, że chociaż trochę mnie zrozumiecie i że o mnie nie zapomnieliście. Obiecuję wam, że teraz rozdziały będą pojawiały się regularnie co 2 tygodnie. ;*
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał. Napisałam go już dawno i gdy teraz znowu go czytałam byłam w szoku, że napisałam coś takiego hahaha. No nic, jak widzicie Justin i Dess się pogodzili, ale do życia Justina wróciła jego mama i tata, który jest w szpitalu.
Czekam na Wasze szczere komentarze. ♥
21.05.2015 o godz. 20:36
Destiny’s POV
Usiadłam na łóżku Justina i wpatrywałam się w widok za oknem. Chłopak zamknął za sobą drzwi, po czym zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Naprawdę chcesz teraz usłyszeć całą prawdę? – zapytał patrząc w moje oczy.
- Tak. – odpowiedziałam cicho.
Byłam zmęczona fizycznie jak i psychicznie, ale chciałam wiedzieć co doprowadziło do tego wszystkiego. Miałam dość życia w niewiedzy.
- Destiny… - zaczął – boję się, że zranię Cię tym co powiem. Jesteś pewna? – nie odezwałam się do bruneta tylko skinęłam głową – James prowadził gang razem z ojcem Jasona, ale kiedy ten umarł to James odpowiadał za wszystko i wszystkich. Młody McCann ubzdurał sobie, że zająłem jego miejsce w The Warriors, bo byłem ulubieńcem Harrisa. Z zemsty chciał zabić moja siostrę. Tą historię akurat znasz. – powiedział, a po chwili wziął głęboki oddech – Nie Dess…cholera, kocham Cię, ale nie mogę… - wstał z miejsca i odwrócił się do mnie plecami.
Podniosłam się i objęłam chłopaka od tyłu. Czułam jak Bieber odpręża się pod moim dotykiem, biorąc kolejny uspokajający oddech.
- Sam za bardzo nie pamiętam wszystkiego, ale…twój ojciec pożyczył pieniądze od Jamesa i ojca McCanna, kiedy on jeszcze żył, po czym zniknął gdy miał oddać dług. – zaczął i odwrócił się w moją stronę chwytając moje biodra – Dlatego Jason po śmierci taty…chciał Cię zabić. Myślał, że jeśli pozbędzie się Ciebie...
- Mój ojciec odda wam pieniądze. - szepnęłam siadając na łóżku.
- Uwierz mi, że James załatwił by to w inny sposób, ale McCann…wymyślił, że dokona zabójstwa. Chciał zemścić się na twoim tacie, ale też na innych dlatego, że nie dostał swojego miejsca w The Warriors. Kiedy Cię odnalazł, porwał Britney, córkę Harrisa. On natomiast myślał, że… - chłopak powili ściszał głos tak, że prawie w ogóle nie mogłam go usłyszeć.
- Po prostu to powiedz Justin.
Między nami zapanowała pusta cisza. Brunet nie odzywał się słowem, a ja nie chciałam na niego zbytnio naciskać. Po chwili dostrzegłam jak jego czekoladowe oczy robią się szklane, a po policzku spłynęła czysta łza.
- On kazał mi Cię zabić Destiny. Byłaś moim zleceniem! – krzyknął upadając przede mną na kolana.
W tym momencie przestałam oddychać. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myśląc nad tym wszystkim nigdy nie pomyślałam, że prawda okaże się tak brutalna. Przez głowę mi nie przeszło, że Justin mógłby mnie aż tak skrzywdzić. Odwróciłam głowę i zaczęłam płakać.
- Dess proszę. – złapał moją dłoń, ale ja odsunęłam się od chłopaka – Posłuchaj…James chciał odzyskać swoją córkę, ale zrobić też coś aby skrzywdzić McCanna. Dobrze wiedział, że spotkałem go w przeszłości i o mało co nie straciłem przez niego Jazzy. Podobałaś się Jasonowi. Bardzo. Jest takim typem faceta, że najpierw by Cię zerżnął, a dopiero później zabił.
- On już to zrobił! – wrzasnęłam wyznając Justinowi prawdę, a on zastygł w jednym miejscu.
- Czy on…
- Tak. Zgwałcił mnie. – przerwałam brunetowi, który odwrócił się do mnie tyłem i uderzył pięścią kilka razy w ścianę.
W pokoju panowała totalna cisza. Słychać było tylko nasze łkanie. Oboje płakaliśmy i najwyraźniej nie mogliśmy pogodzić się z prawdą. Nie mam pojęcia ile czasu minęło, aż Justin postanowił się w końcu odezwać.
- Harris chciał abym skrzywdził Jasona tak jak on kiedyś mnie. Dlatego wymyślił sobie abym to ja Cię zabił. Kiedy dowiedziałem się prawdy, zwłaszcza gdy się w Tobie zakochałem…
- Ty mnie kochałeś?! Ty mnie kochałeś?! – podeszłam do Biebera ocierając moje łzy – Nie wierzę Ci! Rozumiesz?! Nie wierzę!
Zanim się zorientowałam chłopak przyparł mnie mocno do ściany nie dając mi szans na ucieczkę. Złapał moją brodę w taki sposób, że patrzył mi prosto w oczy.
- Oczywiście, że Cię kocham! Na początku to wszystko było dla mnie bez znaczenia, ale kiedy Cię poznałem wszystko się zmieniło! Zakochałem się w Tobie! Nikt o tym nie wiedział! Nikt! Gdy to zrozumiałem wiedziałem, że nie pozwolę aby ktokolwiek Cię skrzywdził! Zacząłem robić wszystko aby tylko odwlec w czasie to zlecenie.
- Odwlec w czasie moje zabójstwo. – prychnęłam.
- James się wkurzył, ale wycisnąłem od niego prawdę i on przyznał się do wszystkiego. Gdy sam zrozumiał co do Ciebie czuję postanowiliśmy, że odbijemy Britney, po czym zabijemy McCanna ratując tym samym Ciebie Destiny. Sama widzisz jak to wszystko się potoczyło.– wyznał dotykając mojego policzka – Nigdy bym Cię nie skrzywdził. Do tej pory nie rozumiem skąd wzięłaś się tamtej nocy koło magazynu…
- To Emma. – odezwałam się – Pracowała dla Jasona. Chciała abym to zobaczyła i…z Tobą zerwała. Chciała abym zobaczyła w Tobie potwora. Tak się stało. Nie mogłam wtedy być twoją dziewczyną. Potem doszedł ten wyjazd…i wszystko się zmieniło.
- Te 3 miesiące bez Ciebie były dla mnie piekłem, a kiedy zobaczyłem Cię wtedy w klubie na twoich urodzinach przy boku Jasona…miałam ogromną ochotę go zabić. – wyszeptał, a kolejna łza spłynęła mu po twarzy.
- Justin…muszę iść. – powiedziałam ocierając jego policzek.
- Destiny błagam nie zostawiaj mnie. Kocham Cię. Nie możesz odejść. Błagam. – brunet po raz kolejny upadł przede mną na kolana.
- Muszę to wszystko przemyśleć i poukładać sobie. Daj mi czas. Potrzebuję tylko trochę czasu.
- Nie zostawię Cię, rozumiesz? Nie po tym co zrobił Ci teraz McCann.
- Spokojnie… - dotknęłam policzka chłopaka – porozmawiam z Faith i zamieszkam u niej przez te kilka dni, jeśli ona i John się zgodzą.
- Wolałbym abyś została ze mną.
- Wiem Justin, wiem, ale w tej sytuacji, po tym wszystkim co mi powiedziałeś…nie chcę Cię ranić, ale na razie nie mogę być z Tobą, nie jako twoja dziewczyna. Nawet nie mogę przebywać z Tobą w jednym pokoju. Przepraszam. – przeszłam obok Justina i zbiegłam na dół, po schodach zanosząc się płaczem.
Wybiegłem z domu na deszcz zatrzymując się przy furtce. Nie mogłam powstrzymać łez, które mieszały się z kroplami wody.
Tego wszystkiego było za dużo. Mój ojciec wplątany w długi u największego gangu w Los Angeles. Do tego to całe zlecenie…Miałam dość.
W pewnym momencie poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam Johna.
- Wszystko wiesz? – zapytał, a ja skinęłam głową – Choć, nie będziemy stali na deszczu. Wezmę twoje rzeczy z góry, a Ciebie zaprowadzę do Faith. Pojedziesz do nas do domu.


Justin’s POV
Za każdym razem gdy uderzałem w ścianę kończyło się to tak samo. Startymi kostkami do krwi i siniakami. Obmyłem dłoń, którą po chwili zabandażowałem. Usiadłem na łóżku widząc jak do pokoju wchodzi mój najlepszy przyjaciel.
- Przyszedłem po rzeczy Destiny. – odezwał się.
- Myślisz, że mnie znienawidziła? – zapytałem przeczesując moje włosy.
- Ona Cię kocha Justin.
- To czemu ode mnie odeszła, co?! – zerwałem się z miejsca – Czemu odeszła ode mnie kolejny pieprzony raz?!
- Daj jej czas Bieber! – brunet złapał mnie za ramiona – Musi po prostu to wszystko przemyśleć.
- Nie chce stracić Dess.
- I do tego nie dojdzie. Pogadam z nią, Faith zresztą też. Oboje musicie odpocząć. Dobrze wam to zrobi.
- Okay. – odpowiedziałem i usiadłem z powrotem na łóżku, zostając chwilę później zupełnie sam.


Destiny’s POV
Dochodziła pierwsza w nocy, a ja siedziałam na parapecie patrząc jak za oknem spadają pierwsze płatki śniegu. W sumie się nie dziwiłam bo jest już grudzień. Wzięłam łyk mojej ciepłej herbatki kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Jeszcze nie śpisz? – zapytał John wchodząc do środka.
- Nie mogę zasnąć. – odpowiedziałam – A Ty?
- Chciałem z Tobą porozmawiać.
- John proszę, nie mam dziś już na nic siły.
- Destiny to ja proszę oto abyś mnie wysłuchała. – usiadł naprzeciwko mnie i wziął mnie za rękę.
- Więc mów…
- Wiem, że Justin Ci o wszystkim powiedział i chciałem się zapytać co czujesz i myślisz o tym wszystkim? – zapytał.
- Po prostu…dowiedziałam się czemu przez 17 lat nie miałam ojca, a moja mama straciła męża. Jeszcze to całe zlecenie... – zaczęłam i poczułam jak po policzkach spływają mi łzę.
- Destiny nie płacz. – brunet przysunął się bliżej i mnie przytulił – Nie musisz martwić się o swojego tatę bo wszystko ustalił z Jamesem i odzyskałaś go. Twoja mama też. Tym się w ogóle nie przejmuj. – otarł moje łzy i lekko się uśmiechnął – Jeśli chodzi o Justina…uwierz mi, że od początku stałaś się dla niego ważna. Długo nie chciał przyznać się przed samym sobą do swoich uczuć, a tym bardziej przed kimś. Ale jestem jego najlepszym przyjacielem i od razu zauważyłam, że jakaś dziewczyna zawróciła mu w głowie…i wiesz kim ona jest? To Ty Destiny. Byłem z nim kiedy się rozstaliście, przez te 3 miesiące gdy wyjechałaś z rodzicami, byłem z nim kiedy McCann Cię porwał i widziałem jak zachowywał się Justin. On naprawdę Cię kocha. Zawsze będzie się o Ciebie troszczył.
- Jak to się dzieje, że zawsze wiesz co powiedzieć? – zapytałam i dałam chłopakowi buziaka w policzek – Muszę jeszcze sama nad tym wszystkim pomyśleć, ale naprawdę mi pomogłeś. Zresztą jak zawsze. Razem z Faith jesteście dla mnie bardzo ważni.
- Ty dla nas też Dess.
- Wracaj do swojej ukochanej, która pewnie już śpi, a my tu sobie gadamy. – zaśmiałam się cicho, ocierając ostatnią łzę.
- Położysz się spać?
- Tak.
- Okay, więc już, kładź się do łózka. – wskazał na nie, a ja dopiłam moją herbatę, po czym położyłam się i przykryłam ciepłą kołdrą.
- Dobranoc i…dziękuję. – powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
- Nie ma za co. Dobranoc. – brunet pocałował mnie w czoło, a chwilę później wyszedł z pokoju.

Zamknęłam oczy i chciałam iść spać kiedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu.


Od: Justin
Cały czas o Tobie myślę. Nigdy bym Cię nie skrzywdził. Kocham Cię. Pamiętaj o tym, proszę.
Dobranoc księżniczko.



Przeczytałam wiadomość, która wywołała uśmiech na mojej twarzy.


Do: Justin
Ja Ciebie też. Dobranoc.


Domyślałam się, że gdy Justin odczyta moja odpowiedź też się uśmiechnie i szybciej zaśnie. Odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka, po czym odpłynęłam w krainę Morfeusza.


Od aut. Cześć kochani! ;*
Słuchajcie...najpierw ważna sprawa. Przez moje roztrzepanie z różnych powodów trochę zepsułam rozdział w takim sensie, że przecież cała akcja działa się we Francji, pamiętacie? Impreza urodzinowa Dess, potem to porwanie i w ogóle. Działo się właśnie we Francji. Natomiast końcówka poprzedniego rozdział (31) dzieje się już w Ameryce, Los Angeles. Pisząc rozdziały nie wiem jak...ale po prostu zapomniałam o tym wspomnieć za co Was przepraszam. Więc od momentu kiedy Destiny obudziła się w domu The Warriors akcja znowu dzieje się w Ameryce.
A co do tego rozdziału to mam nadzieję, że się Wam podobał. :) Jestem ciekawa co myślicie o tym wszystkim. O prawdzie, którą w końcu poznała Destiny i o jej reakcji na to wszystko. Czekam na Wasze komentarze, na których bardzo mi zależy. ♥
Jeszcze raz przepraszam i do następnego rozdziału. xx
19.04.2015 o godz. 11:28
Destiny’s POV
Leżałam cały czas na materacu rozmyślając o Justinie. Chciałam znaleźć się w jego bezpiecznych ramionach. Marzyłam o tym. Miałam nadzieję, że w końcu zobaczę go tutaj, a on mnie uratuje od tego psychopaty.
Kiedy drzwi się otworzyły prawie dostałam zawału.
- Ugh, to tylko ty. – powiedziałam widząc Jasona.
- A kogo się spodziewałaś skarbie? Poza tym nie mów do mnie takim tonem suko. – wymierzył mi siarczysty policzek, za który od razu się złapałam – Jedziemy na chwilę na zakupy, lepiej dla ciebie abyś niczego nie próbowała. Nie martw się…gdy wrócę chętnie się z tobą pobawię, a teraz poznaj się z nową koleżanką. – złapał moją twarz miedzy swoje dłonie i naprał swoimi ustami na moje zostawiając na nich mokry pocałunek.
Chwilę później do pokoju weszła długonoga blondynka. Usiadła na krześle naprzeciwko wbijając we mnie wzrok.
- Kojarzę cię. – odezwałam się na co dziewczyna lekko się zaśmiała.
- Nie dziwię ci się kochanie, w końcu to dzięki mnie zerwałaś z Bieberem.
- Zaraz…to ty mnie wtedy uśpiłaś?
- Wow, naprawdę jesteś dobra. – zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosów – Co ten Jason z tobą zrobił, hmm? Choć bardziej interesuje mnie twój związek z Justinem.
- My…my już – zaczęłam, ale blondynka mi przerwała.
- Tak wiem, nie jesteście już razem. Miałaś szczęście, że mogłaś się z nim pieprzyć. Jest w tym naprawdę niezły. – uśmiechnęła się, a ja nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
- Spałaś z nim? – zapytałam sama nie wiedząc jakiej odpowiedzi się spodziewałam.
- Kilka razy, ale nie martw się. Wolę Jasona. Bieber to tylko taka zabaweczka. Trochę jednak boli mnie fakt, że McCann cię przeleciał…
- On mnie zgwałcił szmato! – wydarłam się na co dziewczyna uderzyła mnie w twarz.
- Na pewno ci się podobało. W końcu jesteś dziwką! Nic nie wartą dziwką! Nigdy nie podnoś na mnie głosu. – powiedziała nachylając się nade mną i jednym ruchem rozcięła nożem moją skórę na policzku, a następnie wyszła z pokoju.
Łzy zaczęły cisnąć się do moich oczu. Nie wiedziałam czy to z powodu bólu jaki zadała mi dziewczyna, czy z powodu, że właśnie przyznała mi się, że sypiała z Justinem.
~Jak on mógł mi to zrobić?


Justin’s POV
Zatrzymaliśmy się kilka metrów od domu. Wysiadłem z auta i zaciągnąłem się papierosem.
- Jesteś pewny, że chcesz to teraz zrobić? Dochodzi dopiero południe.
- A co mam zrobić John? Pozwolić aby McCann ją dotykał, pieprzył, bił, a może już leży tam martwa?! – wydarłem się odwracając wzrok i mocno zaciągnąłem się dymem.
- Zostań tutaj z Faith, a ja pójdę zobaczyć co się dzieje. – chłopak schował za pasek spodni pistolet i zakrył go koszulką.
- Uważaj na siebie. – rudowłosa wyszła z samochodu i pocałowała go w policzek, a po chwili zostaliśmy tylko we dwoje.
Zacząłem chodzić po lesie próbując się jakoś uspokoić. Wiedziałem, że jestem zdolny do wszystkiego. Jeśli ten kutas położył na nie swoje ręce zginie. Niech będzie tego świadomy. Ze mną się nie zadziera. Nadal nie mogłem uwierzyć w to, że przeżył jakimś cudem, a teraz ma moją Destiny.
Zapaliłem drugiego papierosa. Już miałem się nim zaciągnąć kiedy Faith zabrała mi go i rzuciła na ziemie.
- Co Ty kurwa robisz?! – wydarłem się.
- Możesz być trochę ciszej? Chcesz aby nas usłyszeli? – zapytała, a ja pokręciłem przecząco głową – Twoje fajki nie rozwiążą problemów. Na pewno zaraz wróci John, a wtedy uzgodnimy co mamy robić.
- My? Chyba sobie żartujesz dziewczyno. Będziesz tutaj siedzieć cały czas, nie będziesz się w to mieszała, jasne?!
- Już jestem w to wmieszana!
- I kto tu teraz krzyczy, co? – wysyczałem do jej ucha i oparłem się o maskę mojego auta.
Zwilżyłem usta zaciskając ręce w pieści. Miałem nadzieję, że Dess nic nie jest. Choć zdawałem sobie sprawę, że mogę znaleźć ją tam nawet martwą.
~Nie, nie, nie! Ona żyje, ona żyje… - powtarzałem sobie w myślach.
Podniosłem głowę do góry słysząc jakieś kroki. W naszczą stronę szedł brunet.
- I co? – zapytałem.
- Jason wyjechał właśnie z jakimś chłopakiem, ale w domu oprócz Destiny jest Emma. Ciekawe co ona tak robi.
- To w tej chwili mnie mało obchodzi. Widziałeś Dess?
- Tak. Nie wygląda najlepiej, ale żyje.
Gdy usłyszałem te słowa ogromny kamień spadł mi z serca. Szeroko się uśmiechnąłem i przeczesałem moje włosy. Wyjąłem ze schowka pistolet, który schowałem do kieszeni kurtki.
- John idziemy. – odezwałem się kiedy ten przytulał do siebie dziewczynę.
- Uważajcie na siebie.
- Nie martw się o nas, a teraz wsiadaj do auta i zamknij się od środka. – powiedział do Faith, a po chwili oboje zaczęliśmy iść w stronę domu.

Na podjeździe nie było auta więc byliśmy pewni, że McCanna tu nie ma. Otworzyliśmy cicho drzwi i weszliśmy do środka.
- Zajmę się Emmą – wyszeptał brunet – Idź po Destiny. – skinąłem głową i zacząłem rozglądać się dookoła.
Brunet wszedł na górę, a ja zszedłem schodami na dół do piwnicy. Wszyscy, którzy przetrzymywali moją Dess byli cholernie głupi zostawiając klucze wiszące na wieszaku. Zerwałem je kiedy usłyszałem jak ktoś zbiega. Spojrzałam w górę widząc John’a, który trzymał za rękę Emmę.
- Matko Justin! – rzuciła mi się na szyję – Tak dobrze Cię widzieć.
- Zostaw mnie. Co tutaj robisz?! – wydarłem się na blondynkę.
- Jak to co? Jason mnie porwał!
- Czyżby? To czemu zamiast uciekać siedziałaś w sypialni kurwo?! – krzyknął brunet łapiąc ją za łokieć.
- W co ty grasz? – zapytałem dziewczynę – Wypierdalaj stąd. Słyszysz? – wysyczałem do jej ucha – Wypierdalaj zanim cię zabiję!
- Justin… - usłyszałem cichy głos mojego aniołka dobiegający zza drewnianych drzwi.
- Na pewno Bieber? Już raz straciłeś przez to swoją dziewczynę, chcesz stracić ją znowu?
- Zamknij się! John zajmij się nią. – zwróciłem się do bruneta i przekręciłem klucz w zamku.
Otworzyłem drzwi do pokoju widząc skuloną brunetkę na materacu.
- Justin… - wyszeptała i zaczęła płakać na mój widok.
Podbiegłem do dziewczyny i mocno ją do siebie przytuliłem. Dess objęła mnie jedną ręką cicho łkając. Czułem jak cała drży.
- Zabierz mnie stąd. Proszę.
- Już kochanie, cichutko. Jesteś ze mną bezpieczna. – otworzyłem kajdanki uwalniającą tym samym dziewczynę.
- Ona…ta blondynka, ona mu pomaga Justin. – powiedziała cichutko tracąc po chwili przytomność.
- Kurwa. – przekląłem biorąc brunetkę na ręce i wychodząc z pomieszczenia – Tam sam kajdanki. Skuj jej ręce tak aby nie mogła się ruszać. – wysyczałem patrząc na Emmę.
- Co tu się do chuja dzieje?! – warknął James zbiegając do nas, a za nim zobaczyłem cały gang The Warriors.
- Musiałem po nich zadzwonić. – szepnął John w moją stronę, a ja skinąłem głową.
- Marco! Ratuj mnie! Oni chcą mnie tutaj zamknąć! – załkała zaczynając płakać i szamocząc się w ramionach bruneta.
- Marco… - zacząłem patrząc na chłopaka – ona pomaga McCanowi i…ja z nią…
- Właśnie! – wtrąciła się blondynka – On mnie posuwał rozumiesz? Twój najlepszy przyjaciel! – wykrzyczała na co blondyn się zaśmiał.
- Emma skarbie myślałaś, że cię kocham? Chodziło mi tylko o seks. Poza tym jesteś totalną zdzirą bo puściłaś się pewnie też z McCann’em, prawda? – odezwał się Parker wprawiając wszystkich w osłupienie.
- Masz rację Marco. – zaczęła dziewczyna – Musiałam się do was jakoś dostać, a ty i Justin byliście dla mnie świetnym sposobem, aby to zrobić.
- Dziwka! – warknął blondyn uderzając ją po chwili w twarz.

Nie mieliśmy zbyt dużo czasu. W każdej chwili mógł wrócić Jason i choć bardzo chciałem go zabić wiedziałem, że nie mogę tego teraz zrobić. John i Marco zakuli w kajdanki Emmę w tym samym pokoju, w którym McCann więził Destiny po czym wszyscy wyszliśmy z domu.
Trzymałem na rękach moją księżniczkę cały czas lekko się uśmiechając. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i zaczęła otwierać swoje oczy.
- Justin… - zaczęła drżącym głosem.
- Cichutko kochanie. – pocałowałem ją w czoło – Nic Ci już nie grozi. Zabieram Cię stąd. Jak się czujesz? – zapytałem spoglądając w jej brązowe oczy.
- Źle, ale cieszę się, że w końcu przy mnie jesteś. Będziemy musieli poważnie porozmawiać.
- Wiem skarbie, wiem. Jutro pogadamy. Teraz musisz odpocząć. – usiadłem na tylnych siedzeniach i położyłem dziewczynę na moich nogach.
Cały czas całowałem jej dłoń podczas jazdy nie mogąc uwierzyć, że w końcu ją odzyskałem. Wiedziałem, że nie mogę pozwolić jej odejść. Nie teraz i nie po tym wszystkim.


Destiny’s POV
- Wstawaj słońce. – usłyszałam aksamitny głos bruneta i przetarłam moje oczy – Cześć. – wyszeptał i pocałował mnie w policzek.
- Cześć. – odpowiedziałam zrywając się po chwili z łóżka.
- Destiny spokojnie. Nic Ci już nie grozi. – odezwał się chłopak siadając obok mnie.
- Gdzie jestem? – zapytałam rozglądając się po pomieszczeniu.
Domyślałam się, że to pokój Justina, ale i tak nie miałam bladego pojęcia gdzie się teraz znajduje.
- To tak jakby dom The Warriors. Wszyscy tutaj mieszkamy.
- Ty też?
- Czasami. Na przedmieściach mam mieszkanie tylko dla siebie.
- Umm okay. – odpowiedziałam rozglądając się po wnętrzu.
Łóżko, na którym siedzieliśmy pokryte było czarną pościelą, natomiast ściany miały kolor kawy z mlekiem. Zauważyłam kilka jasnych szafek i półek. Po prawo od łóżka było wyjścia na balkon. Zauważyłam, że w rogu stoi moja walizka, którą wzięłam na wyjazd z Dean’em, a raczej Jasonem.
- Mogę wziąć prysznic? – zapytałam podnosząc się z miejsca i wyjęłam czystą bieliznę i ciuchy na zmianę.
- Jasne, tutaj masz łazienkę. – chłopak wskazał drewniane drzwi.
- Dzięki i Justin… - zaczęłam podchodząc do niego.
- Tak?
- Nawet nie wiesz jak bardzo jestem szczęśliwa i wdzięczna, że mnie znalazłeś i uratowałeś. Dziękuję Ci. – wyszeptałam spoglądając w czekoladowe tęczówki Biebera, za którymi tak bardzo tęskniłam.
- Nie ma za co. – wyszeptał składając na moich ustach delikatny pocałunek.
Oddałam go, ale odsunęłam się po chwili od chłopaka.
- Powinnam wziąć prysznic. – powiedziałam.
- Och, no jasne. Wszyscy czekają na dole. Zejdź gdy będziesz już gotowa. – puścił do mnie oczko i zniknął za drzwiami zostawiając mnie samą.

Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam ciepłą wodę. Widząc wszystkie moje siniaki zaczęłam płakać. Wspomnienie pierwszej nocy gdy Jason mnie porwał przyprawiało mnie o wymioty. Chciałam zmyć z siebie cały brud i obrzydzenie. Tak mocno tarłam moje ciało gąbką, że skóra nabierała czerwonego koloru w niektórych miejscach. Kiedy w końcu zdecydowałam się przestać umyłam moje długie włosy. Zakręciłam wodę i wytarłam się ręcznikiem wychodząc spod kabiny. Spojrzałam na dziewczynę, którą zobaczyłam w lustrze i wstrzymałam oddech. Moje ciało było pokryte lekko fioletowymi siniakami. Na brzuchu, dekolcie i policzku widniały rozcięcia, za które mogłam podziękować McCanowi i tej suce Emmie. Największego siniaka miałam na prawy policzku. Dotknęłam go przypominając sobie cios blondyna, który zadał mi pięścią kiedy nie chciałam powiedzieć jak było mi „dobrze” gdy mnie gwałcił. Zaczęłam płakać i upadłam na kolana. Wiedziałam, że muszę powiedzieć o wszystkim Justinowi, ale…wiedziałam, że już nic mnie nie grozi. Wiedziałam, że Justin mnie obroni, prawda?
Podniosłam się i założyłam czystą bieliznę. Zaczęłam szukać po szafkach suszarki i zastanawiałam się czy powinnam się cieszyć, że znalazłam ją u faceta w łazience. Ale Biebs musiał przecież powalać wyglądem więc nie dziwię mu się.
Kiedy moje włosy były już suche związałam je w kitkę. Mój makijaż składał się jedynie z podkładu, pudru i korektora. Za wszelką cenę chciałam zakryć siniaka pod okiem. W końcu osiągnęłam swój cel. Nie wyglądało to perfekcyjnie jakbym nic nie miała, ale przynajmniej nie wyglądałam już tak okropnie.
Założyłam mój zestaw, który skradał się z czarnych rurek i zielonej koszulki z gwiazdą. Nie chciałam pokazywać wszystkim moich ran po pobiciu na rękach więc zdecydowałam się jeszcze na sweterek. Wsunęłam na nogi vansy i przejrzałam się w lustrze.
Kiedy byłam gotowa wyszłam z łazienki i zeszłam schodami na dół. Zauważyłam, że w salonie na kolanach John’a siedzi moja przyjaciółka Faith.
~Powiedział jej. – pomyślałam wiedząc, że rudowłosa musi być bezpieczna i wie o wszystkim siedząc tutaj z nimi.
Uśmiechnęłam się do wszystkich lekko się rumieniąc. Jedynymi dziewczynami w pokoju byłam ja z Faith. Na kanapie i fotelach siedzieli sami mężczyźni, który byli w wieku Justina, albo trochę od niego starsi.
- Cześć. – powiedziałam, a wszyscy odpowiedzieli mi z uśmiechem na ustach.
Poczułam jak ktoś obejmuje mnie ramieniem w talii. Odwróciłam się widząc mojego bruneta, który puścił do mnie oczko.
- Justin… - zaczęłam spoglądając w oczy chłopaka, a wszyscy spojrzeli w naszą stronę – kocham Cię.
- Ja Ciebie też, mała. – pocałował mnie w policzek i mocno do siebie przytulił, a ja w końcu poczułam się bezpieczna w jego ramionach.
Moje marzenie w końcu po tych 4 dniach piekła się spełniło.


Od aut. Cześć kochani. ;* Jak widzicie Justin uratował Destiny i wszystko się ułożyło. Jednak...McCann nadal jest na wolności i możecie być pewni, że tak łatwo nie odpuści sobie Dess. Poza tym Justin w końcu zdecyduje się wyznać prawdę Destiny...jak myślicie, jak ją przyjmie? Wszystko okaże się w 32 rozdziale, natomiast w 33 może zrobić się gorąco. :P Mam nadzieję, że 31 Wam się spodobała i zostawicie po sobie szczery komentarz. ♥

A z okazji Wielkanocy życzę Wam spokojnych, wesołych i rodzinnych świąt. Mokrego dyngusa i dużo czekoladowych zajączków. ♥
04.04.2015 o godz. 15:08
Destiny’s POV
Siedziałam na stary materacu obejmując się za kolana. Nie mogłam w to uwierzyć. W ten cały koszmar, który właśnie rozgrywał się na moich oczach. Łzy spływały po moich policzkach strumieniami. Przestałam je ocierać bo i tak nie było sensu aby to robić.
W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś przekręca klucz w zamku, a po chwili do środka wchodzi Jason. Trzymał w ręku krzesło, które postawił przede mną. Usiadł na nim i oblizał swoje usta.
- Nie płacz Dess i tak nic Ci to nie da.
- Nic nie rozumiem. Po co mnie tutaj trzymasz? Przecież Ty…Ty nie żyjesz! – krzyknęłam w jego twarz mocniej obejmując kolana.
- Och czyżbyś nic nie wiedziała? Jakie to przykre. – zaśmiał się perfidnie – Widzę, że Bieber Ci nic nie powiedział więc ja to zrobię. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że od momentu kiedy poznałaś mnie z John’em, a zwłaszcza z Justinem przez cały czas byłaś…spokojna. Czyżby chłopcy nie powiedzieli Ci kim tak naprawdę jestem? – zapytał patrząc w moje oczy, a ja tylko spuściłam wzrok – Ha! Powiedzieli Ci! Widzę to po Tobie! Znałaś prawdę kim jestem, ale…nie chciałaś w to uwierzyć. Jakie to słodkie. – stwierdził i wstał z miejsca zaczynając chodzić po pomieszczeniu.
- Po co mnie tutaj trzymasz, co? – zapytałam ocierając policzki – I tak mnie znajdą, a Ty pójdziesz do więzienia.
- Naprawdę? Naprawdę Destiny tak myślisz? Jesteś w wielkim błędzie. Twoi rodzice są przekonani, że wyjechaliśmy na dwa tygodnie na wakacje. A znajomi nic nie wiedzą. Uwierz mi…nikt nie będzie Cię szukał.
- To nadal nie wyjaśnia czemu mnie tu trzymasz.
- Po prostu spodobałaś mi się, a ja zawsze dostaję to czego chce skarbie. – przysunął się do mnie i zaczął namiętnie całować.
Wsunął swoją rękę pod moją koszulkę i gładził mój brzuch.
- Poczekaj chwilę… - wyszeptał i zostawił mnie samą.
Moje serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłam uwierzyć, że byłam na tyle głupia aby myśleć, że Justin kłamał w noc kiedy przyszedł powiedzieć mi, że Dean to tak naprawdę Jason. Czemu mu nie uwierzyłam? To by wyjaśniało czemu on i John tak na niego reagowali. Czemu nie powiedzieli mi niczego wprost wcześniej?
~Czemu odeszłaś od Justina? – szepnęła moja podświadomość, a ja na wspomnienie jego imienia bardziej się rozpłakałam.
Chciałam aby był tutaj. Aby mnie uwolnił i aby zrobił wszystko abym już nigdy więcej nie spotkała McCanna w moim życiu.
- Wróciłem kochanie. – do pokoju wszedł chłopak trzymając w ręku drugą parę kajdanek – Nie bój się. – powiedział klękając przede mną, chwilę później moje obie ręce były przypięte o rury, a ja nie mogłam wykonać nimi żadnego ruchu aby się obronić – Spodoba Ci się to. – wyszeptał do mojego ucha wyjmując z kieszeni nóż, którym rozpruł mój top i zerwał go ze mnie – Wiesz…masz takie piękne ciało kochanie. – ułożył się między moimi nogami i zaczął całować mnie po szyi.
Tak mocno przyparł mnie do materaca, że nie miałam nawet jak bronić się nogami. Blondyn wpił się w moje usta i zaczął odpinać moje spodenki.
- Jason, proszę nie. – załkałam kiedy na chwilę oderwał się od moich ust.
- Dess, Dess, Dess…jeszcze wczoraj mogłem zrobić z Tobą wszystko, czemu teraz jesteś taka chłodna? Przez miesiąc byliśmy razem i w sumie…nadal jesteśmy. – zaśmiał się szyderczo zdejmując moje szorty zostawiając mnie w samej bieliźnie.
- Wcale nie! To koniec! Gdybym wiedziała kim tak naprawdę jesteś nigdy bym się nie zgodziła z Tobą być! – krzyknęłam, a po chwili poczułam pieczenie na policzku.
- Nie podnoś na mnie głosu! Nigdy! Zrozumiałaś szmato?! Ostrzegam Cię, że oberwiesz jeszcze raz jeśli znowu będziesz na mnie krzyczeć! – warknął.
Zaczęłam płakać modląc się w duchu, żeby Justin mnie uratował.
Poczułam jak Jason rozrywa mój stanik i majtki, a ja leżę przed nim zupełnie naga.
- Cholera. – powiedział zaczynając się rozbierać.
Kiedy zdjął z siebie wszystkie ubrania ułożył się między moimi nogami. Zaczął ssać moje piersi wkładając swoje palce do mojego wnętrza.
- Przestań, błagam.
Chłopak w ogóle nie reagował. Mogłam płakać, błagać, krzyczeć, ale on był nie ugięty. Wiedziałam, że chciał mnie zgwałcić, ale najgorsze było to, że wiedziałam, że mu się to uda. Był ode mnie silniejszy. Trzymał mnie mocno za nogi unieruchamiając mi je, ręce miałam skute do rury, a nikt kto był w tym domu mnie nie uratuje.
W pewnym momencie poczułam przeszywający ból w podbrzuszu. Jason zaczął ruszać swoimi biodrami wpychając we mnie swojego kutasa.
- Szkoda, że Justin zabrał Ci dziewictwo. Chciałbym zobaczyć jego minę kiedy powiem mu, że Cię pieprzyłem i sam odebrałem Ci cnotę. – wyszeptał do mojego ucha coraz mocniej się poruszając – Cholera…tak mi dobrze Destiny. Powiedz, że Tobie też. – ścisnął moją pierś, a drugą zaczął ssać, ale ja tylko płakałam nie wydając z siebie żadnego słowa – Powiedz to! – krzyknął – Powiedz, że Ci kurwa dobrze inaczej poczujesz co to prawdziwy ból. – spojrzałam w dół widząc jak blondyn przesuwa ostrzem po mojej skórze na brzuchu i lekko ją naciął.
- To boli! – zaczęłam płakać bardziej kiedy po chwili poczułam jak Jason uderza mnie z pięści w twarz.
- Powiedz to dziwko! Nie ma następnej szansy. – poczułam jak przykłada ostrze do mojego dekoltu i lekko go nacina.
- Tak Jason. – wyszeptałam – Jest mi dobrze.
- Wiedziałem kochanie, że Ci się spodoba. – powiedział.
Ścisnął moje biodra poruszając się coraz szybciej. Czułam, że jego ciało zaczyna sztywnieć, aż poczułam jak spuszcza się we mnie i wydał z siebie długi jęk.
- Byłaś niesamowita. – pocałował mnie w policzek i wyszedł zostawiając mnie samą.
Cała się trzęsłam. Z zimna, ale i z obrzydzenia do mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą się stało.
Nagle do pokoju wszedł jakiś chłopak. Zobaczyłam, że to Max, który jako pierwszy się do mnie dobierał kiedy się tutaj znalazłam. Podszedł do mnie i zaczął dotykać moje nagie ciało.
- Spokojnie mała. Dziś Ci nic nie zrobię. – powiedział odpinając mi jedną rękę.
Nalał trochę spirytusu na wacik i przejechał po mojej ranie na brzuchu i dekolcie. Zagryzłam zęby czując lekkie szczypanie. Po chwili brunet zakleił oba nacięcia plastrami.
- Ubierz się. – położył przede mną ubrania i przeczesał swoje włosy – Zaraz przyniosę Ci coś do jedzenia. – zabrał apteczkę i wyszedł z pokoju.
Założyłam na siebie czystą bieliznę i długą bluzę, która sięgała mi aż do połowy ud. To były jedyne ciuchy jakie dostałam, ale w tej sytuacji byłam wdzięczna, że dostałam chociaż to. Bałam się, że już cały czas będę musiała leżeć na tym materacu cała naga i do tego skuta.
- Proszę. – chłopak położył przede mną talerz z jedną kanapką i kubek z gorącą herbatą.
Nie miałam siły aby cokolwiek mówić, poza tym Max chwilę później wyszedł zamykając drzwi na klucz. Zjadłam posiłek i położyłem się na materacu. Objęłam się jedną ręką i próbowałam zasnąć wyrzucając z głowy momenty kiedy Jason mnie dotykał.


*



Minęły już cztery dni. Miałam szczęście, że jak na razie McCann nie chciał się do mnie dobierać po pierwszej nocy kiedy mnie zgwałcił. Płakałam prawie cały czas modląc się oto aby w końcu Justin mnie znalazł. Choć teraz chciałam aby był to ktokolwiek. Po postu marzyłam aby wydostać się z tego piekła.


Justin’s POV
Siedziałem w swoim wynajętym pokoju hotelowym i czekałem na jakieś wieści od John’a pukając niecierpliwie palcami o blat stołu.
- Uspokoisz się wreszcie?! – wydarła się Faith chodząc cały czas dookoła kanapy.
- A Ty przestaniesz wreszcie tak bezsensownie łazić?!
- Nie mogę tak bezczynnie siedzieć, rozumiesz? Moja przyjaciółka wyjechała z jakimś pojebem nie wiadomo gdzie. Co jeśli on jej coś zrobił? Co jeśli ona… - urwała i zaczęła płakać, a ja przytuliłem do siebie dziewczynę.
- Nie płacz Faith. Znajdziemy ja, zobaczysz. – głaskałem ją po włosach próbując jakoś uspokoić.
- Czemu jej nie powiedzieliście? – załkała – Czemu nie zrobiliście nic za pierwszym razem gdy spotkaliście ich razem.
- Proszę Cię…wyznałem jej, ale ona…nie uwierzyła mi. Tak cholernie żałuję, że wtedy pozwoliłem jej odejść, że się o nią nie starałem. Cholera. – odsunąłem się od rudowłosej i z całej siły uderzyłem pięścią w lustro, które po chwili się rozbiło – Kurwa. – warknąłem czując jak kawałki szła wbiły mi się w rękę, a po chwili na podłogę zaczęła kapać krew.
- Justin idioto. – odezwała się Faith ginąc na chwilę w łazience.
Wróciła do pokoju z apteczką i zaczęła dezynfekować moją rękę, którą owijała następnie bandażem.
Kiedy tak siedziałem zaczynałem sobie przypominać wczorajszą noc.


FLASHBACK
Siedziałem na kanapie popijając whisky gdy usłyszałem pukanie. Podniosłem się z miejsca i otworzyłem drzwi wpuszczając do środka zdenerwowanego John’a i zapłakaną Faith.
- Co się stało, że zawdzięczam tą wizytę? – zapytałem – Czyżby twoja dziewczyna zaszła w ciążę? – zaśmiałam się oblizując usta.
Wypiłem prawie połowę butelki więc alkohol dawał się we znaki.
- Zamknij się Bieber! – warknęła rudowłosa – Wszystko już wiem! Wiem o tym, że jesteście w jakimś popierdolonym gangu! Że zacząłeś interesować się Destiny tylko dlatego, że miałeś ją zabić ze względu na jakieś długi jej ojca. Człowieku Ciebie pojebało?!
- Uważaj na język suko! Z tego co widzisz twoja przyjaciółka jest cała i zdrowa! Nigdy bym jej nie skrzywdził, rozumiesz?! Kocham ją kurwa! Oboje się kochamy. Wyznaliśmy to sobie pierdolone 3 dni temu i od tamtej pory nie mam z nią żadnego kontaktu!
- No właśnie Justin! – wtrącił się John – Wybacz, że powiedziałem o wszystkim Faith.
- No właśnie widzę. – przerwałem brunetowi – Ty w ogóle myślisz stary? Jak mogłeś to zrobić? Jak mogłeś zrobić to mnie i The Warriors?
- Ja? Kurwa Bieber sam wyznałeś prawdę Destiny!
- I widzisz jak skończyłem?! Zostawiła mnie! – warknąłem nalewając sobie do szklani alkoholu.
- I Ty się jeszcze dziwisz? – odezwała się Faith – Gdybym dowiedziała się, że mój chłopak chciał mnie zabić sama bym od niego odeszła!
- Ona o tym nie wie. – wyszeptałem.
- Co? Powtórz!
- Ona o tym nie wie! Zadowolona?! – wypiłem całą zawartość na raz i usiadłem na kanapie.
- Ja pierdole. Wy jesteście pojebani. Ten wasz cały gang jest pojebany! John kurwa zrób coś! – wydarła się i nalała sobie do szklanki whisky, które po chwili wypiła.
- No jasne, nie krępuj się. – odezwałem się do dziewczyny, która posłała mi mordercze spojrzenie.
- Justin zrozum musiałem jej to powiedzieć. – odezwał się John.
- Niby czemu?
- On ją ma Bieber. Matka Destiny powiedziała, że wyjechali razem na 2 tygodnie, ale Dess w ogóle nie odbiera telefonu. Myślisz, że McCann będzie bawił się w słodkiego Dean’a? Skrzywdzi ją i oboje dobrze o tym wiemy! – kiedy usłyszałem te słowa od razu otrzeźwiałem.
- Co? – zapytałem patrząc na chłopaka, który stanął przede mną.
- Musimy ją znaleźć Justin. Zanim będzie za późno.

FLASHBACK



Taak. Faith wiedziała o wszystkim. Nawet Destiny nie zna całej prawdy. Podziwiałem dziewczynę John’a, że w miarę dobrze znosi to wszystko i że nadal z nim jest. O dziwo wybaczyła mi to, że miałem za zadanie zabić Jones ze względu na długi jej ojca. Wiedziała o McCannie. Wiedziała o The Warriors. Wiedziała o wszystkim. Wczoraj zobaczyła jak bardzo kocham Dess i się o nią martwię. Wiedziała, że nie mógłbym jej skrzywdzić. Że to całe granie jak bardzo nią pomiatam było tylko teatrzykiem abyśmy oboje o sobie zapomnieli.
- Dziękuję. – wyszeptałem kiedy dziewczyna skończyła z moją ręką.
- Nie ma za co. – chciała wyjść z pokoju, ale zatrzymała się i wbiła we mnie wzrok – Justin...
- Tak?
- Musisz jej powiedzieć prawdę. Całą prawdę. Wtedy ją odzyskasz. – powiedziała, a jej głos się załamał.
Wiedziałem, że zaraz sie rozpłacze więc podniosłem się i przytuliłem do siebie dziewczynę.
- Spokojnie. Możesz być pewna, że to zrobię, ale jeśli jej nie odzyskam…
- Odzyskasz. – przerwała mi – A jeśli nie to ja już się oto postaram.
- Faith, naprawdę dziękuję. Za wszystko.
- Nie ma za co. – odpowiedziała delikatnie się uśmiechając.
Nagle do pokoju wszedł John, z którego kipiała złość.
- Wiesz coś? – zapytałem, a on tylko zrzucił na ziemie wazon ze stoliku – Taa…biorę to za nie. – dokończyłem wyciągając z kieszeni telefon i wybrałem numer Nick’a kiedy w końcu oświeciło mnie jak można znaleźć Destiny jeśli nikt nie wiedział gdzie wywiózł ją Jason – Hej. Pomożesz mi namierzyć jeden numer? – zapytałem siadając przy stole trzymając w ręku długopis i kartkę, na której zapisałem po chwili jeden adres – Wielkie dzięki, cześć. – rozłączyłem się po czym podniosłem się z miejsca i pokazałem John’owi i Faith papier – Wiem gdzie jest Dess.


Od aut. Cześć kochani. Jak podoba Wam się rozdział? Myślicie, że Justinowi uda się odnaleźć Destiny? Czekam na Wasze szczere opinie.
Kocham Was. ♥
22.03.2015 o godz. 21:42
Destiny’s POV
Od momentu kiedy znowu zajęłam miejsce przy stole, nie mogłam myśleć o niczym innym, tylko o Justinie. O tym co przed chwilą mi wyznał i o naszym pocałunku. Patrząc w oczy Dean’a czułam się okropnie. Całowałam się przed chwilą z innym, a udaję, że wszystko jest w porządku. Dopiero teraz zaczynałam powoli rozumieć, że nigdy nie przestałam kocham Justina. Pomimo tego całego gówna nadal żywiłam do niego silne uczucie. Natomiast Dean…przez ten miesiąc pozwolił mi o tym zapomnieć, ale nigdy nie wystarczająco. Bo w końcu…jak mogłam zapomnieć o mojej pierwszej, prawdziwej miłości, którą jest Justin Drew Bieber? Perfekcyjny, przystojny i seksowny chłopak. Będący zarazem słodkim, czułym jak i agresywnym, a czasem nawet bezdusznym dupkiem. Zakochałam się w jego zaletach i wadach. Myśl, że mogłam i mogę nadal kochać osobę, która najprawdopodobniej zabiła kogoś, była przerażająca. Skąd mogłam wiedzieć, że nie robił tego wcześniej?
Zacisnęłam rękę w pięść czując w sobie złość. Nienawidziłam siebie za to, że mogę kochać go po tym wszystkim. Że po tylu rzeczach nadal tak bardzo go pragnęłam.
Poczułam jak ktoś kładzie swoją dłoń na moim krzyżu. Odwróciłam się w lewo widząc, że tym kimś jest Dean.
- Wszystko w porządku? – zapytał szeptem, blisko się nade mną nachylając tak, że poczułam jego oddech na mojej szyi – Jesteś jakaś nieobecna.
- Wszystko ok. – odpowiedziałam krzywo się uśmiechając.
Blondyn pocałował mnie w policzek, kiedy wszyscy przy stole zaczęli dziwnie się szczerzyć.
- Jesteście tacy słodcy. – odezwała się moja mama.
- Tworzycie piękną parę. – dopowiedziała rodzicielka Petera.
- Dziękujemy. – odpowiedział chłopak, cmokając mnie w policzek jeszcze raz.
- Wiecie co, to naprawdę miła kolacja i cieszę się, że mogłam was wszystkich zobaczyć, ale nie najlepiej się czuję. Pójdę się położyć. Przepraszam. – podniosłam się z miejsca i udałam się na górę, po schodach kiedy usłyszałam głos Dean’a.
- Zajmę się nią.
Chwilę później oboje weszliśmy do mojego pokoju, a ja rzuciłam się od razu na łózko. Położyłam głowę na poduszce i zamknęłam oczy kiedy poczułam, jak materac lekko się ugina. Chłopak objął mnie ramieniem w talii, kładąc się obok.
- Co się dzieje Destiny? – wyszeptał do mojego ucha.
- Trochę źle się poczułam. – odpowiedziałam w momencie gdy blondyn odwrócił mnie na plecy, a chwilę później zawisł nade mną.
- Na pewno? Martwię się o Ciebie kochanie.
- To nic takiego. Jutro pewnie poczuję się lepiej.
- Ja mogę sprawić, że poczujesz się już teraz. – Dean zadziornie się uśmiechnął i zaczął ssać moją skórę na szyi.
Chłopak wsunął swoją dłoń pod moją spódniczkę i zaczął masować moje udo. Namiętnie wpił się w moje usta, że już po chwili zabrakło nam oddechu. Zanim się zorientowałam blondyn całował mój dekolt. Uwielbiał robić malinki, więc nie zdziwiłabym się widząc jutro rano sine ślady, na szyi i moich piersiach. Powoli zaczynałam odprężać się pod dotykiem Dean’a. Nie wiem czemu akurat w tym momencie, przypomniałam sobie słowa Justina kiedy mówił mi, abym na niego uważała bo tak naprawdę to Jasno McCann. Od razu cała się spięłam.
- Wiesz… - zaczął chłopak, sunąc swoją ręką, która znajdowała się coraz bliżej mojego intymnego miejsca – już dawno o tym myślałem i mam naprawdę wielką ochotę aby…
- Nie Dean! – przerwałam mu – Nie! Zejdź ze mnie! – na samym początku naszej znajomości powiedziałam, że nie jestem gotowa z nim sypiać, nie wiedział też, że straciłam dziewictwo, ale ja…nie mogłam po prostu tego zrobić.
- Skarbie… - blondyn usiadł przede mną, z dziwnym uśmiechem na twarzy.
- Hmm? – zapytałam lekko zdenerwowana, poprawiając moje ubranie.
- Jutro zobaczysz bo widzisz…ja zawsze dostaję to czego chcę. – pocałował mnie w usta – Będę się już zbierałam i…uwierz mi, że dziś nie miałem zamiaru Cię przelecieć. Mam nadzieję, że jednak oddasz mi się w najbliższym czasie. Śpij dobrze. – puścił oczko w moją stronę, po czym wyszedł z mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Ugh! – wydarłam się zakrywając twarz poduszką, nie wiedząc co myśleć o tym wszystkim co przed chwilą powiedział.
Spojrzałam na zegarek. Była 23.04, ale miałam to gdzieś. Podniosłam z szafki mojego iPhona i wybrałam numer do John’a. Długo go namawiałam aby do mnie przyszedł o według niego później porze, ale w końcu mi uległ. Po rozmowie wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w moja piżamę. Zmyłam cały makijaż, a mokre włosy opadały mi na ramiona. Wyszłam na balkon prosząc bruneta, aby w ten sposób dostał się do mojego pokoju. Nie chciałam tłumaczyć rodzicom i gościom czemu John przychodzi do mnie w nocy, zwłaszcza, że chwilę wcześniej był u mnie Dean.
Zobaczyłam jak pod bramę podjeżdża ktoś na motorze. Chłopak zsiadł z pojazdu i wszedł na posesję udając się pod mój balkon. Wszedł na niego, a po chwili stanął przede mną, a ja dałam mu buziaka w policzek na powitanie.
- Wyjaśnisz mi co jest tak ważne, że muszę do Ciebie przyjeżdżać właśnie teraz? W nocy? Sam? I do tego wspinać się na balkon jak jakiś porąbany Romeo? – zapytał, a ja zaśmiałam się słysząc co właśnie powiedział.
- Usiądź. – wskazałam brunetowi fotel, gdy ja zajęłam miejsce na przeciwko niego – Musimy porozmawiać. Chodzi o Justina. Był tutaj.
- Kiedy?
- Jakąś godzinę temu. Chyba nadal na dole trwa kolacja, na którą moi rodzice zaprosili swoich znajomych i jego syna, którego znam razem z Dean’em dlatego mój chłopak też tutaj jest, a Ty musiałeś wejść przez mój balkon. – powiedziałam widząc jak brunet zacisną swoje dłonie w pięści, ale zignorowałam to – W pewnym momencie zadzwonił do mnie telefon. Dzwonił Justin. Kazał mi wyjść na zewnątrz, więc to zrobiłam.
- Spotkałaś się z nim?
- Tak. – odpowiedziałam, a na moje policzki wkradł się rumieniec, na wspomnienie pocałunku z Bieberem.
- Destiny… - zaczął przeciągając moje imię - co takiego robiliście? Całowaliście się?
- Co? Oczywiście, że nie!
- Przecież widzę jak się rumienisz. Nie oszukasz mnie. – puścił mi oczko.
- Okay. Masz rację. Całowaliśmy się, ale nie tutaj oto chodzi. Nie o tym chciałam z Tobą porozmawiać.
- A szkoda. – wtrącił John szeroko się uśmiechając.
- Wysłuchasz mnie? – zapytałam, a brunet pokiwał twierdząco głową – Justin uparł się, że…że Dean to…Jason McCann. Chłopak, którego wtedy…miał zabić, a ja to wszystko widziałam.
- Wierzysz mu?
- Chciałabym. – wstałam z miejsca przeczesując moje włosy – Ale…on kłamał tyle razy, że nie wiem już w co wierzyć. Chciałam aby wyjaśnił mi czemu Jason chciał mnie zabić. Nie zrobił tego i pomyślałam, że może Ty mi powiesz John. Proszę.
- Nie mogę Destiny. To Justin powinien Ci o wszystkim powiedzieć. Nie ja. – podniósł się i mocno mnie przytulił – Musisz na siebie uważać i nie martw się…mamy na Ciebie oko. – uśmiechnął się, a ja zrobiłam to samo.
- Czyli nic mi nie powiesz?
- Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. Muszę uciekać Dess. Jeśli Faith się obudzi to będę miał przerąbane.
- Spaliście ze sobą? – zapytałam odsuwając się od bruneta widząc jak on zaczyna delikatnie się rumienić – Nie oszukasz mnie John.
- Okay, spaliśmy. Zadowolona? W końcu nie po to tutaj przyszedłem, aby opowiadać Ci o tym jak spędziłem noc z twoją przyjaciółką, prawda?
- Tak, ale awww. – mocno przytuliłam do siebie John’a – Tworzycie naprawdę piękną parę, ale…skrzywdź ją, a tego pożałujesz.
- Nie masz się o co bać. Nie zrobię niczego co mogło by ją skrzywdzić. Dobranoc Destiny. – pocałował mnie w policzek i zniknął na balkonie.
- Dobranoc. – szepnęłam i położyłam się do łóżka.


Obudziły mnie promienie słońca, które wdzierały się do mojego pokoju. Otworzyłam zaspane oczy i lekko je przetarłam. Podniosłam się z łóżka i szybko wykonałam moją poranną toaletę. Kiedy weszłam do pokoju okryta tylko w ręcznik zobaczyłam walizkę przy stoliku, a na łóżku siedzącego Dean’a.
- Cześć słońce. – podszedł do mnie i czule pocałował.
- Umm…cześć. Co robisz tu tak wcześnie? – zapytałam mocniej ściskając ręcznik.
- Wcześnie? Jest już prawie 13. Ubierz się szybko, spakuj kosmetyki, a ja czekam na Ciebie na dole.
- O co chodzi?
- Wyjeżdżamy kochanie. – dotknął mojego policzka i założył kosmyk moich włosów za ucho – Pośpiesz się. – dał mi lekkiego klapsa w tyłek po czym zszedł na dół, a ja otworzyłam szafę widząc, że nie wszystkie moje rzeczy były spakowane.
Wybrałam ciemno granatowy top na ramiączkach i jasne szorty z wysokim stanem, które po chwili założyłam. Na nogi wsunęłam białe conversy. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy spięłam w kitkę. Spakowałam moje kosmetyki i zeszłam na dół do kuchni gdzie zastałam blondyna.
- Zjedz i wypij. – postawił przede mną talerz ze śniadaniem – Twój ulubiony croissant z czekoladą i sok pomarańczowy.
- Dziękuję. – szepnęłam lekko się uśmiechając i wzięłam kęs mojego posiłku.
Zaczęłam rozglądać się po domu widząc, że jesteśmy w nim zupełnie sami.
- Twoi rodzice są w pracy. – odezwał się Dean.
- Och…no tak. – upiłam mój sok spuszczając głowę.
- Jak się dziś czujesz? – zapytał.
- Już lepiej. – uśmiechnęłam się do blondyna, który odwdzięczył mi się tym samym.

- Gotowa?
- Tak. – odpowiedziałam wkładając talerz do zlewu.
- No to jedziemy. – chłopak wziął moją walizkę i oboje wyszliśmy z domu.
Dean otworzył bagażnik gdzie schował mój bagaż, a ja zajęłam miejsce z przodu. Chwilę później blondyn usiadł za kierownicą i odpalił silnik swojego samochodu odjeżdżając spod mojej posesji. Lekko ziewnęłam i oparłam głowę o zimną szybę.
- Śpiąca?
- Mhmm. – wyszeptałam zamykając oczy odpływając minutę później.


Ocknęłam się nie wiedząc gdzie jestem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu tracąc oddech. Leżałam na starym materacu w jakimś obskurnym pokoju. Ściany były poobdrapywane z farby. Widać było, że już nikt od dawna tutaj nie mieszkał. Kiedy chciałam wstać poczułam coś dziwnego na nadgarstku. Dopiero wtedy zauważyłam, że moja lewa ręka była przypięta kajdankami do jakiejś rury. Na jednej ścianie znajdowało się małe okno, które było lekko uchylone. Kiedy podniosłam się na tyle na ile pozwalały mi kajdanki zobaczyłam, że za oknami znajdowały się kraty. Nikt nie mógł wejść ani wyjść z pomieszczenia. Usiadłam na materacu, jedynej rzeczy jaka się tutaj znajdowała. Spojrzałam na drzwi, które również nie powalały swoim wyglądem.
Pamiętałam, że miałam wyjechać gdzieś z Dean’em i zasnęłam w samochodzie. Nie miałam żadnego pojęcia co tutaj robię. Zupełnie sama i do tego nie wiadomo gdzie.
Moje serce zaczęło przyśpieszać, a do oczu cisnęły się łzy.
~A co jeśli Justin miał rację? – szepnęła moja podświadomość.
~Nie, nie, nie! To nie może być prawda. – zaczęłam wymyślać różne teorie, kiedy usłyszałam czyjeś kroki.
Ponownie odwróciłam się w stronę drzwi. Dźwięk kluczy wyraźnie dał znać do zrozumienia, że ktoś otwiera zamek.
- Dean! – zawołałam, kiedy do środka wszedł jakiś wysoki chłopak.
Spojrzał w moją stronę i zlustrował moje całe ciało. Oblizał usta i uklęknął przede mną.
- Miał rację. Ty naprawdę jesteś śliczna. – odezwał się popychając mnie na materac, do którego zostałam przygnieciona.
Chciałam go uderzyć, ale złapał moją rękę i przycisnął do ściany.
- Aaał. – syknęłam czując ból w nadgarstku.
Chłopak drugą ręką odpiął guzik moich spodni, a po chwili dotknął mnie w intymnym miejscu.
- Proszę, przestań. – załkałam.
- No już Max, zostaw ją. – odezwał się znany mi głos.
Odwróciłam się w stronę drzwi widząc w nich Dean’a. Max posłusznie zszedł ze mnie, a blondyn pomógł mi usiąść.
- Co się tutaj dzieje?! – wrzasnęłam, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nie myślałem, że pójdzie mi tak łatwo, zwłaszcza gdy zobaczyłem John’a, a potem tego frajera Biebera. – powiedział dotykając mojego policzka – Wyjaśnię Ci parę rzeczy, ale najpierw pozwól, że zdradzę Ci jak naprawdę się nazywam mała. Jason McCann. Miło mi Cię poznać Destiny. – wyszeptał do mojego ucha, a po chwili naparł na moje usta swoimi.
Trzymał moją głowę i namiętnie całował, a ja nie mogłam mu się wyrwać. Oboje czuliśmy moje słone łzy, ale jemu to chyba nie przeszkadzało.
Kiedy w końcu chłopak się ode mnie oderwał wiedziałam, że zaczynają spełniać się moje najgorsze koszmary.


Od aut. Cześć kochani. ;* I jak? Spodziewaliście się, że Dean, a tak naprawdę Jason porwie Destiny? Mam nadzieję, że nie, ale znając Was na pewno coś podejrzewaliście i w ogóle. ;) Mam nadzieję, że trochę Was zaciekawiłam i zostawicie pod rozdziałem szczere komentarze, które nie będą składały się tylko z 2/3 słów. xx Proszę, to dla mnie ogromna motywacja. xx
Miłej niedzieli kochani i wszystkiego najlepszego kobitki haha bo w końcu dziś jest nasze święto. ♥
#HappyWomensDay
08.03.2015 o godz. 11:44
CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Destiny’s POV
- Przepraszam. – powiedziałam od razu odsuwając się od chłopaka – Nie powinnam.
- Spokojnie, nic się nie stało. Cieszę się, że prezent Ci się podoba, a teraz może wracajmy na dół. Twój chłopak pewnie się martwi. – wziął ode mnie naszyjnik, który po chwili mi założył, a następnie zeszliśmy na dół do gości.
Brunet ucałował wierzch mojej dłoni i udał się w kierunku baru, a ja dosiadłam się do Faith.
- Gdzie byłaś? – zawołała próbując przekrzyczeć muzykę.
- Na górze. Dostałam prezent od Justina. – odpowiedziałam wskazując na mój dekolt.
- Jest śliczny, ale…nadal go nie lubię. Wolę Dean’a.
- Spokojnie, do niczego nie doszło. – rudowłosa uśmiechnęła się i mocno mnie przytuliła.
Chwilę później obie udałyśmy się na środek parkietu, aby pokroić mój tort urodzinowy.


*



Obudziłam się z bólem głowy. Cały czas słyszałam szumy, a kiedy po raz pierwszy stanęłam na nogach trochę zakręciło mi się w głowie.
Impreza była jeszcze lepsza niż sobie wymarzyłam. Wszyscy goście dobrze się bawili, co było dla mnie bardzo ważne. Szkoda tylko, że od momentu kiedy Justin podarował mi naszyjnik nigdzie nie mogłam go znaleźć.
Dotknęłam mój dekolt czując małe serduszko. Od razu się uśmiechnęłam wspominając bruneta, który mi je podarował. Nadal nie mogłam uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Miałam wrażenie, że śnie i zaraz obudzę się z tego pięknego snu.
- Dzień dobry. – do pokoju weszła moja mama z tacką ze śniadaniem – Jak minęła impreza?
- Była świetna. Dziękuję, że ją zorganizowaliście i…dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co słoneczko. – blondynka ucałowała mnie w czoło – Zjedz naleśniki i weź tabletkę. – puściła oczko w moją stronę, po czym wyszła zamykając za sobą drzwi.
Wstałam z łózka i usiadłam przy stoliku, gdzie mama zostawiła mój posiłek. Kiedy wzięłam do ust pierwszy kęs usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Odblokowałam go widząc na wyświetlaczu nową wiadomość.


Od: Justin
Dzień dobry Destiny. Jak minęła Ci noc? ;)


Te kilka słów wywołało u mnie ogromny uśmiech na twarzy. W brzuchu poczułam delikatne mrowienie, a moje serce przyśpieszyło. Nie sądziłam, że Justin potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu, przez zwykłego sms’a.


Do: Justin
Bardzo dobrze, dziękuję. A Tobie?


Odpisałam i odłożyłam telefon na szafkę. Upiłam łyk herbaty czekając niecierpliwie na wiadomość od bruneta. Zjadłam moje śniadanie i poszłam pod prysznic, nadal nie otrzymując żadnego powiadomienia. Ubrałam się w białą koszulkę, którą wkasałam w czarną, skórzaną spódniczkę. Związałam włosy w kitkę i zeszłam na dół.
- Wieczorem przychodzą nasi znajomi z synem. Może zaprosisz też Dean’a? – zapytał mój ojciec popijając swoja kawę.
- Jasne, zadzwonię do niego, a co to za znajomi?
- Nasz kolega z pracy Orlando, z żoną Alex i synem Peterem.
- Och, to świetnie.
- Przyszykujesz stół? - zapytała mama - Kolacja będzie za 4 godziny, a chciałam abyś pomogła mi jeszcze w kuchni.
- Okay. – uśmiechnęłam się i wyjęłam z szafy biały obrus, którym nakryłam blat.


Parę minut przed 18 skończyłyśmy gotować z mamą. W końcu mogłam wrócić do siebie do pokoju. Trochę odpocząć i wyszykować się przed kolacją. Sprawdziłam telefon, ale nadal nie miałam żadnej wiadomości.
- Co ja sobie w ogóle myślałam? – zapytałam sama siebie.
Pokręciłam tylko głową i wyjęłam z szafy czerwoną sukienkę. Tą samą, którą wybrał mi Justin we Włoszech. Założyłam ją i zrobiłam sobie odpowiedni makijaż. Rozpuściłam włosy, które po chwili rozczesałam i wyprostowałam. Wzięłam mojego iPhona do ręki i wybrałam numer Dean’a.
- Tak skarbie?
- Cześć. Wpadniesz do mnie na kolację? – zapytałam - Do moich rodziców przychodzą znajomi. Rodzice Petera Watersa.
- Ten z którym trenuję piłkę?
- Ten sam. Też przyjdzie więc…zastanawiałam się czy nie chciałbyś go spotkać i odwiedzić przy okazji swoją dziewczynę?
- Bardzo chętnie. – odpowiedział, a ja mogłam wyczuć jak blondyn się uśmiecha.
- Kolacja jest o 19. Czekam na Ciebie. – rozłączyłam się i zeszłam na dół kładąc telefon na stole, przy moim talerzyku.


Niecałą godzinę później usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. W progu stał Dean z całą rodziną państwa Waters. Przywitałam się z nimi i zaprosiłam do środka. Po chwili w salonie pojawili się moi rodzice czule witając się z Orlando i Alex, a ja razem z chłopaki udaliśmy się na chwilę do mojego pokoju. Kiedy tylko zamknęłam drzwi rzuciłam się na szyję Peterowi.
- Tęskniłam za Tobą.
Chłopak objął mnie mocno w talii i dał buziaka w policzek.
- Ja za Tobą też, ale teraz lepiej przytul się do Dean’a bo chyba zaraz mi się oberwie. – wszyscy w trójkę się zaśmialiśmy.
Peter usiadł na moim łóżku, a ja blondynowi na kolanach.
- Opowiadaj jak na studiach.
- Świetnie. Ciągle imprezy i nowe laski.
- Są niezłe? – zapytał mój chłopak.
- Ooo stary. Niezłe? To za mało powiedziane.
- Ej. – odezwałam się robiąc smutną minkę.
- Ale…i tak nie mogą równać się z twoją Destiny.
- Wiem Peter. Jest prześliczna i tylko moja. – odwróciłam się w stronę blondyna, który po chwili namiętnie mnie pocałował.
- Och proszę was, nie przy mnie. – odezwał się chłopak rzucając w nas poduszką.

Byliśmy w trakcie jedzenia kolacji kiedy zaczął dzwonić mój telefon.
- Przepraszam was na chwilę. – chwyciłam iPhona i weszłam na chwilę do kuchni i odebrałam nie zwracając nawet uwagi na to kto próbuje się ze mną skontaktować.
- Tak?
- Wyjdź na zewnątrz. – usłyszałam aksamitny głos bruneta, który po tych trzech słowach się rozłączył.
Byłam w szoku. Nie spodziewałam się tego. Serce kazało mi iść spotkać się z Justinem, ale wiedziałam, ze nie był to najlepszy pomysł. Po chwili namysłu odłożyłam telefon i założyłam na nogi sandałki.
- Zaraz wracam. – rzuciłam i wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Przed bramą zauważyłam wysokiego chłopaka. Zaczęłam biec w jego kierunku z ogromnym uśmiechem na twarzy, ale zatrzymałam się jakiś metr przed nim. Jak mogłam po tym wszystkim co mi zrobił chcieć go spotkać? Czułam, że zaczynam trzeźwo myśleć.
- Destiny. – usłyszałam jego głos i spojrzałam na bruneta, który miał wymalowany smutek na twarzy – Musimy porozmawiać, proszę.
Podeszłam bliżej i otworzyłam bramę wpuszczając chłopaka do środka. Justin dotknął dłonią mojego policzka i zaczął powoli się uśmiechać.
- Co Ty robisz? Co my robimy? – zapytałam – Nic nie rozumiem. Widziałeś mnie 3 miesiące temu. Ostatnim razem byłam dla Ciebie dziwką, a wczoraj? Byłeś taki…miły. O co w tym wszystkim chodzi? Chciałam zacząć nowe życie.
- Ja też. – wyznał chowając obie ręce do kieszeni – Ja też Destiny. Kiedy ze mną zerwałaś nie mogłem się z tym pogodzić. Chciałem abyś mnie znienawidziła, abym mógł o Tobie zapomnieć. Dlatego tak się zachowywałem wobec Ciebie. Nigdy nie byłaś dla mnie dziwką. Słyszysz? Nigdy. Kocham Cię. Nigdy nie przestałem.
- Teraz wszystko zaczynało składać się w idealną całość. – szepnęłam - Oboje nawzajem złamaliśmy sobie serca. Nie mogliśmy o sobie zapomnieć. Dlatego wpadłeś na pomysł, aby zamienić miłość na nienawiść. To była tylko gra.
- Masz rację.
- Ale Justin… - zaczęłam oddalając się od niego – ja…ja zapomniałam o Tobie. Zaczęłam nowe życie. Czemu chcesz to zniszczyć, znowu pojawiając się w moim życiu? – zapytałam, a każde słowo, które wymawiałam paliło moje gardło i łamało serce – Jestem teraz z Dean’em. To jego kocham. – wyznałam, a chłopak przyparł mnie do bramy.
- Nie kłam Destiny. Wiesz, że tego nienawidzę. Zniosę nawet najgorszą prawdę, ale nie kłamstwo! – krzyknął, a moje serce podeszło mi do gardła – Chciałaś zawsze wiedzieć o wszystkim więc wiesz! Znasz mnie jak nikt inny! Wiesz nawet o tym, że jestem w gangu do cholery! Wiesz, że nadal Cię kocham! Czemu kłamiesz i sama nie powiesz mi prawdy?! Chodzi o twojego nowego chłopaka? Skoro lubisz prawdę to powinnaś wiedzieć, że nie jest tym za kogo się podaje!
- Co Ty znowu wygadujesz?! – podniosłam głos i odepchnęłam od siebie Justina.
- To Jason, okay?! Jason McCann! Ten, którego…ten który miał wtedy zginąć. – wysyczał przeczesując swoje włosy.
- Przecież tam byłam. Nie rób ze mnie idiotki. Widziałam wszystko. Widziałam jak zabiłeś go z zimną krwią! – podeszłam do chłopaka i stanęłam przed nim – Spójrz na mnie. – powiedziałam widząc, że brunet patrzył gdzieś w przestrzeń, jedyne co zrobił to schował swoje ręce do kieszeni, ale nawet na chwilę na mnie nie spojrzał, mimo to zaczęłam mówić dalej – Szczerze? Nienawidziłam, każdej minuty bez Ciebie. Nienawidziłam tego jak mnie traktowałeś, wyzywając od dziwek. Tęskniłam za Tobą, każdego dnia i każdej nocy. Kiedy wczoraj Cię zobaczyłam…nie mogłam oddychać. Do tego byłeś taki romantyczny. Byłeś sobą. Prawdziwym sobą. Wtedy…przypomniałeś mi jak bardzo Cię kocham. – kiedy usłyszał te słowa dopiero spojrzał w moją stronę i otarł łzy, które zaczęły spływać po moich policzkach – Kocham Cię Justin – wyszeptałam, a na ustach bruneta pojawił się uśmiech, który tak bardzo mi się w nim podobał – ale…nie zniosę tego, że kłamiesz. Znowu kłamiesz. Pojawiasz się tutaj i wmawiasz mi, że mój chłopak to McCann? Ja rozumiem, że go nienawidzisz. Przez niego zgineła prawie twoja siostra. Ale…jedyne co powiedziałeś mi jeszcze na temat Jasona to to, że musiałeś go zabić. Jak to było: „To był jedyny sposób aby Cię uratować. On albo Ty. Wybór był dość prosty” ? To są twoje słowa. Wyjaśnisz mi czemu mogłam zginąć? Czemu on był dla mnie aż takim zagrożeniem? – zapytałam, a Justin zacisnął tylko swoją szczękę – Tak myślałam. – wyszeptałam i zaczęłam iść w kierunku domu.
- Dess! – zawołał chwytając mnie za rękę, a po chwili pociągnął w swoją stronę tak, że na niego wpadłam, zanim się zorientowałam wpił się w moje usta.
Wiedziałam, że nie powinnam się z nim całować, ale tak bardzo go pragnęłam. Przez chwilę chciałam zapomnieć o wszystkim co zrobił. Liczył się tylko ten moment. Brunet przygryzł moją wargę na co cicho jęknęłam. Całował mnie z taką pasją i pożądaniem, że całkowicie straciłam oddech. Chłopak objął mnie w talii i mocno do siebie przycisnął. Całkowicie się w sobie zatracaliśmy kiedy nagle ktoś otworzył drzwi od domu. Odsunęłam się od chłopaka widząc Dean’a. W tym momencie cieszyłam się, że przy bramie nie było światła, przez co blondyn nie mógł dostrzec z kim dokładnie jestem.
- Justin idź.
- Destiny… - zaczął.
- Proszę Cię, idź! On nie może nas razem zobaczyć.
- Kurwa. – zabluźnił przeczesując swoje włosy – Co z nami? – zapytał patrząc głęboko w moje oczy.
- Nie wiem, naprawdę nie wiem.
- Destiny! – usłyszałam jak Dean mnie woła.
- Już idę! Justin proszę idź już.
- Kocham Cię. – wyszeptał po czym przycisnął swoje usta do moich i złożył na nich czuły pocałunek – Uważaj na siebie. – powiedział i otworzył drzwi od bramy wychodząc na podjazd, opuszczając moją posesję.
Nie mogłam opisać mojego zachowania. Raz nie chciałam znać Justina, a za chwilę chciałam go całować i być tylko przy nim. Wiedziałam, że muszę dowiedzieć się o co tak naprawdę chodziło z McCann’em i ze mną. Jeżeli Bieber nie chciał mi nic powiedzieć to miałam nadzieję, że będę mogła porozmawiać na ten temat z John’em. No i…poradzić się go co mam robić z Justinem. Wszystko było takie…poplątane. Musiałam z kimś o tym porozmawiać i dobrze wiedziałam, że mogę liczyć właśnie na John’a.
Odwróciłam się w stronę mojej posesji i wpadłam na Dean’a.
- Kto to był? – zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Faith. – odparłam.
- Po co przyszła?
- Chciała powiedzieć mi coś ważnego. No wiesz. Babskie sprawy. – skłamałam przytulając się do blondyna.
- Okay. A teraz chodźmy bo czeka na nas pyszny deser.


Od aut. Cześć kochani. Dziękuję za poprzednie komentarze, ale jestem trochę smutna bo jest ich tylko 14, a jeszcze niedawno było ich około 20. Mam nadzieję, że moje opowiadanie jeszcze się Wam podoba. Nie wiem co mam myśleć o coraz bardziej malejącej ilości komentarzy. :/
Jak widzicie coś znowu zaczyna się dziać między Justinem i Destiny. Czy aby na pewno Dean to Jason McCann? A może to wszystko kolejne kłamstwa Justina aby za wszelką cenę odzyskać Dess? Dowiecie się w następnych rozdziałach. Czekam na Wasze szczere komentarze i proszę...napiszcie coś więcej niż tylko dwa trzy słowa. ♥
22.02.2015 o godz. 16:30
Destiny’s POV
Kiedy usłyszałam jego głos moje serce zamarło. Ta aksamitna barwa należała tylko do jednej osoby. Odwróciłam się i napotkałam te piękne, czekoladowe tęczówki.
- Justin. – wyszeptałam.
- Ślicznie wyglądasz. – chłopak odezwał się posyłając mi zadziorny uśmiech – Wybacz za niezapowiedzianą wizytę, ale…nie mogłem przegapić twoich urodzin Dess.
Sposób w jaki wymówił moje imię sprawił, że moje ciało przeszyły ciarki. Ledwo co mogłam złapać oddech. Brunet wcale się nie zmienił. Nadal był nieziemsko przystojny. O uwodzicielskim uśmiechu i intensywnej barwie oczu. Biała koszula idealnie opinała mu się na torsie, a czarna marynarka zapięta tylko na jeden guzik, dodawała szyku i elegancji.
Justin zwilżył swoje wargi, a ja przygryzłam swoja orientując się o tym dopiero w momencie, kiedy poczułam krew na moim języku. Czułam wokół nas napięcie. Ale to i tak ja byłam bardziej poddenerwowana. Chłopak był spokojny. Stał przede mną trzymając ręce włożone w kieszenie czarnych spodni, które wisiały mu na biodrach, a uśmiech nawet na chwilę nie schodził z jego twarzy. Patrzyłam na niego nie mogąc uwierzyć w to, że tutaj jest. Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce 3 miesiące temu, kiedy byłam dla niego…dziwką. Złamał mi wtedy serce, które teraz przyśpieszało, z każdą sekundą.
Nie rozmawialiśmy. Po prostu staliśmy wpatrując się sobie w oczy. Miałam ochotę mocno się do niego przytulić. Przeczesać jego lekko długie włosy, których nie postawił, przez co opadały mu na czoło, zasłaniając trochę oczy. Chciałam go pocałować. Znaleźć się w tych bezpiecznych ramionach, ale…wiedziałam, że to nie jest możliwe. Spuściłam wzrok na ziemię, gdy wszystkie złe chwile zaczęły do mnie wracać. Widziałam jak wyjmuje jedną rękę z kieszeni i podnosi ja chcąc dotknąć mojego policzka, kiedy drzwi klubu otworzyły się, a na zewnątrz wyszedł wysoki brunet.
- Justin stary, dobrze Cię widzieć.
- Ciebie też John. Dzięki, wiesz za co.
- Czyli? – zapytałam, a oboje po chwili spojrzeli w moją stronę.
- Tak jak mówiłem nie mogłem przegapić twoich urodzin, a to wszystko sprawa John’a.
- Mam nadzieję, że nie jesteś zła.
- Ja…ja nie wiem co powiedzieć.
- Aż tak bardzo zawróciłem Ci w głowie? – Bieber przeczesał swoje włosy intensywnie wpatrując się w moje oczy.
- To chyba ja zawróciłam Tobie w głowie, skoro po naszym długim milczeniu zdołałeś tylko powiedzieć, że ślicznie wyglądam. – odpowiedziałam, a brunet cicho się zaśmiał.
- Bo taka jest prawda kochanie.
Nie rozumiałam go. Naprawdę nie rozumiałam. Justin był dla mnie zagadką. Nie dość, że często zmieniał nastroje, to jeszcze raz mnie komplementował, a raz obrażał. Bardzo chciałabym wiedzieć co siedzi w jego głowie. Zwłaszcza kiedy John wyznał mi dzień wcześniej, że Bieber chciał abym go znienawidziła, abyśmy oboje „lepiej” znieśli nasze rozstanie. W takim razie czemu zjawiał się na moim przyjęciu i prawił mi komplementy? Poza tym nie widzieliśmy się od 3 miesięcy, bo wyjechałam do Francji. Urwaliśmy ze sobą kontakt, on sam też chciał o mnie zapomnieć, więc czemu teraz nagle się tu zjawia? Zmienił zdanie?
- Tutaj jesteście. – usłyszałam głos chłopaka, a po chwili odwróciłam się w stronę blondyna. – Proszę. – podał mi drinka, o którego prosiłam, stanął obok i mocno objął mnie w talii.
- Dziękuję. – wyszeptałam czując się trochę niezręcznie.
Od razu zauważyłam, że między wszystkimi chłopakami zapanowała dziwna atmosfera. Zwłaszcza między Dean’em, a Justinem. Brunet zacisnął jedną rękę w pięść, a drugą przeczesał kolejny raz swoje włosy. Znałam go. Robił tak wtedy kiedy się denerwował.
- Nie przedstawisz mnie? – zapytał blondyn.
- Umm…Dean to Justin, mój…kolega. – powiedziałam spoglądając w stronę bruneta – Justin to Dean…
- Chłopak Destiny. – wtrącił się podając Bieberowi dłoń, którą niechętnie uścisnął.
Ponownie spojrzałam na bruneta i od raz tego pożałowałam. W jego oczach zobaczyłam złość, smutek…wszystkie negatywne emocje. Bałam się, że on zaraz wybuchnie. W tej chwili się go bałam. Nagle chłopak delikatnie się uśmiechnął i pokręcił głową, sekundę później zagryzając swoje usta.
- Może wejdziemy i zaczniemy się bawić? – zaproponował John wyczuwając nieprzyjemną atmosferę.
- Świetny pomysł. – odpowiedział Dean i od razu zaczął prowadzić mnie w stronę wejścia do budynku.
- Dziękuję. – szepnęłam cicho w stronę bruneta, który puścił mi oczko.
Wiedziałam, że mogę liczyć na John’a. Cieszyłam się, że Faith ma kogoś takiego.
Odwróciłam się do chłopaków, którzy posłali mi ciepły uśmiech. Razem z blondynem weszliśmy do klubu zostawiając John’a i Justina całkiem samych.


Justin’s POV
- Powiesz mi jak to jest kurwa możliwe?! – warknąłem kiedy tylko zostałem sam z moim przyjacielem.
- Nie mam pojęcia. Myślisz, że po co do Ciebie dzwoniłem abyś tutaj przyjechał, co?
Przeczesałem swoje włosy, odpinając drugą ręką marynarkę.
- Ona nadal Cię kocha Justin. Ty ją też.
Odwróciłem się napięcie podnosząc rękę na bruneta, a po chwili przyłożyłem mu w twarz.
- Wcale nie. Nie kocham tej dziwki, rozumiesz? Nic dla mnie nie znaczy. – wysyczałem.
- Przestań. – chłopak potarł swój policzek i spojrzał w moje oczy – Przestań i powiedz w końcu kogo chcesz przekonać takim gadaniem? Ludzi? Mnie? Destiny? A może…chcesz przekonać do tego samego siebie? Minęły 3 miesiące. Jedyne co robiłeś to piłeś. Wieczorami wychodziłeś z nami na jakąś misję, albo sam na dziwki. Przez cały czas kiedy byłeś z Destiny byłeś inny. Wszyscy to widzieliśmy. Byłeś bardziej opanowany, a teraz? Zachowujesz się jak rozpieszczone dziecko! Znowu ważne są dla Ciebie tylko napady, chlanie i seks. Tak jak dawniej.
- Nic o mnie nie wiesz, jasne?! Poza tym to moje życie i przestań się w nie wpierdalać!
- Jestem kurwa twoim najlepszym przyjacielem i widzę co się z Tobą dzieje! Potrzebujesz jej! – wydarł się, a ja czułem jak pękam w środku.
Każde słowo, które wypowiedział John było czystą prawda. To właśnie mnie bolało.
- Masz racje. – odezwałem się w końcu – Potrzebuję jej, ale to koniec. Zerwaliśmy ze sobą 3 miesiące temu, a ja wciąż ją kocham. Pieprząc te wszystkie laski myślałem o Destiny. Ciągle o niej myślałem. Piłem aby zapomnieć. Chciałem aby mnie znienawidziła, abym mógł w ten sposób uwolnić się od niej. Ale prawda jest taka, że nic nie zmieni tego kim jestem i nic nie sprawi, że Destiny do mnie wróci! Nic! – krzyknąłem upadając na kolana.
W końcu mogłem powiedzieć co czuję tak naprawdę. Jak czułem się przez te 3 pieprzone miesiące. Kiedy 2 tygodnie po spotkaniu Dess w klubie, przechodziłem obok jej domu moje serce rozpadło się na tysiące kawałków, widząc znak z napisem sprzedane. A od sąsiadów dowiedziałem się, że rodzina Jones wyprowadziła się gdzieś do Europy. Chciałem odnaleźć Destiny. Zadzwonić do niej. Usłyszeć jej głos, ale…nie mogłem. Miałem o niej zapomnieć więc robiłem wszystko aby zrealizować mój plan. Jednak nie wyszło.
- Justin stary, odzyskasz ja. – brunet poklepał mnie po plecach i pomógł wstać - Teraz chodź. Użyj swojego uroku i zrób wszystko aby Destiny do Ciebie wróciła. Przynajmniej zbliż się do niej. Wyjaśnij swoje zachowanie.
- Nie wszystko tak od razu. Naprawię z nią relacje. – powiedziałem otrzepując spodnie – Dzięki John.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się, po czym oboje weszliśmy do klubu.


Destiny’s POV
Tańczyłam z Dean’em odtwarzając w głowie sytuacje, która zdarzyła się pod klubem. Kiedy Justin poznał mojego obecnego chłopaka. Miałam nadzieję, że brunet wróci na imprezę. Chciałam zobaczyć go jeszcze raz. Wiedziałam jednak, że między mną, a nim nie może do niczego dojść. Poza tym…byłam dla niego nikim, ale z drugiej strony Bieber tyle razy zmienia zdanie, że trudno za nim nadążyć.
Muzyka ucichła, a w głośnikach zaczęły rozbrzmiewać pierwsze nuty piosenki „I Know You Care”. Dean przytulił mnie do siebie, a po chwili odwrócił. Podniosłam wzrok widząc uśmiechniętego Justina stojącego przede mną.
- Odbijany. – powiedział puszczając mi oczko, na co lekko się zarumieniłam.
Mój chłopak niechętnie ode mnie odszedł, a brunet szybko zastąpił jego miejsce. Złapał mnie za biodra i pociągnął w swoją stronę tak, że wpadłam na jego tors. Splotłam dłonie na karku Biebsa i oboje stykneliśmy się czołami.
Nie mogłam wyobrazić sobie piękniejszego tańca. Zwłaszcza, że tańczyłam z Justinem. Nagle poczułam usta bruneta na moim policzku. Odchyliłam głowę nie chcąc zdradzić Dean’a.
- Spokojnie Dess, to tylko niewinny buziak. Chodź. – złapał mnie za rękę – Mam dla Ciebie prezent. – powiedział po czym oboje udaliśmy się na drugie piętro klubu, gdzie znajdowały się pokoje, gdyby ktoś chciał odpocząć, albo zapoznać się z kimś bliżej. Jeśli wiecie co mam na myśli.
Bieber otworzył drzwi do jednego pomieszczenia i przepuścił mnie w drzwiach. Weszłam do środka i od razu wyszłam na balkon. Potrzebowałam świeżego powietrza.
- To dla Ciebie. – chłopak wyjął z kieszeni marynarki małe pudełeczko, które mi podał.
- Naprawdę Justin nie musiałeś.
- Tak szczerze to…kupiłem go już kilka miesięcy temu, ale…nie miałam czasu Ci go dać. A skoro teraz jestem tutaj w twoje urodziny, czemu nie miałbym Ci tego podarować? – uśmiechnął się nonszalancko opierając się plecami o barierkę.
- Trzymałeś to przez kilka miesięcy? – zapytałam odwiązując beżową wstążkę.
- Tak, a teraz otwórz to wreszcie. Chce wiedzieć czy podoba Ci się prezent. – zaśmiał się ukazując szereg swoich białych zębów.
Uchyliłam pudełeczko dostrzegając złoty naszyjnik z małym serduszkiem, na którym były wyryte dwie małe literki: „J” i „D”.
Zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wpatrywałam się w wisiorek myśląc tylko o chwilach, które spędziłam z Justinem.
- J oznacza Justin, a D – Destiny, choć zdradzę Ci, że moje drugie imię zaczyna się na literkę D. – odezwał się wyrywając mnie z moich myśli.
- Naprawdę? Więc jak ono brzmi? – spojrzałam na niego z wielkimi oczami.
- Drew.
- Śliczne. - zadziornie się uśmiechnęłam przekręcając głowę w bok – Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego prezentu Justinie Drew Bieberze. – szepnęłam widząc jak brunet zaczyna odwzajemniać uśmiech.
Podeszłam bliżej i stanęłam na palcach. Dotknęłam karku chłopaka cicho wzdychając.
- Dziękuję. – wyszeptałam w jego usta, na których po chwili złożyłam krótki pocałunek.


Od aut. Cześć kochani. ;* I jak podoba się Wam rozdział? Wszyscy chyba domyśleliście się, że ten tajemniczy nieznajomy to Justin. :P Jak myślicie co teraz będzie między nimi? ;)
Jak spędzacie teraz czas kochani? Ja na szczęście mam ferie i sobie odpoczywam, a wy? ;p
czekam na Wasze szczere opinię ♥ dajcie znać jak podobał się Wam rozdział xx
06.02.2015 o godz. 16:07
Destiny’s POV
Podniosłam się z łóżka i od razu sprawdziłam godzinę. Dochodziła właśnie 10 rano. Udałam się do łazienki gdzie wykonałam poranną toaletę, po czym ubrałam się w krótkie jasne szorty i kwiecistą bluzkę z napisem. Związałam włosy w koka, a następnie użyłam moich ulubionych perfum. Zeszłam na dół po schodach udając się w stronę kuchni. Myślałam, że jak co dzień przy stole będą siedzieli moi rodzice. Myliłam się. Pomieszczenie było puste. Tak jak i cały dom. Byłam zdziwiona. Weszłam do salonu. Moją uwagę przykuła karteczka leżąca na blacie mahoniowego stołu.


O 16 przyjedzie pod dom limuzyna.
Ubierz się seksownie bo kończysz dziś osiemnastkę i szykuje się gorąca impreza.
Faith xx



Kiedy przeczytałam liścik od mojej przyjaciółki, od razu na moje usta wkradł się uśmiech. Chwilę później powiększył się, gdy znalazłam kartkę od rodziców. Chcieli abym wyszła na zakupy i dali mi swoją kartę kredytową.
- W sumie…i tak nie mam się w co ubrać.

Zadzwoniłam po taksówkę i 15 minut później byłam w drodze do centrum handlowego. W momencie kiedy przekroczyłam próg galerii rzuciłam się w wir zakupów. Niestety mogłam stwierdzić, że miałam dziś pecha. Gdy znalazłam sukienkę, którą mogłam kupić okazywało się, że nie było mojego rozmiaru. Nie wiedziałam już co robić. Zbliżała się 14, a ja w ogóle nie byłam gotowa.
Wjechałam na najwyższe piętro. Moim jedynym ratunkiem był sklep La Butik, do którego udałam.
- W czymś pomóc? – zapytała drobna blondynka z miłym uśmiechem.
- Tak. Szukam sukienki na imprezę urodzinową.
- Okay, chyba będę mieć coś dla Ciebie, chodź za mną. – powiedziała i udała się w głąb sklepu.
Dziewczyna poszperała chwilę na zapleczu, a po chwili wróciła do mnie z piękną, złotą sukienką.
- Jest prześliczna.
- W takim razie proszę ją przymierzyć.
Wzięłam od blondynki kreację i udałam się do przymierzalni. Suknia sięgała mi prawie do kolan, odsłaniając przy tym moje długie nogi. Złoty kolor idealnie zgrywał się z brązem moich włosów. A wycięcie na plecach było nie do opisania. Byłam zauroczona. Wiedziałam, że to ta sukienka. Że to ją chcę założyć na dzisiejszą imprezę.


Kiedy dojechałam do domu miałam jeszcze godzinę do przyjazdu limuzyny.
- Nie zdążę. – pobiegłam na górę i szybko weszłam pod prysznic.
Wykonałam wszystkie czynności dość szybko, więc zdziwiłam się widząc na zegarku 15.20. Wyprostowałam moje długie włosy. Na powieki nałożyłam złote cienie, rzęsy umalowałam tuszem, robiąc wcześniej delikatne kreski eyelinerem. Na sam koniec użyłam szminki i kiedy skończyłam się malować, założyłam moją kreację. Włożyłam czarne szpilki i przejrzałam się w lustrze, będąc zadowolona z efektu końcowego. Uśmiechnęłam się sama do siebie słysząc po chwili trąbienie samochodu. Wyjrzałam przez okno widząc długą limuzynę na moim podjeździe. Zeszłam na dół i zatrzasnęłam drzwi chowając kluczyk pod doniczką, która stała przed wejściem. Kiedy się odwróciłam wpadłam na wysokiego blondyna.
- Wszystkiego najlepszego skarbie. – odezwał się łapiąc mnie za biodra.
- Dziękuję Dean. – odpowiedziałam całując chłopaka w usta.
- Chodź. – złapał moją rękę i zaczął prowadzić w stronę auta.
Otworzył przede mną drzwi, a ja wsiadłam do środka gdzie czekała już Faith z John’em.
- Wszystkiego najlepszego starucho! – wydarła się rudowłosa mocno mnie przytulając tak, że prawie straciłam oddech.
- Zdrowia, szczęścia, pomyślności i…prawdziwej miłości. – wyszeptał mi do ucha brunet.
Delikatnie się uśmiechnęłam i zajęłam miejsce obok mojego chłopaka.
- Gdzie jedziemy? – zapytałam.
- Do firmy Twoich rodziców.
- Po co tam?
- Zobaczysz. – odpowiedział Dean, składając mokry pocałunek na mojej szyi.


Kiedy weszliśmy do sali konferencyjnej, bo właśnie tam pokierowała nas sekretarka, czekali na mnie rodzice z tortem i masą balonów.
Podeszłam do nich, a oni mocno mnie uściskali.
- Wszystkiego najlepszego córciu. – powiedzieli w tym samym czasie.
- Mamy dla Ciebie kilka prezentów. Oto pierwszy. – mama wyjęła z torebki białą kopertę, którą mi podała.
Otworzyłam ją, a w środku znalazłam 4 bilety na 2 tygodnie na Hawaje.
- O matko… - zaczęłam, ale przerwał mi mój ojciec.
- To nie koniec. – ze stołu obok, którego staliśmy podał mi małe pudełeczko, w którym były kluczyki do auta – Razem z mamą kupiliśmy Ci białe Audi A8.
- David nie zapominaj jeszcze o tym. – blondynka wskazała na szare pudełeczko, w którym znajdowały się perłowe kolczyki.
- Dziękuję. Tak bardzo Wam… - zaczęłam, ale znowu przerwał mi mój tata.
- Destiny podziękujesz nam kiedy damy Ci ostatni prezent. Razem z twoją mamą zdecydowaliśmy, że…wrócisz do Los Angeles. Kupiliśmy tam dla Ciebie mieszkanie, które już na Ciebie czeka. Szkołę załatwimy za miesiąc więc baw się póki możesz. – kiedy to usłyszałam do moich oczu napłynęły łzy.
- Jesteście wspaniali. – wyszeptałam mocno się do nich przytulając.


- No skarbie. Czas się zabawić. – moja przyjaciółka złapała mnie za rękę i razem weszłyśmy do klubu, który był pełny moimi znajomych z Francji, ale też z LA.
Nie mogłam uwierzyć, że tym wszystkim ludziom chciało się przyjechać tutaj z Ameryki na moją imprezę urodzinową.

Muzyka grała w najlepsze. Wszyscy tańczyli, pili i bawili się. Co trochę moi znajomi podchodzili do mnie, składając życzenia i tańcząc ze mną. Po kilku godzinach miałam dość. Spojrzałam na zegarek widząc, że zbliża się północ.
- Przynieść Ci coś do picia? – zapytał Dean, który towarzyszył mi przez całą imprezę i prawie nie odstępował mnie na krok.
- Malibu. – odpowiedziałam z uśmiechem na ustach – Wyjdę przed klub. Jest tu trochę duszno.
- Okay. Zaraz do Ciebie przyjdę z drinkiem.
Chłopak ruszył w stronę baru, a ja udałam się do wyjścia. Kiedy znalazłam się na zewnątrz poczułam delikatny chłód jesiennego powietrza, który otulił moje ciało. W pewnym momencie usłyszałam ciche kroki, a po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie mocno za biodra i do siebie przyciąga.
- Wszystkiego najlepszego. – wyszeptał mi do ucha, a moje serce zamarło na dźwięk jego głosu.


Od aut. I jak kochani? Wiem, wiem wiem...trochę nudny rozdział, ale chyba ucieszycie się bo chyba już domyślacie się kto jest tym tajemniczym chłopakiem, prawda? ;)
W zależności od ilości komentarzy rozdziały będą pojawiały się co tydzień, albo co dwa. ;) Mam nadzieję, że wytrzymacie ze mną jeszcze trochę bo od następnego rozdziału do opowiadania wkroczy akcja i już nie będzie tak nudno jak teraz. Czekam na Wasze szczere komentarze kochani. ♥
25.01.2015 o godz. 14:04
Destiny’s POV
- Wow. Tutaj jest naprawdę pięknie. – odezwała się Faith popijając swoją kawę.
Siedziałyśmy w jednej, przytulnej, francuskiej restauracji, którą lubiłam najbardziej. Była idealna. Ciepłe wnętrze. Mały kominek. I do tego cała atmosfera była wręcz cudowna.
- Wiem, ale…brakuje mi Ciebie.
- Mnie Ciebie też Dess. Mamy jeszcze dla siebie tydzień. – uśmiechnęła się do mnie próbując dodać mi tym otuchy.
- Wolałabym abyś został dłużej.
- Ja tak samo. Jest jakąś szansa, że wrócisz do Los Angeles? – zapytała.
- Nie mam pojęcia. Wszystko zależy od rodziców. Uczę się w domu, ale jednak z tutejszymi nauczycielami. Tata z mamą mają tutaj firmę. Pracę. Dom. Wszystko, a jak sama dobrze wiesz sprzedali mieszkanie w LA. – wzięłam kawałek mojego ciasta, odkładając następnie łyżeczkę na delikatnie zdobiony talerzyk.
- Szkoda.
- Wiem, ale…już jutro są moje urodziny więc namówię ich abym mogła chociaż Cię odwiedzać.
- Mam taką nadzieję.
- A tak w ogóle to gdzie jest John?
- Mówił, że chce pochodzić po mieście. – odpowiedziała rudowłosa wyjmując telefon z kieszeni – Właśnie do mnie napisał.
- Co pisze?
- Chce się z nami spotkać w jednej cukierni. Chodzi o tort urodzinowy.
- Faith… - zaczęłam, a moje serce zaczęło bić szybciej – na pewno jest tam moje prawdziwe imię. Destiny, a John…
- Cholera. Jedziemy.

Zapłaciłyśmy z dziewczyną za ciasto i kawę, po czym pobiegłyśmy w kierunku cukierni. Na szczęście wiedziałam gdzie się ona znajduje i nie była zbyt daleko od restauracji, w której jeszcze przed chwilą siedziałyśmy.
Po niecałych 5 minutach byłyśmy na miejscu. Przed wejściem zobaczyłyśmy wysokiego bruneta trzymającego białe pudełko.
- Cześć kochanie. – odezwała się Faith całując John’a w usta.
- Hej. – szepnęłam cicho.
- Usiądźcie. – wskazał na stolik przed nami, zajęłyśmy miejsca, a po chwili brunet usiadł obok nas – Wyjaśnicie mi może czemu na torcie jest imię Destiny, huh? – zapytał otwierając pudełko, a naszym oczom ukazał się tort czekoladowy z lukrowym napisem: Happy Birthday Destiny. – Wyjaśnicie mi czemu obie mnie okłamywałyście?
- To moja wina. – odezwałam się – Wtedy gdy spotkaliśmy się pierwszy raz…byleś z Justinem, a ja…zerwałam z nim dzień wcześniej. Jestem jego byłą dziewczyną i tak naprawdę nie nazywam się Alicia, a Destiny. Destiny Jones.
- Po co kłamałaś?
- Nie chciałam zepsuć Wam wieczoru – odpowiedziałam - i… sama nie wiem. Przepraszam.
- Eh, no dobrze. Nic takiego się nie stało. – brunet dotknął mojej dłoni i lekko się uśmiechnął.
Wiedziałam, że muszę powiedzieć John’owi o jednej ważnej rzeczy, ale nie mogłam zrobić tego przy Faith.
- Wracajmy już. Robi się późno.


Siedziałam przy basenie mocząc w nim swoje nogi. Patrzyłam na rozciągający się przede mną widok. Było tutaj przepięknie. Wysokie drzewa. Idealne wschody i zachody słońca. Małe krzewy owocowe. O takim miejscu zawsze marzyłam w głębi duszy, ale…nie byłam szczęśliwa. Czułam, że czegoś mi brakuje. Nie mogłam tylko rozgryźć czego…albo kogo.
~Justin. – odezwała się moja podświadomość – Brakuje Ci Justina. Kochasz go.
- Tak. – szepnęłam cichutko sama do siebie – Kocham go. Tak bardzo go kocham. – w moich oczach od razu pojawiły się łzy, kilka spływało już po policzkach rozmazując tusz, szybko je starłam kiedy usłyszałam czyjeś kroki za mną.
- Czemu siedzisz tutaj sama? – zapytał John siadając obok mnie – Destiny…ej, co się dzieje? Płakałaś?
- Nie, wcale nie. – odwróciłam głowę próbując powstrzymać kolejne łzy. – Możemy pogadać?
- Jasne.
- Posłuchaj… - odwróciłam się w stronę bruneta – Justin mi o wszystkim powiedział. Wiem o gangu. Chyba…naprawdę wiem o wszystkim. I…możesz być spokojny. Nikomu o tym nie powiedziałam. Nawet Faith nic nie wiem. Proszę…nie krzywdźcie mnie, a tym bardziej jej. – kiedy to wszystko ze mnie wyszło rozpłakałam się jeszcze bardziej, a zanim się zorientowałam chłopak mocno mnie do siebie przytulił i zaczął gładzić moje włosy.
- Nie płacz Destiny. Skoro Justin Ci o wszystkim powiedział to znaczy, że byliście wtedy razem. Tylko mi wygadał się o Tobie. Mówił, że Cię kocha, że stracił i że…widziałaś jak umiera Jason. Nie chce bronić Biebera, ale on…my zrobiliśmy to aby w pewnym sensie Ciebie ochronić.
- Co masz na myśli? – spytałam odsuwając się od chłopaka.
- Nie ważne. Teraz już wszystko jest w porządku. To jest najważniejsze. Posłuchaj… - zaczął biorąc moją dłoń – wszyscy w gangu Cię znamy…w sumie tylko ze zdjęcia. Najbardziej zna Cię tylko Justin, teraz ja i James. Szef The Warriors. Nikt inny. I…nie musisz się bać. Jesteś bezpieczna. Faith tak samo. Kocham ją cholera i…nie pozwoliłbym jej skrzywdzić. – wyznał, a kiedy to mówił słychać było prawdziwe emocje.
Teraz byłam pewna, że mogę mu zaufać. Że John nie był taki jak Justin.
- Powiedz mi…czemu Bieber się tak zachowuje? Czemu tak mnie traktuje…
- On…on nie miewa dziewczyn Destiny. Tylko dziwki na jedną noc. Ty…Ty byłaś inna. On czuje coś do Ciebie, ale teraz po tym wszystkim…jest zbyt dumny aby się do tego przyznać i…cholera, nie powinienem Ci może tego mówić, ale Justin chce abyś go znienawidziła bo wtedy…on sam przestanie Cię kochać. Myśli, że dla waszego związku nie ma przyszłości.
- Niestety chyba ma rację. – wyszeptałam ocierając słone łzy, które cały czas spływały po moich policzkach.
- Nie martw się, naprawdę. Każdy miał złamane serce i każdy przez to przeszedł. Zobaczysz…za jakiś czas poczujesz się lepiej. – brunet przytulił mnie do siebie, a ja lekko się uśmiechnęłam.
- Dziękuję John, dziękuję i proszę…opiekuj się Faith. Nie pozwól aby ktoś ją skrzywdził albo aby była w jakimś niebezpieczeństwie jak…ja.
- Obiecuję Destiny. A teraz chodź. – chłopak podniósł się z miejsca i podał mi rękę – Wszyscy zastanawiają się gdzie zniknęłaś.


Kiedy weszliśmy do środka od razu z salonu przybiegli moi rodzice i przyjaciółka.
- Gdzie Ty byłaś? – zapytali wszyscy chórem.
- Chciałam posiedzieć trochę sama i pomyśleć. Nic więcej. Wszystko ze mną w porządku.
- Martwiłem się o Ciebie. Wszyscy się martwiliśmy. – usłyszałam znajomy głos mojego chłopaka.
- Dean. – szepnęłam i rzuciłam się blondynowi na szyję.
- Cześć maleńka. Płakałaś? Cała jesteś rozmazana.
- To nic takiego. – złapałam go za rękę i spojrzałam w kierunku rudowłosej – Faith…to mój chłopak Dean, Dean to moja najlepsza przyjaciółka Faith, a to jej chłopak John. – wskazałam na wysokiego bruneta.
Dziewczyna uścisnęła rękę blondyna, ale między naszymi chłopakami wyczułam dziwne napięcie.
- Miło mi. – odezwał się Dean.
- Mnie również. – odparł sucho John przytulając mocno Faith do swojego boku – Wybaczcie, ale muszę wykonać jeden pilny telefon.


John’s POV
Kiedy go zobaczyłem przez chwilę moje serce przestało mi bić. Przecież to nie mógł być on. To niemożliwe. Przeprosiłem wszystkich i wyszedłem na zewnątrz odblokowując mój telefon. Destiny mnie za to zabije, ale w tym momencie miałem to głęboko gdzieś.
- Co? – chłopak odebrał dopiero po 3 sygnale.
- Musisz tu przyjechać. Teraz. Mamy problem.


Od aut. Najczęściej dodawałam rozdziały co 2 tygodnie, ale przez te równe 7 dni zebraliście naprawdę ładną liczbę komentarzy, za które chciałabym Wam bardzo podziękować. ♥
Dlatego rozdział pojawia się już dzisiaj. ;)
Mam nadzieję, że się Wam spodobał, choć nie był zbyt ciekawy według mnie i nie było w nim żadnej akcji.
Jak myślicie...do kogo dzwonił John i co to jest za problem?
Pewnie znowu jesteście zawiedzione, że nie było Justina, ale wytrzymajcie jeszcze trochę, pojawi się. ♥
Czekam na Wasze szczere komentarze, które bardzo mnie motywują. ;*

P.S. Droga "N" poprzedni rozdział skomentowałaś podpisując się właśnie "N" i pisząc, że jesteś autorką bloga "DestinyOfLove", odezwij się do mnie na gg, jeśli to nie problem.
10.01.2015 o godz. 10:32
3 miesiące później



Destiny’s POV
Siedziałam samotnie na tarasie popijając czerwone wino. Miałam idealny widok na wieżę Eiffla. Paryż nocą był naprawdę nie do opisania. Uniosłam kieliszek spijając po chwili trunek. Nadal nie mogłam uwierzyć, że od 3 miesięcy mieszkam we Francji. Namówiłam rodziców i uczę się w domu. Nie chciałam i nie chce chodzić do tutejszych szkół. Nie mam na to siły. Ale…ten wyjazd ma swoje plusy. Odcięłam się od Justina. Wiem, że tutaj go nie spotkam. Wiem, że jestem bezpieczniejsza niż w Los Angeles. Na szczęście utrzymuje kontakt z Faith i John’em, który nadal myśli, że mam na imię Alicia. Boję się o moją przyjaciółkę. Chce wierzyć, że jej chłopak nie jest w gangu tylko, że jest zwykłym chłopakiem.


FLASHBACK
- Tak bardzo będę za Tobą tęsknić. – odezwała się rudowłosa przytulając mnie do siebie, czekając na mój lot do Paryża.
- Ja też Faith, ja też.
- Obiecaj, że będziesz do mnie dzwonić, pisać i w ogóle. Przynajmniej raz w tygodniu.
- Obiecuję. – szepnęłam, a po moim policzku spłynęła łza.
Chwilę później obie zaczęłyśmy płakać. Znamy się od tylu lat i nigdy nie byłyśmy rozdzielane. Aż do dzisiejszego dnia.
- Uważaj na siebie. – powiedziałam do dziewczyny dając jej całusa w policzek, po czym udałam się na odprawę.

FLASHBACK



Otarłam mokre policzki na wspomnienie o pożegnaniu z Faith. Brakowało mi jej. Nie myślcie sobie, że jestem tutaj całkiem samotna. Znam parę osób. Mam kilka koleżanek, nawet znalazłam nowego chłopaka i od miesiąca jestem w szczęśliwym związku, ale po prostu…brakuje mi mojej Faith.
Z rozmyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Podniosłam się z miejsca, a po chwili ujrzałam w progu wysokiego blondyna.
- Cześć skarbie. – przywitał się ze mną czułym pocałunkiem w usta.
- Cześć Dean.
- Jakie plany na wieczór? – zapytał wchodząc do środka.
- W sumie żadne. Rodzice wyszli na jakiś ważny bankiet, a ja zostałam w domu. Siedzę sobie i piję winko.
- Też dostanę?
- Jasne. Otworzę nową butelkę. Chodź do salonu.
- A jak z twoimi rodzicami, co? – chłopak usiadł na kanapie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Dobrze. Podpisali jakiś ważny kontrakt, ich firma się rozkręca i wszystko jest na dobrej drodze, a do tego chyba znowu się pobiorą. Choć w sumie nigdy nie brali rozwodu, ale sam wiesz. Nie mieli ze sobą kontaktu od tylu lat, że chcą odnowić przysięgę. Proszę.
- To świetnie. Dziękuję. – odpowiedział kiedy podałam mu kieliszek z winem. – Za tydzień wielki dzień.
- Co? Niby jaki? – zapytałam zajmując miejsce obok Dean’a.
- Chyba sobie żartujesz, że nie wiesz? Za tydzień kończysz 18 lat.
- Ach no tak…
- Nie cieszysz się? – blondyn odłożył kieliszek na stół i zaczął jeździć ręką po moim udzie.
- Cieszę, cieszę. – szepnęłam.
Chłopak odstawił mój kieliszek, po czym posadził mnie sobie na kolanach.
- Uśmiechnij się kochanie. Masz taki piękny uśmiech, a tak rzadko się uśmiechasz. – dotknął dłonią mojego policzka, a chwilę później musnął delikatnie moje usta.


*



FLASHBACK
Wziął głęboki oddech i przejechał dłonią po moim policzku.
- Po prostu się w Tobie zakochałem Dess. W tym jak się uśmiechasz. Jak odgarniasz swoje włosy. Jak się zawstydzasz. Jak się denerwujesz. Kocham wszystko co robisz. Ja…naprawdę Cię kocham. Wiem, że…wtedy w barze powiedziałem coś co cholernie Cię zabolało. Nie umiem opisać jak bardzo żałuje tych słów. Przeze mnie tamten facet prawie Cię zgwałcił. Kurwa. Nigdy nie wybaczę sobie tego, że do tego dopuściłem. Wiem też, że na pewno słyszałaś o mnie wiele złych rzeczy. Większość z nich może być prawdą…Moje życie nie jest za kolorowe, a ja nie jestem dobrym człowiekiem.
- Nie mów tak…
- Czyli jak? Taka jest prawda Destiny! Ale kocham Cię tak kurwa mocno, że nigdy bym Cię nie skrzywdził. Słyszysz? NIGDY! I nie pozwolę aby ktokolwiek Cię zranił. Nie umiem bez Ciebie żyć. Proszę…pozwól mi na to abyś była moja.
- Już jestem. – odpowiedziałam z uśmiechem na ustach. – Też Cię kocham Justin. – pochyliłam się nad nim, a on złączył nasze wargi w czułym pocałunku.

FLASHBACK



Zerwałam się z łóżka. Czemu ten moment musiał mi się akurat przyśnić?! Czemu to jak Justin wyznawał mi miłość? Przytuliłam do siebie kołdrę i zaczęłam płakać. Nadal kochałam Justina. Nigdy nie przestałam go kochać. To, że wyjechałam nie zmieniło moich uczuć co do niego. Owszem…czułam coś do Dean’a, ale nigdy nie pokocham go tak mocno jak Justina Biebera. Chłopaka, z którym całowałam się pierwszy raz. Chłopaka, który był moją pierwszą miłością. Chłopaka, z którym straciłam dziewictwo. Chłopaka, który pokazał mi co to prawdziwa miłość. Chłopaka, który złamał mi serce. Chwyciłam telefon i bez problemu znalazłam w galerii zdjęcie bruneta. Na widok tych pięknych czekoladowych tęczówek uśmiechnęłam się. Czasami żałowałam, że z nim zerwałam, ale…jak moje życie miałoby dalej wyglądać? Jak? Z chłopakiem gangsterem? Mimo tego, że go kocham wiem, że jest zdolny do wszystkiego. To mnie przeraża. Myśl, że zrobi wszystko. Nawet zabije. Nie chciałam myśleć o tym wszystkim o 3 nad ranem. Odłożyłam telefon i położyłam się spać.


- Wstawaj kochanie. – usłyszałam głos mojej rodzicielki – Już prawie 10.
- Mamo proszę, chce spać.
- Dess musisz wstać. Za godzinę musisz pojechać z nami do firmy. Ubierz się jakoś elegancko. Widzimy się za 40 minut na dole. – poinformowała mnie wychodząc z pokoju.

Z niechęcią podniosłam się z miejsca i wzięłam szybki prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy związałam w wysoką kitkę, po czym udałam się do garderoby. Cóż…przynajmniej teraz nie mogłam narzekać na małe mieszkanie i ubrania, które miałam pod dostatek. Zdecydowałam się na czarną, dopasowaną w talii, obszytą koronką sukienkę do kolan z cienkimi ramiączkami. Na nogi założyłam szpilki i zanim się obejrzałam byłam już gotowa. Zeszłam na dół i zjadłam z rodzicami szybkie śniadanie, po czym wsiedliśmy w limuzynę i pojechaliśmy do firmy.


- Zaczekaj w sali konferencyjnej. – powiedział mój ojciec znikając z mamą w swoim gabinecie.
Usiadłam przy stole i zaczęłam pukać paznokciami o stół. Nie wiedziałam co tutaj w ogóle robię. Całą drogę nie odezwali się do mnie ani słowem, a teraz mam tkwić tutaj i to może jeszcze zupełnie bez celu? Kiedy chciałam się podnieść usłyszałam jak ktoś przekręca klamkę. Spojrzałam w kierunku drzwi i nie mogłam uwierzyć w to, że przez próg przechodzi nie kto inny tylko moja najlepsza przyjaciółka.
- Faith! – rzuciłam się jej na szyję.
- Tak bardzo tęskniłam. – wyznała dziewczyna.
- Ja też. Tak się cieszę, że tutaj jesteś, ale co Ty w ogóle tutaj robisz?
- Twoi rodzice nie chcieli abyś spędziła swoich urodzin beze mnie, a bez sensu byłoby gdybym przyjechała tylko na 1 dzień więc oto jestem. Nie uwolnisz się ode mnie przez bite 2 tygodnie. Zobaczysz…będziesz miała mnie dosyć.- zaśmiała się.
- Wcale nie. – odpowiedziałam mocniej przytulając dziewczynę.
- Mogę? – usłyszałyśmy głos jakiegoś chłopaka, a po chwili do środka wszedł John – Cześć Alicia.
John nadal żył w przekonaniu, że właśnie tak mam na imię.
- O matko, cześć. – przytuliłam się do bruneta.
- Przygotuj się kochana bo to będą Twoje najlepsze dni w życiu. – odezwała się rudowłosa.
- Nie zapominając o najlepszej na świecie imprezie urodzinowej. – dodał chłopak.
- Matko…tak bardzo Wam dziękuję. – pocałowałam moich przyjaciół w policzki, którzy wprowadzili promyk słońca w moje szare i nudne życie.


Od aut. Cześć kochani. Mam nadzieję, że dobrze spędziliście Sylwestra i Nowy Rok. ;) Trochę spóźnione życzenia ode mnie, ale w skrócie życzę Wam aby ten rok był dobry, szczęśliwy, abyście spełnili wszystkie swoje marzenia. ♥
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. :) Destiny wyjechała...teraz odwiedziła ją Faith z chłopakiem. Zapowiada się prawdziwa sielanka, prawda? Ale czy na pewno Justin odpuści i już się nie pojawi w życiu Dess? Dowiecie się tego za jakiś czas. ;)
Czekam na Waszą szczerą opinię kochani bo wasze komentarze baaardzo mnie motywują. ;)
03.01.2015 o godz. 18:17
Destiny’s POV
Obie byłyśmy zszokowane obecnością Justina. Brunet podszedł do Faith i pocałował ją w policzek obejmując w talii.
- Cześć. Jestem John. – chłopak uśmiechnął się wyciągając rękę w moją stronę, którą uścisnęłam.
- To Alicia. – odezwała się rudowłosa – moja najlepsza przyjaciółka.
- Miło mi. – powiedziałam do bruneta.
- Mnie również.
- Eghem. – odchrząknął Bieber – Witaj Faith, John dużo mi o Tobie opowiadał. – uśmiechnął się, przenosząc sekundę później swój wzrok na mnie – Pięknie wyglądasz Alicio, jestem Justin. – chwycił moją dłoń i ją ucałował.
Najchętniej uderzyłabym go w twarz. To jak potraktował mnie i Faith w szkole było szczytem jego chamstwa. A teraz gra jakby nic się nie stało, ale…nie dziwię mu się bo dzisiejszego wieczoru nie jestem jego byłą dziewczyną Destiny.
~Jestem Alicia, jestem Alicia… - powtarzałam sobie w myślach, próbując się uspokoić.
- Wchodzimy do tego klubu? Mam ochotę się rozerwać.
- Niezła z Ciebie imprezowiczka. – odezwał się John, kiedy wchodziliśmy do środka.
- Przyniesiecie nam coś do picia? – zapytała Faith.
- Jasne, za chwilę wracamy.

Chłopcy udali się do baru, a ja razem z rudowłosą zajęłyśmy miejsce na wolnej kanapie.
- Matko Destiny, tak strasznie Cię przepraszam. Nie wiedziałam, że oni w ogóle się znają.
- Spokojnie. To nie Twoja wina. – przytuliłam dziewczynę.
- Myślisz, że John wie?
- Ale o czym?
- O Tobie. – odpowiedziała.
- Nie. Na pewno nie. Nigdy mnie nie widział więc…dziś wieczorem mów do mnie Alicia.
- Okay.

Nie wiedziałam co robić i jak się zachowywać. Przecież Justin był w gangu. Czy to mogło oznaczać, że John też? Jeśli pisnęłabym chociaż jedno słówko moja przyjaciółka mogłaby nie być bezpieczna.
~A ja? Ja jestem bezpieczna? – szepnęła moja podświadomość.

- Proszę. – odezwał się Justin sprowadzając mnie na ziemię.
- Dzięki. – wzięłam od niego drinka, upijając po chwili łyka.
- Skąd znasz się z Faith? Nigdy nie widziałem Cię w naszej szkole.
- Cóż…nasi rodzice znają się z pracy i z Faith przyjaźnimy się już od kilku lat. Nigdy mnie nie widziałeś ponieważ…uczę się w domu. – odpowiedziałam na pytanie mojego byłego.

Wszyscy oprócz John’a wiedzieliśmy, że to kłamstwo.

- A ile masz lat?
- Siedemnaście. Jesteś jakimś detektywem? Zadajesz mnóstwo pytań. – zaśmiałam się razem z Faith i John’em, trochę irytując tym Justina.
- Wyluzuj stary. – odezwał się chłopak – Dziewczyna ma poczucie humoru.
- Dokładnie. Zdrowie. – wszyscy podnieśliśmy szklanki i stuknęliśmy się nimi delikatnie.
- Zatańczymy? – zaproponował Bieber wyciągając rękę w moją stronę – Nie daj się prosić. – zadziornie się uśmiechnął.
Podniosłam się z kanapy i razem z brunetem udaliśmy się na parkiet. Justin odwrócił mnie w jego stronę i mocno do siebie przycisnął. Przez chwilę zapomniałam o wszystkim. Jedyne co miałam w głowie to ten moment. Dotyk Jussa. Nasze ciała ocierające się o siebie. Moje serce zaczęło bić szybciej, kiedy brunet przeniósł swoje usta na moją szyję. Czułam jak chłopak całuje moją skórę, bardziej mnie do siebie przyciągając.
- Co Ty robisz? – zapytałam, odsuwając się od Biebera, gdy zaczęłam trzeźwo myśleć.
- Całuję Cię.
- Wiesz, że nie oto mi chodzi.
- A o co? – Bieber spojrzał w moje oczy.
- Najpierw zakradasz się do mnie w nocy. Mówisz mi te wszystkie rzeczy, a dzień później traktujesz mnie jak jakąś dziwkę.
- Dlatego, że nią jesteś. – wyszeptał do mojego ucha.
Nie mogłam uwierzyć, że on to powiedział. Uniosłam rękę aby dać mu w twarz, ale Justin położył ją sobie na szyi.
- Lepiej się zachowuj. John i Faith nas obserwują, a z tego co wiem przedstawiłaś się jako Alicia. Jak na razie mój przyjaciel nie wie kim tak naprawdę jesteś. Lepiej aby ta rudowłosa suka trzymała język na kłódkę.
- Nie mów tak o niej. – warknęłam kipiąc ze – Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Kim Ty niby jesteś, co?!
- Dobrze wiesz. Wszystko wyznałem Ci wczoraj, a Ty? Ty mnie zostawiłeś. Z jednej strony to dobrze, wiesz? Przynajmniej mogę pieprzyć inne dziewczyny.
- Chodziło Ci tylko o seks? – zapytałam czując jak moje oczy wypełniają się łzami.
W tej chwili cieszyłam się, że w klubie jest ciemno. Justin nie widział jak łamie mi serce.
- Tak kochanie. Myślałaś, że naprawdę Cię kochałem? Przynajmniej byłaś dobra w łóżku. – przeniósł swoją rękę na mój tyłek, który mocno ścisnął.
- Pieprz się. – wyszeptałam uwalniając się z ramion chłopaka.
Opuściłam parkiet udając się do łazienki. Łzy spływały po moich policzkach strumieniami.
Justin Bieber złamał moje serce.


Justin’s POV
Kiedy brunetka mnie zostawiła, ruszyłem w stronę kanapy, na której siedział John z Faith.
Byłem dumny z tego jak postąpiłem. Skoro ona złamała moje serce, czemu ja nie mogłem zrobić tego samego z jej?
Destiny. Destiny. Destiny. Kochałem ją. Byłem przy niej inny. Lepszy. Ale teraz? To nie miało sensu. Otworzyłem się przed nią, a ona mnie zraniła. Już zapomniałem jaką radość sprawiało mi łamanie dziewczynom serc. Stary Justin bez uczuć musiał wrócić.

- Czemu…Alicia nie jest z Tobą? – zapytała Faith kiedy usiadłem obok John’a.
- Poszła do łazienki. A ja będę się zbierał. Trzymajcie się. – pożegnałem się z nimi i wyszedłem z klubu.

Wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłem jednego. Zaciągając się szarym dymem, spoglądając w gwiazdy.
- Piękna noc, prawda? – usłyszałem.
Odwróciłem się i zobaczyłem obok mnie blondynkę.
- Emma? Co Ty tutaj robisz? – zapytałem.
Dziewczyna wyciągnęła papierosa, którego trzymałem między palcami i wzięła go do ust.
- Byłam w klubie obok, a teraz wracam do domu i wpadłam na Ciebie.
- W sumie…to dobrze. – odezwałem się spoglądając na blondynkę, kiedy przypomniałem sobie ostatnią noc z Emmą.
- Tak?
- Tak. Idziemy do Ciebie? – wziąłem od dziewczyny papierosa po czym namiętnie ją pocałowałem.
- Z wielką przyjemnością.


Destiny’s POV
Poprawiłam makijaż i spojrzałam w lustro. Wiedziałem, że muszę zapomnieć o Justinie. To była moja pierwsza, prawdziwa miłość. I złamane serce. Miałam ochotę położyć się do łóżka z wielkim kubełkiem lodów czekoladowych oglądając seriale.
- Naoglądałam się za dużo filmów. – powiedziałam sama do siebie – Choć zawsze można spróbować. Może poczuję się lepiej.

Przypudrowałam policzki, po czym opuściłam toaletę. Wróciłam do znajomych i na szczęście dowiedziałam się, że Justin wyszedł. Wszyscy w trójkę wypiliśmy po jednym drinku i potańczyliśmy trochę na parkiecie, ale zdecydowaliśmy się wrócić do domu.


Otworzyłam drzwi i udałam się do kuchni, wyjęłam lody po czym zamknęłam się w moim pokoju. Włączyłam „Pretty Little Liars” i położyłam się na łóżku, zajadając zimny deser. Chciałam zapomnieć o wszystkim.


- Wstawaj kochanie. – obudziła mnie moja mama – Dzień dobry.
- Dzień dobry. – odpowiedziałam podnosząc się, a kobieta złapał mnie za rękę.
- Chodź na śniadanie.

W kuchni siedział mój tata popijający kawę. Kiedy mnie zobaczył posłał mi ciepły uśmiech.
- Cześć córeczko.
- Cześć. – usiadłam naprzeciwko mężczyzny i wzięłam do ręki ciepłego croissanta z czekoladą, a do szklanki nalałam sobie soku pomarańczowego.
- Destiny. – zaczęła moja mama.
- Tak? – zapytałam spoglądając w jej stronę.
- Musimy powiedzieć Ci coś ważnego. – odezwał się mój ojciec.
- Dostałam bardzo dobrą pracę. – wyznała szeroko się uśmiechając.
- O matko! To świetnie! – przytuliłam do siebie kobietę.
- Skarbie…my…przeprowadzamy się do Francji.

W tym momencie cały mój świat lęgnął w gruzach. Nie sądziłam, że może być jeszcze gorzej.


Od aut. Cześć kochani. ;* Już niedługo święta. <3 Nareszcie. To chyba moje ulubione dni w roku. Szkoda, że nie ma śniegu. ;/ Na początku chciałabym Wam wszystkim życzyć WESOŁYCH ŚWIĄT. <3 Mam nadzieję, że spędzicie je w ciepłym rodzinnym gronie i co najważniejsze będziecie szczęśliwi. Dostaniecie od Mikołaja to co sobie wymarzyliście. ;) I na waszych buziach będzie gościł tylko uśmiech! <3
Co do rozdziału to mam nadzieję, że się Wam podobał i jestem ciekawa ile osób z Was myślało, że to Justin pojawi się na imprezie. ;) Następny postaram się dodać jeszcze w tym roku, aby złożyć Wam życzenia na 2015. ;) Czekam na Wasze komentarze, które bardzo mnie motywują, poza tym chce poznać Waszą opinię co do rozdziału. xx
Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI! <3


20.12.2014 o godz. 14:16
Justin’s POV
Wróciłem do domu myśląc cały czas o Destiny. Miałem cholerny żal do Boga, że to akurat ona musiała być moim celem. Gdyby nie to pierdolone zlecenie nigdy bym jej nie poznał. Nie mogę tak żyć. Nie mogłem żyć z złamanym sercem.
Wziąłem telefon do ręki i wykręciłem numer do mojego przyjaciela John’a. Na szczęście długo nie musiałem czekać i po 20 minutach brunet był u mnie.
- Co jest takiego ważnego, że muszę odwiedzać Cię o 5 rano stary?
- Musimy pogadać. – odpowiedziałem otwierając puszkę z piwem.
- Więc słucham. – chłopak usiadł w fotelu, a ja naprzeciwko niego.
Kilka minut później John wiedział o wszystkim. O tym jak się poznaliśmy. O tym, że dostałem na nią zlecenie. O tym jak widziała śmierć Jasona. O tym jak przed chwilą od niej wróciłem. Naprawdę John wiedział o wszystkim.
- Czujesz coś do niej? – zapytał.
- Nie wiem, już sam nie wiem.
- A chcesz wrócić do Destiny?
- John to jest koniec! – warknąłem podnosząc się z miejsca – Wiem… - szepnąłem – niech mnie znienawidzi. Wtedy będę mógł o niej zapomnieć.
- Posłuchaj Justin, nie uważam aby to był dobry pomysł.
- Czyżby? Sam postąpiłeś tak ze swoją poprzednią dziewczyną.
- Ale między mną, a nią nie było takiej relacji jak między Tobą, a Destiny. Ty decyduj co chcesz robić. Ja nie będę Cię do niczego zmuszać.


John’s POV
Nie chciałem aby Justin tego robił, jednak znałem go. Byłem pewny, że przynajmniej zacznie realizować swój plan. Widziałem jak się zmienił kiedy Dess była jego dziewczyną. Miał czasem swoje napady złości, ale był spokojniejszy. Ona mu pomagała…Szkoda, że nic z tego nie wyszło.


Destiny’s POV
Wiedziałam, że Faith nie może dowiedzieć się prawdy. Co jeśli ona stałaby się celem bo powiedziałam o kilku rzeczach za dużo.
- Zerwałam z Justinem. – wyszeptałam widząc, że tylko do tego mogę się przyznać.
- Dess… - zaczęła przyjaciółka mocno mnie obejmując – przykro mi.
- Cóż, teraz możesz powiedzieć „A nie mówiłam”. – zaśmiałam się.
- Posłuchaj…Justin może i nie był moim ulubieńcem, ale to był twój pierwszy chłopak, pierwsza miłość. Od wyjazdu do Włoch byłaś taka szczęśliwa. Przykro mi, że teraz cierpisz.
- Takie życie. – otarłam moje łzy i odwróciłam się wpadając na jakiegoś chłopaka.
Bez problemu poznałam te perfumy. Podniosłam głowę spoglądając w czekoladowe tęczówki Biebera.
- Przepraszam. – odezwałam się.
- Zejdź mi z drogi. – odpowiedział sucho odpychając mnie.
- Trochę szacunku! – krzyknęła Faith.
- Dla tej dziwki? – zapytał chłopak tak, że wpadła na szafki – Może powinienem zająć się Tobą? – przycisnął swoje biodra do czułego miejsca dziewczyny i pocałował w policzek.
- Pieprz się Bieber! To ty jesteś dziwką, a nie Destiny! – warknęła próbując uwolnić się od bruneta, kiedy on uderzył ją w twarz.
- Myślę, że chyba, a raczej na pewno od tej pory będziesz odnosiła się do mnie z szacunkiem, albo trzymała swoje buzie zamkniętą. Może byś mi possała, hmm?
- Justin… - odezwałam się, zwracając tym uwagę chłopaka – proszę, zostaw ją. Ona nic Ci nie zrobiła. Błagam. – uklęknęłam na ziemi, a po chwili Bieber zrobił to samo.
- Wiesz co…nic jej nie zrobię. Nie będę tracił na was czasu. – podniósł się i odszedł, a ja podeszłam do rudowłosej.
- Wszystko w porządku? – zapytałam.
- Tak.
- Może pójdziemy do mnie, co? Trochę odpoczniesz. – dziewczyna pokiwała głową, a chwilę później opuściłyśmy budynek szkoły.


Justin’s POV
Kiedy tylko znalazłem się w szkolnej łazience poczułem ogromną radość. Z powodu w jaki sposób potraktowałem moją byłą i jej głupią przyjaciółeczkę.
~Tak trzymaj Justin. – usłyszałem głos w mojej podświadomości.
Stałem przed lustrem i poprawiłem moje włosy. Wyszedłem z łazienki, po czym udałem się przed wejście do szkoły. Usiadłem na schodach, wyjmując z kieszeni papierosa, którego zapaliłem. Zaciągnąłem się szarym dymem. W oddali dostrzegłem Destiny. Przez chwilę nasze oczy się spotkały, ale dziewczyna szybko spojrzała w zupełnie innym kierunku. Po chwili wsiadła z Faith do jej auta i odjechały. W Sumie nie miałem co tutaj robić. Wziąłem przykład z dziewczyn i wsiadłem za kierownice mojego samochodu i odjechałem z piskiem opon.


Destiny’s POV
- Chcesz się czegoś napić? – zapytałam kiedy weszłyśmy do mnie.
- Nie Dess.
- A jak się czujesz?
- Dobrze.
- Na pewno?
- Tak. Posłuchaj…to co zrobił Justin to nic takiego, ok?
- Ok… - szepnęłam, po czym zajęłyśmy miejsca na sofie.
- Ej – dziewczyna szturchnęła mnie w ramię – uśmiechnij się.
- Nie mam ochoty Faith.
- Ooo…na pewno na to Ci nie pozwolę Destiny.
- Czyli na co?
- Na to abyś siedziała bezczynnie i niepotrzebnie się smuciła. – powiedziała podnosząc się z miejsca – Zaraz wracam. – wyjęła ze swojej kieszeni telefon, którym pomachała mi przed twarzą i wyszła z pokoju.
Uwielbiałam za to Faith. Za to, że zawsze starała się podnieść mnie na duchu i zawsze wszystkie jej pomysły, abym poczuła się lepiej, sprowadzały się.
Weszłam do kuchni i wyjęłam z zamrażalnika lody czekoladowe, które nałożyłam do dwóch miseczek. Kiedy kończyłam, obok pojawiła się moja przyjaciółka.
- Wszystko załatwione. – odezwała się cała w skowronkach.
- Czyli co?
- Idziemy wieczorem na imprezę! – pisnęła.
- Faith…
- Dess posłuchaj, kilka dni temu poznałam bardzo fajnego chłopaka i…
- I mówisz mi o tym dopiero teraz?
- Przepraszam, tak jakoś wyszło. Ma 20 lat. Studiuje i jest baaaardzo przystojny. Spotkałam się z nim już kilka razy i mam nadzieję, że Ci się spodoba.
- Na pewno.
- I właśnie dlatego idziemy w czwórkę do klubu. Rozerwiesz się, a przy okazji będziesz mogła poznać mojego przyjaciela.
- Ok. – odpowiedziałam – Ale chwilka, powiedziałaś w czwórkę?
- Tak. Nie chce abyś czuła się samotna, dlatego on weźmie ze sobą jakiegoś przyjaciela.
- Faith! – wydarłam się – Dopiero co zerwałam…
- Wiem. – przerwała mi – Idziemy tylko na imprezę, tak? Nie zmuszę Cię abyś była z tym kolesiem.
- Mam nadzieję. - powiedziałam po czym obie się zaśmiałyśmy – A jak ma na imię twój książę?
- Dowiesz się wieczorem. – puściła do mnie oczko, po czym zabrałyśmy się do jedzenia naszych lodów.

Stanęłam przed lustrem poprawiając moją sukienkę. Była ciemno niebieska, dopasowana w talii, a delikatne, ciemnie ramiączka spadały mi z ramion. Na nogi założyłam jasne szpilki.
- Ślicznie wyglądasz. – odezwała się Faith kończąc swój makijaż.
- Dziękuję. Idziemy? – zapytałam kiedy dziewczyna schowała swój błyszczyk do torebki, a ta skinęła głową.
Czekałyśmy pod klubem na naszych „chłopaków”. Trochę się stresowałam. Miałam poznać chłopaka mojej przyjaciółki, a do tego jakiegoś jego znajomego, abym nie czuła się samotna.
W pewnym momencie pod budynek podjechała taksówka.
- To na pewno oni. – szepnęła, a po chwili uśmiechnęła się do chłopaka, który wysiadł i znalazła się w jego ramionach.
Niestety postać, która do nas dołączyła była w szoku kiedy mnie zobaczyła. Nie spodziewałam się tego, że spotkałam go właśnie tutaj, właśnie teraz.


Od aut. Cześć wszystkim. Przepraszam, że rozdział dodaje z tygodniowym opóźnieniem, ale nie miałam po prostu czasu i siły. Mam nadzieję, że mimo tego rozdział Wam się podoba i trochę Was zaciekawiłam. ;* Czekam na Wasze szczere opinie, które bardzo mnie motywują. :)

Gdybyście mieli jakieś pytania czy cokolwiek to możecie napisać do mnie na moim twitterze - @FEIBff, którego założyłam niedawno, dla właśnie tego bloga.
07.12.2014 o godz. 11:44
Destiny’s POV
- Justin? Co Ty tutaj robisz?
- Ja…Destiny, ja musiałem Cię zobaczyć. – odpowiedział – Mogę wejść? Chce z Tobą porozmawiać.
- Nie sądzę aby to był dobry pomysł Justin. Jest już późno. Bardzo późno, poza tym… – wzięłam głęboki oddech, spoglądając w czekoladowe tęczówki chłopaka, który mi przerwał.
- Proszę. – wyszeptał.
W jego oczach dostrzegłam błaganie.
- Eh, no dobrze. Masz 5 minut. – brunet przeszedł obok mnie, a ja zamknęłam drzwi od balkonu po czym usiadłam na łóżku.
Justin stał przy nim rozglądając się po pokoju.
- Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać, co? – zapytałam – O tym jak… - urwałam.
Te słowa nie chciały przejść przez moje gardło, a po policzkach zaczęły spływać łzy.
- Kochanie, nie płacz. – Bieber zjawił się przy moim boku i mocno do siebie przytulił.
Brzydziłam się go. Brzydziłam się mojego chłopaka. Choć teraz powinnam powiedzieć, byłego chłopaka. Jednak…potrzebowałam go. Bardzo. Kiedy znalazłam się w jego bezpiecznych ramionach poczułam ulgę.
- Czy to naprawdę koniec Dess? – wyszeptał do mojego ucha.
Poczułam delikatną woń alkoholu.
- Piłeś?
- W tym momencie to nie jest ważne.
- Justin…zapytam raz jeszcze. Piłeś?
- Tak.
- Po tym co zrobiłeś…też bym piła, wiesz? – zakpiłam odsuwając się od chłopaka.


Justin’s POV
Kiedy Destiny to powiedziała, moje serce się ścisnęło. Wiedziałem, że spieprzyłem i teraz był czas aby dowiedziała się wszystkiego, albo chociaż części.
- Nigdy nie myślałem, że będę musiał wyznać prawdę. Nie sądziłem, że dowiesz się o tym wszystkim.
- O czym Ty mówisz? – zapytała.

Wziąłem głęboki oddech spoglądając w oczy brunetki.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci o moim wujku Jamesie?
- Tak. – szepnęła.
- Cóż…to nie jest mój wujek. Od kiedy tylko pamiętam sprawiałem rodzicom problemy. Kiedy miałem 15 lat ścigałem się po raz pierwszy. Spodobałem się wtedy Jamesowi i…przyjął mnie do swojego gangu. The Warriors.
- Co z twoimi rodzicami? – przerwała.
- Dess…tak jak wspomniałem nie byłem złotym dzieckiem, a gdy stałem się częścią tego biznesu, moje stosunki z rodzicami bardziej się pogorszyły. Pewniej nocy…moja siostra prawie zmarła…
- Matko Justin… - chwyciła mnie za dłoń.
Nie spodziewałem się takiej reakcji.
- James prowadził biznes razem z facetem o nazwisku McCann. Kiedy umarł to Harris stał się szefem gangu. Młody McCann – Jason, chciał zając miejsce ojca. Tak się nie stało, a ja byłem najlepszy w tym co robiłem. Jason nie mógł się z tym pogodzić. Postanowił się zemścić, a na celownik wziął Jazzy… - wyznałem.
- Twoją siostrę… - szepnęła – Co było dalej?
- Dalej? Rodzice…wyrzucili mnie z domu, a ja zamieszkałem z chłopakami. Myślałem, że Jason zniknął. Nie powróci. Myliłem się.
- Dlatego go zabiłeś?
- Destiny ja…
- Cieszę się, że już tyle mi wyznałeś, ale…
- To wciąż za mało.
- Chce wiedzieć czemu to zrobiłeś. – powiedziała, a ja wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa.
Dziewczyna stanęła za mną, po czym położyła dłoń na moim ramieniu.
- Mogłaś zginąć. – wyszeptałem, a brunetka wciągnęła powietrze, gdy dotarły do niej moje słowa.
- Justin, co Ty mówisz? – zapytała.
- Prawdę. Mogłaś zginąć Destiny. To był jedyny sposób aby Cię uratować. On albo Ty. Wybór był dość prosty.


Destiny’s POV
Nie mogłam uwierzyć w słowa Justina. To nie mogła być prawda. Owszem…Faith mnie przed nim ostrzegała, ale…nawet przez myśl mi nie przeszło, że Justin Bieber jest członkiem gangu The Warriors.
The Warriors…
The Warriors…
Te dwa słowa krążyły po mojej głowie. Z sekundy na sekundę byłam pewna, że znam tą nazwę. Słyszałam kilkanaście razy o tym gangu. Gangu, który rządzi Los Angeles. Zawsze myślałam, że to brednie. Wymyślone historyjki, tak jak te o potworach mieszkających pod naszymi łóżkami. Cóż…w przypadku The Warriors…myliłam się.
- Ja, albo on. – wyszeptałam, a brunet odwrócił się przodem do mnie.
- Dess… - chciał dotknąć mojego policzka, ale mu nie pozwoliłam.
- Myślę, że twój czas się skończył. – przerwałam Justinowi.
- Posłuchaj…
- Już dość się nasłuchałam Bieber! – warknęłam, złapałam się za głowę kiedy poczułam nagły ból, chwilę później upadłam na ziemię.
Zanim się zorientowałam chłopak uklęknął przy mnie.
- Destiny. - przytulił mnie do siebie, a ja odpłynęłam…


Leżałam na moim łóżku przykryta cienką kołdrą. Zerwałam się szybko z miejsca kiedy zobaczyłam ciemną postać siedzącą na fotelu.
- Spokojnie. To tylko ja. – usłyszałam cichy szept Justina.
- Co się stało? – zapytałam dotykając czoła, a brunet podał mi tabletki i szklankę wody.
- Zemdlałaś. – oblizał swoje malinowe wargi i usiadł obok mnie.


Justin’s POV
- Wiesz co, Justin? Mam już Cię dość! – parsknęła dziewczyna – Faith miała rację. – wysyczała – Nigdy nie powinnam się do Ciebie zbliżyć. Nigdy! Żałuję, że Cię poznałam! Żałuję, że z Tobą spałam! Żałuję, że to TY byłeś we wszystkim pierwszy! Że byłeś moją pierwszą miłością! Że byłam twoją dziewczyną! Na szczęście już nie jestem…

Słowa, które właśnie usłyszałem złamały mi serce. Patrzyłem na płaczącą brunetkę i wiedziałem, że to wszystko moja wina. Chciałem przytulić do siebie Destiny, ale wiedziałem, że mnie od siebie odepchnie.
- Odejdź Justin… – wyszeptała – nie chce Cię wiedzieć. Proszę…odejdź.


W końcu się zakochałem. Po tylu latach, znalazłem dziewczynę, dla której chciałem żyć. Moje serce rozpadło się na tysiące kawałeczków.
Nachyliłem się nad Dess i przycisnąłem moje usta do jej. Ostatni raz chciałem poczuć słodkie wargi brunetki.
Nie wiedziałem co mam powiedzieć, dlatego spojrzałem na dziewczynę, a po chwili zostawiłem ją samą.
Dopiero wtedy zrozumiałam, że to był naprawdę koniec.


Destiny’s POV
Wciąż nie mogłam uwolnić się od moich myśli. The Warriors, ten martwy chłopak Jason, mała Jazzy…i Justin. Nasz pierwszy pocałunek. Nasze kłótnie. Nasze wspólne wyjścia. To jak mnie uratował przed facetem, który chciał dobrać się do moich majtek. Pierwszy raz mój i Justina. Nasze zerwanie. Przeszłość mojego byłego chłopaka. To wszystko co mi wyznał, moje okrutne słowa i…ostatni pocałunek.
Ostatnie 24 godziny były moim najgorszym koszmarem.
- Panno Jones! – wyrwał mnie głos pani profesor od angielskiego.
- Tak?
- Odpowiedz na moje pytanie. – stanęła obok mojej ławki, krzyżując ręce na piersiach, kiedy nic nie odpowiedziałam kobieta nachyliła się nade mną – Co się z Tobą dzieje, Destiny? – zapytała tak cicho, że tylko ja mogłam ją usłyszeć.
- Wszystko jest w porządku. – odezwałam się, po czym rozległ się dźwięk dzwonka na przerwę.
Chwyciłam moją torbę i wyszłam z klasy.
- Dess! Czekaj! – usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Faith… - wyszeptałam tuląc się do dziewczyny.
- Cichutko. Opowiedz mi co się stało…


Od aut. Jak 'widzicie' to nie była wcale wyobraźnia Destiny. Justin naprawdę do niej przyszedł, a co więcej opowiedział jej o wszystkim. No....może prawie o wszystkim. ;) Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba i zostawicie po sobie szczery komentarz, na którym bardzo mi zależy. Trochę mi przykro bo zauważyłam, że jest ich coraz mniej. Kiedyś potrafiliście dodać około 40, a teraz jest ledwo 20, a nawet 15. To moje ostatnie opowiadania i jeśli nadal tak będzie, że prawie w ogóle nie będziecie komentować to YANTM naprawdę stanie się moim ostatnim opowiadaniem. Cóż...moja historia z pisaniem chyba dobiega końca, choć nie chcę...ale to nie ma chyba sensu jeśli sama tracę wenę i chęć do tego, a moi czytelnicy ode mnie odchodzą. Wiem, że nie mam do tego talentu, no ale...eh, przepraszam, że się na mnie zawiedliście.
Mam nadzieję, że tym razem 'usłyszę' od Was, Waszą szczerą opinię. Czekam na nią kochani. ♥
16.11.2014 o godz. 18:39



But I can't imagine a life without
Breathless moments
Breaking me down... ♥

Uwielbiam.
16.11.2014 o godz. 18:00
Destiny’s POV
Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. To nie mogła być prawda. Wiedziałam, że Justin czasem nie panuje nad swoim gniewem, ale nie sądziłam, że jest zdolny do tego aby kogoś zabić. Czułam się okropnie. Wiedziałam, że dobrze zrobiłam zrywając z nim, ale jednak…pokochałam go. Tak trudno jest zostawić osobę, którą się kocha, jednak mi wyszło to nawet łatwo. Ale teraz? Odczułam w sercu pustkę. Zatrzymałam się przy pierwszej lepszej ławce i zaczęłam płakać. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jak w ogóle się tam znalazłam. W jednej chwili byłam w domu i szykowałam się do kolacji, a w drugiej ocknęłam się przy drzewie, a gdy podeszłam bliżej zobaczyłam stary magazyn i…Justina. W pamięci mignęła mi postać blondynki, która mnie usypia. Kim ona jest? Chciała abym to wszystko zobaczyła? Ale po co? Nie mogłam tego zrozumieć.
Siedziałam na ławce i płakałam. Było mi cholernie zimno. Przebywanie wieczorem na deszczu nie jest zbyt mądre.
~Kolacja. Cholera. – gdy tylko sobie o tym przypomniałam wstałam od razu i zaczęłam biec do domu.
Na szczęście udało mi się złapać taksówkę i po 10 minutach byłam na miejscu. Weszłam do mieszkania, wzięłam pieniądze, którymi zapłaciłam mężczyźnie za przejazd i wróciłam.
- Matko Destiny gdzie Ty byłaś?! – wydarła się moja matka kiedy mnie zobaczyła.
- Ja, ja…ja wyszłam na chwilę do Faith, myślałam, że zajmie mi to chwilkę, ale myliłam się, do tego zaczęło padać i…
- Dobrze, już się nie tłumacz. Idź na górę się przebrać. Czekamy na Ciebie w salonie. – powiedziała, a ja poszłam do mojego pokoju.
Teraz miałam gdzieś jak wyglądam. Nie będę od nowa się stroić. Zmyłam cały makijaż i przebrałam się w suche, luźne ubrania, a włosy wysuszyłam i związałam w wysoką kitkę. Po 15 minutach byłam gotowa. Wzięłam głęboki oddech i zeszłam na dół aby poznać…mojego ojca.


Justin’s POV
- Mów, o co chodzi dokładniej? – zapytał mnie James gdy byliśmy już w naszym domu.
- Jak to co? Nie wiem skąd Destiny się tam znalazła. Nie mówiłem jej nic, że jestem w gangu. Gangu The Warriors. Gangu, który jest najgroźniejszy w tym mieście. A teraz to koniec. Widziała jak zamordowałem Jasona i zerwała ze mną. – wyznałem i usiadłem na kanapie chowając twarz w dłonie.
- Posłuchaj stary… - zaczął mężczyzna – wykonałeś naprawdę dobrą robotę. Na pewno ogień spali ciało i kiedy ktokolwiek przyjedzie aby go ugasić po McCannie nie będzie ani śladu. A co do Jones…zapomnij o niej. Pobzykałeś ją kilka razy i tyle. Sam dobrze wiesz, że ten biznes i dziewczyny to nie jest dobre zestawienie, poza tym…nie chcę abyś skończył jak ja.
Taak…James się przejechał trochę na życiu. Kiedy założył gang poznał dziewczynę imieniem Amy. Zakochali się, a nawet zaręczyli. Kobieta dała mu dziecko, ale…niestety 2 lata później zgineła. Harris nigdy nie powiedział jak. Podobno ktoś ją zamordował chcąc dopiec Jamesowi, a on został sam z dzieckiem. Spędza z nią tylko 3 albo 4 dni w miesiącu, przez resztę czasu Britney znajduje się w nowej rodzinie. Akta były zmieniane tyle razy, że tylko Harris wie gdzie jest jego mała córeczka i kto się nią zajmuje. Miał teraz pecha, że akurat gdy mógł spędzić z nią czas, Jason ją porwał. Na szczęście teraz ten chuj nie żyje.
- Więc wszystko w porządku Bieber? – zapytał.
- Taa. – odpowiedziałem – Wracam do siebie. Muszę się czegoś napić.
Nie było w porządku. Straciłem laskę, na której cholernie mi zależało. Naprawdę ją kochałem. A teraz? Zostałem sam.
Wsiadłem w samochód i pojechałem do mojego drugiego domu. Wszedłem do środka i pierwsze co zrobiłem to wyjąłem z lodówki butelkę whisky. Po co miałem brać szklankę? Usiadłem przed telewizorem, odkręciłem korek i piłem z gwinta. Brałem coraz większe łyki, a alkohol przyjemnie palił mnie w gardle.
Czułem smutek dlatego, że ta suka mnie zostawiła. Ale teraz to wszystko wywołało u mnie złość.
Przeskakiwałem z kanału na kanał. Nie było nic ciekawego. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 1 w nocy, a ja kończyłem butelkę trunku. Ponownie zmieniłem kanał aż trafiłem na jakiś pornos.
- Przynajmniej jest im dobrze. – powiedziałem sam do siebie – Pieprzą się idioci, a do tego im jeszcze za to płacą.
Sam miałem ochotę kogoś przelecieć, ale nie miałem kogo. W końcu Destiny mnie zostawiła. Pociągnąłem kolejny łyk whisky myśląc tylko aby załatwić sobie na noc jakąś dziwkę, która mogłaby mnie zaspokoić. Nagle ktoś zapukał do moich drzwi. Podniosłem się z miejsca i podszedłem do nich. Otworzyłem je, a w progu zastałem blondynkę.
- Emma? Co Ty tu robisz?
- Mogę wejść? – zapytała, a ja wpuściłem ją do środka. – Serio Bieber? Whisky i pornosy? Naprawdę nie masz niczego innego do roboty?
- Cóż…nic innego fajnego nie leci, a ja właśnie miałem dzwonić po jakąś dziwkę.


Destiny’s POV
Siedzieliśmy wszyscy przy stole jedząc kolację, którą przyrządziłam z mamą.
- To naprawdę pyszne. – odezwał się mój ojciec uśmiechając się do nas.
- Cieszę się, że Ci smakuje. – powiedziałam.
Rodzice popatrzyli na mnie jakbym powiedziała coś nadzwyczajnego.
- Wow…Dess, nie sądziłam, że… - zaczęła moja rodzicielka, ale jej przerwałam.
- Że będę miła? Cóż…po wczorajszej rozmowie z Toba i Justinem, gdy…zadzwonił do mnie rano – skłamałam – postanowiłam dać Ci szansę. – spojrzałam na mężczyznę – Nie wiem czemu nas zostawiłeś i najprawdopodobniej nigdy tego nie zrozumiem, ale skoro wróciłeś i…i zależy Ci na mnie i na mamie…chcę abyś został. Wychowywałam się bez ojca 17 lat i…nawet jeśli nienawidziłam Cię za to, że nas zostawiłeś…potrzebowałam Cię, nadal potrzebuję. – wyznałam, a po policzku spłynęła mi łza.
- Aż nie wiem co powiedzieć. Tęskniłem za Tobą córeczko. – wstał od stołu i przytulił mnie.
- Ja za Tobą też…tato.
Po chwili wszyscy się rozpłakaliśmy. W końcu po 17 latach znowu byliśmy razem. Cieszyłam się bo odzyskałam ojca, którego mimo wszystko kochałam i kocham, ale…moje serce pękało gdy myślałam o Justinie.


Justin’s POV
- Cóż…nic innego fajnego nie leci, a ja właśnie miałem dzwonić po jakąś dziwkę.
- Teraz nie musisz, kiedy ja tutaj jestem. – powiedziała zdejmując swój płacz, pod którym miała seksowną, czarną, koronkową bieliznę.
- A nie jesteś przypadkiem z Marco?
- Owszem jestem, ale to Ty zawsze mnie pociągałeś. – wzięła do ręki butelkę i napiła się whisky, po czym do mnie podeszła – Słyszałam o tym, że zostałeś sam i…bardzo przykro mi z tego powody. – przygryzła swoją wargę – Powiedz, napisz do mnie gdy tylko będziesz chciał, a ja zjawię się tutaj dla Ciebie. – zdjęła swoje szpilki po czym rozpięła stanik i rzuciła go na podłogę.
Zanim się obejrzałem wylądowałem z Emmą w moim łóżku. Dziewczyna zdjęła moją koszulkę, a ja zacząłem ssać jej piersi. Blondynka cicho jęczała wijąc się pode mną.
- Weź mnie. – wyszeptała do mojego ucha, rozpinając rozporek moich spodni.
W tej chwili miałem gdzieś Destiny. Liczyło się tylko to, że mogłem przelecieć Emmę. Bez względu na to czy jest ona dziewczyną mojego przyjaciela, czy nie. Zobaczę czy na pewno jest aż taka dobra jak mówił Marco.
Zrzuciłem z siebie ubranie rozrywając stringi Emmy, a po chwili wszedłem w blondynkę.
- Aaaa! – wrzasnęła wyginając swoje ciało w łuk. – Szybciej… - szepnęła drapiąc mnie po plecach.
Złapałem dziewczynę mocniej w biodrach i przyśpieszyłem tępo. Czułem jak jej ścianki zaciskają się wokół mnie.
- Dalej mała. Dojdź dla mnie.
Chwilę później Emma zrobiła to co jej kazałem. Cóż…pieprzy się ją całkiem fajnie.
Wyszedłem z dziewczyny i położyłem się na łóżku.
- Matko Justin…to było… - zaczęła próbując opanować swój oddech.
- Wiem, a teraz się zbieraj.
- Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. Nie przejmuj się tą suką. – namiętnie mnie pocałowała i podniosła się z miejsca.
Założyła swoją bieliznę, a raczej sam biustonosz, przykryła się płaszczykiem i wyszła z mojego mieszkania zostawiając mnie samego, a ja…zamiast spać myślałem o mojej Destiny.


Destiny’s POV
Nie mogłam spać całą noc. Ciągle się kręciłam myśląc o Justinie. Chciałam znaleźć się w jego bezpiecznych ramionach. Poczuć jego zniewalające perfumy. Spojrzeć w te piękne, czekoladowe tęczówki. Namiętnie się z nim całować. Tak bardzo go pragnęłam.
Podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki przemyć twarz zimną wodą. Jedyny plus dzisiejszego dnia to to, że pogodziłam się z ojcem i za tydzień się do nas wprowadzi. Ale reszta…to wszystko bardziej przypominało jeden wielki koszmar.
Zeszłam na dół po cichu do kuchni chcąc się czegoś napić. Niestety…rodzice wypili całe wino, a jedyne co zostało w lodowce to sok pomarańczowy. Nalałam go sobie do szklanki i usiadłam przy stole. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 3 w nocy. Świetnie. Jutro mam szkołę i muszę wstać już o szóstej. Cóż…dopiłam sok i postanowiłam wrócić na górę. Trzy godziny snu są lepsze niż nic. Zamknęłam się w pokoju i już miałam się położyć gdy usłyszałam jak ktoś stuka w drzwi od mojego balkonu. Po chwili mój „gość” ponownie zaczął się dobijać. Bałam się, ale stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Otworzyłam balkon i nie wiedziałam czy to dzieję się naprawdę, czy to moja wyobraźnia.
- Justin? Co Ty tutaj robisz?


Od aut. Cześć kochani. ;* Wybaczcie, że rozdział pojawia się prawie z tygodniowym opóźnieniem, ale w tym tygodniu miałam strasznie dużo sprawdzianów i kartkówek więc nie miałam czasu aby dodać rozdział.
Co Wy o tym myślicie? Jak dalej będzie wyglądało życie Destiny i Justin'a? I czy Dess naprawdę odwiedził Bieber? Może to zupełnie ktoś inny, albo wyobraźnia...
Dowiecie się w następnym rozdziale. Czekam na Waszą szczerą opinię kochani. ♥
30.10.2014 o godz. 16:44
Justin’s POV
- Chyba sobie kurwa żartujesz! – warknąłem po czym zacząłem czytać list od McCanna.
Zacisnąłem szczękę i rzuciłem kartkę zaciskając ręce w pieści.
- Tylko się nie denerwuj Bieber. – odezwał się James.
- Tylko się nie denerwuj?! Tylko się nie denerwuj?! Ten chuj chce moją Destiny! Rozumiesz to kurwa?! On chce ją pieprzyć!! Nie dostanie jej! Nie pozwolę na to.
- Uspokój się Justin. – odezwała się blondynka, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Zamknij się i nie mów mi kurwa co mam robić! – wrzasnąłem zrywając się z miejsca.
- Trochę szacunku do Emmy stary! – warknął Marco obejmując dziewczynę w pasie.
- Pójdę się przejść. – odezwała się i wyszła z domu.
- Co zrobimy? – zapytałem biorąc kilka głębokich oddechów po czym usiadłem na kanapie.
- Pójdziemy tam, odbijemy Britney i zabijemy tego sukinsyna. – odezwał się John.
- Idźcie i trochę odpocznijcie, potem ustalimy plan działania, a wieczorem skończymy z nim raz na zawsze. – powiedział James po czym wszyscy udaliśmy się do naszych pokoi.


Destiny’s POV
- Ok, wszystko już jest gotowe. Dziękuję Ci córciu za pomoc. – odezwała się moja rodzicielka.
- Nie ma za co. – uśmiechnęłam się do kobiety.
- Pójdę jeszcze po jakieś lody na deser, a Ty możesz zacząć się szykować. – powiedziała, a ja skinęłam głową i poszłam do siebie, na górę.
Wzięłam szybki orzeźwiający prysznic po czym owinęłam się białym puszystym ręcznikiem. Stanęłam przed lustrem i za pomocą lokówki, zrobiłam sobie delikatne loki. Kiedy fryzura była gotowa zabrałam się za makijaż. Użyłam trochę pudru, a potem użyłam tuszu do rzęs. Na sam koniec pomalowałam usta szminką w kolorze jasnego różu. Wyjęłam z szafy zestaw, w który się przebrałam. Założyłam buty na nogi i przejrzałam się w lustrze. Byłam zadowolona z efektu końcowego. Chciałam wyjść na balkon, ale zobaczyłam że dość mocno się rozpadało. Wzięłam do ręki telefon, ale niestety od Justina nie miałam żadnej wiadomości.
- Faith. – szepnęłam i wybrałam numer do przyjaciółki.
- Tak? – usłyszałam jej głos.
- Cześć.
- O matko! Destiny! Cieszę się, że dzwonisz. Dawno nie rozmawiałyśmy.
- Wiem i przepraszam. Co u Ciebie? – zapytałam siadając na łóżku.
- A dobrze, a u Ciebie? Jak z Justinem?
- Wszystko w porządku. Muszę Ci się do czegoś przyznać…
- No mów Jones.
- Wtedy na wyjeździe…spałam z Justinem. - wyznałam i poczułam jak moje policzki się rumienią.
- O matko! – wrzasnęła – I mówisz mi dopiero teraz? Opowiadaj jak było.
- Na pewno Ci opowiem, ale nie teraz. Jest jeszcze jedna sprawa…
- Tylko mi nie mów, że jesteś w ciąży. – przerwała mi.
- Nie! Oczywiście, że nie. Chodzi oto, że…mój tata wrócił.
- Jak to wrócił?
- Po prostu. Dziś przychodzi na kolację.
- Nie cieszysz się? – zapytała, a ja westchnęłam.
- Sama nie wiem co mam o wszystkim myśleć.
- Będzie dobrze Dess. Musimy się spotkać. Musisz mi wszystko opowiedzieć do tego…poznałam kogoś i muszę Ci się nim pochwalić. Co powiesz na małe spotkanie? Jutro?
- Mam szlaban, ale może się uda. Muszę kończyć. Pa Faith. – powiedziałam słysząc dzwonek do drzwi, rozłączyłam się i zeszłam na dół.


W progu zastałam nie wysoką blondynkę w kapturze.
- W czym mogę pomóc? – zapytałam.
- Ty jesteś Destiny?
- Tak. – odpowiedziałam wpatrując się w dziewczynę.
Nie mogłam rozpoznać kim jest. Widziałam tylko jej pasma blond włosów. Nagle blondynka przyłożyła mi coś do ust, a ja po chwili osunęłam się na ziemię.


Justin’s POV
Wysiedliśmy z wozu i czekaliśmy na Jasona przed starym magazynem. Założyliśmy kaptury na głowę wiedząc, że i tak nie ochroni on nas zbytnio przed deszczem.
Po chwili dobiegł nas znajomy głos.
- No proszę. Harris, Parker, White i reszta…Ciebie Bieber się tutaj nie spodziewałem.
- Więc masz niespodziankę McCann. Jesteś sam? Podziwiam twoją odwagę.
- Och…zawsze chciałem usłyszeć takie słowa z twoich ust, ale…
- Ale co? – warknąłem.
- Wole słyszeć jak ta twoja dziwka krzyczy moje imię gdy ją pieprze.
- O czym ty kurwa mówisz?!
- Huh…spokojnie Bieber. Jeszcze jej nie tknąłem…a co do Ciebie Harris, twoja mała córka jest w magazynie. – chłopak wyjął ze swojej kieszeni detonator – Masz 2 minuty, aby ją uratować. Ciekawe czy będziesz miał tyle szczęścia co kiedyś Justin. – dokończył naciskając guzik, a James rzucił się na ratunek Britney – Jak się miewa Jazzy, co? – zwrócił się w moją stronę.
- Nie waż się wypowiadać jej imienia!
- Chciałbym mieć ją teraz przy sobie. Za miesiąc skończy 15 lat…chętnie bym ją przeleciał. – wyznał, a ja rzuciłem się na chłopaka.

Wszystko potoczyło się tak szybko. Zanim się zorientowałem postrzeliłem McCanna, który leżał martwy na ziemi, przed płonącym magazynem, a Harris z Britney na ramionach i resztą chłopaków wsiadali do auta. Odwróciłem się i zobaczyłem jakąś brunetką, która klęczała na ziemi.
~Oby to nie była Destiny. – pomyślałem – To nie może być ona.


Destiny’s POV
„Stałam na deszczu widząc jak ON morduje niewinną osobę. Co ona mu takiego zrobiła? Nie zapłaciła długu? Źle na niego spojrzała? Obraziła? Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak osoba, którą kocham potrafi zabić kogoś z zimną krwią. Przeczesałam mokre włosy upadając na kolana. Łkałam cicho, a słone łzy mieszały się z kroplami wody. Bałam się, że kiedyś sama mogę tak skończyć. Przez miłość do NIEGO.
Poczułam czyjeś silne dłonie na moich ramionach. Chłopak podniósł mnie z ziemi i złapał mój podbródek tak, że mogłam spojrzeć w jego czekoladowe tęczówki.
- Zapomnij o tym co widziałaś… - wyszeptał, a po chwili zbliżył się chcąc musnąć moje usta.
Odepchnęłam bruneta, a ten głośno westchnął.
- O co chodzi Destiny? – zapytał próbując złapać mnie za rękę.
- To koniec. – powiedziałam drżącym głosem nie wiedząc jak chłopak zareaguje na te słowa.”

- Destiny… - zaczął, ale ja zaczęłam się oddalać.
- Nie chce Cię znać. To koniec. – wyszeptałam i odeszłam do chłopaka chcąc znaleźć się od niego jak najdalej.


Justin’s POV
Wróciłem do samochodu i przeczesałem mokre włosy.
- Justin. – szepnęła mała Britney i usiadła mi na kolanach.
- Cześć księżniczko. – przytuliłem ją i spojrzałem na Jamesa.
- To koniec stary. Dess mnie widziała. Zerwała ze mną. – wyznałem czując jak do oczu napływają mi łzy.


Jason’s POV
- Jason! Wszystko w porządku? – uklęknęła przede mną blondynka dotykając mojego policzka.
- Tak, ten idiota Bieber trafił idealnie w kamizelkę. Zabierz mnie do domu i wróć do nich. Niech myślą, że naprawdę nie żyję. Trochę się zabawimy.


Od aut. Okay...może trochę pokręciłam, ale mam nadzieje, że jeśli przeczytaliście rozdział na spokojnie to wszystko ogarnęliście. ;) Jak myślicie, co wydarzy się dalej? Czy Justin dostanie drugą szansę od Destiny? Kim była tajemnicza blondynka, która "porwała" Dess i pomogła Jason'owi? I co będzie dalej? Dowiecie się w następnych rozdziałach. ;* Czekam na Wasze szczere komentarze. ♥
12.10.2014 o godz. 16:30
Destiny’s POV
- Tata?
- Tak skarbie. To ja. – odpowiedział po czym mocno objął mnie ramieniem.
Szybko odepchnęłam od siebie mężczyznę.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – wydarłam się.
- Destiny… - zaczęła moja matka, która pojawił się obok – idź do swojego pokoju.
- Ale…
- Idź! – krzyknęła – Muszę porozmawiać z…twoim ojcem.
Spojrzałam ostatni raz na wysokiego bruneta i weszłam schodami na górę.

Trzasnęłam drzwiami i chwyciłam za telefon. Szybko wybrałam numer do Justina, ale nie odbierał. Spróbowałam ponownie. Usłyszałam jednak znowu jego sekretarkę. Rzuciłam iPhonem o ścianę po czym usiadłam na łóżku. Cała gotowałam się w środku. Skąd on się w ogóle wziął? Po co przyszedł? Nagle przypomniał sobie o rodzinie? Nie mogłam siedzieć tutaj i nic nie robić. Wyszłam z pokoju zakradając się na dół. Musiałam wiedzieć o czym rozmawiają moi rodzice.


David’s POV
- Ładnie tutaj. – powiedziałem zajmując miejsce w salonie.
- Może wyjaśnisz mi co cię tutaj sprowadza. Od lat nie dawałeś znaku życia. – odezwała się blondynka, jej oczy napełniły się po chwili łzami.
- Nareszcie mogę wrócić. Nie cieszysz się?
- Z czego? Że mój mąż nagle po prawie 17 latach zainteresował się mną i swoją córką? Było nam lepiej bez ciebie!
- Nie mów tak! – przerwałem Marissie – Dobrze wiesz, że zrobiłem to aby was ochronić.
- Czemu? Co takiego się stało? – zapytała cicho łkając.
- Nie mogę powiedzieć, ale teraz wszystko jest dobrze. Nic już wam i mi nie grozi. Znowu możemy być rodziną. Prawdziwą rodziną. – wyznałem i przytuliłem do siebie kobietę, która mocno się we mnie wtuliła.
Nie mogłem powiedzieć jej prawdy. Bo niby co? To, że dorobiłem się wszystkiego dzięki jednej z najbardziej niebezpiecznych osób w tym mieście? Że nie spłaciłem swojego długu bo całkowicie o tym zapomniałem i po prostu uciekłem?? Ukryłem żonę i córkę, roztrwaniając wcześniej wszystkie pieniądze. Po 2 latach samotności zacząłem pracować w małej firmie. Dopiero teraz udało mi się zebrać całą kwotę jaką jestem winny Jamesowi. Wróciłem aby spłacić swój dług i naprawić moją rodzinę.
- Proszę porozmawiaj z Destiny. Nie chce aby tak się zachowywała.
- Dziwisz się jej?
- Oczywiście, że nie. Zasłużyłem sobie na to, ale…nie chce żyć z poczuciem, że moja własna córka i żona mnie nienawidzą.
- Dobrze. Pogadam z nią.
- Dziękuję. – pocałowałem czule Marissę w usta – I bardzo Cię przepraszam. Zresztą Destiny też. Może przyjdę jutro na kolację? Nie chce wam dziś przeszkadzać?
- Ok. Trzymaj się.
- Wy też. – odpowiedziałem i opuściłem mieszkanie.

Wsiadłem do mojego auta, odpaliłem silnik i odjechałem z piskiem. Doskonale wiedziałem gdzie jechać. Musiałem w końcu to skończyć.


Justin’s POV
- I co teraz robimy? – zapytałem biorąc łyka mojego piwa.
- Na pewno musimy odbić moją córkę. – odpowiedział James.
- Wstrzymajmy się z tym do jutra. – odezwał się Marco – Będziemy zbyt przewidywalni.
- On ma rację Harris. Może zajmijmy się tym całym David’em? – zaproponowałem.
- Jones nie jest zagrożeniem. Tylko wisi mi kasę. Jeśli wróci to tylko z pieniędzmi. Nie jest na tyle głupi, aby się narażać. – złapał się za kark i zacisnął mocno szczękę.
Widziałem, że nie jest mu łatwo. Nie gdy McCann ma Britney, ale odzyskamy ją. Nie zawiedziemy. Musi się udać.
Podniosłem się z miejsca, aby wyrzucić puszkę po piwie kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwórz Bieber. – powiedział James.
Zrobiłem co mi kazał. W progu zastałem wysokiego bruneta.
- Jest Harris? – zapytał.
- A ty to…
- David Jones. – odpowiedział, a moje serce na chwilę się zatrzymało.
- Wejdź. Jest w salonie. – szybko się odwróciłem, aby jakimś cudem nie mógł mnie rozpoznać przy kolejnym spotkaniu.
Cóż…nie sądziłem, że spotkam ojca mojej dziewczyny w taki sposób.
- Destiny. – szepnąłem i pobiegłem do mojego pokoju, w którym się zamknąłem.
Wyjąłem z kieszeni telefon, który okazał się rozładowany. Podłączyłem go do ładowania, po czym zobaczyłem dwa nieodebrane połączenia od Dess. Dlatego oddzwoniłem do niej.
- Tak? – odezwała się z lekką złością.
- Przepraszam kochanie, ale rozładował mi się telefon.
- Ok… - przeciągnęła, a ja wyczułem smutek w jej głosie.
- Coś się stało? – zapytałem siadając na łóżku.
- Mój…mój ojciec wrócił. – wyznała.
~Tak wiem. Właśnie go spotkałem. – przyszło mi na myśl.
- Aż…aż nie wiem co powiedzieć.
- Uwierz mi, że ja też. Zjawia się po tylu latach i myśli, że rzucę mu się na szyję?
- Skarbie…to nie jest rozmowa na telefon. – powiedziałem.
- Mam szlaban, przecież wiesz. Nigdzie nie wyjdę.
- Ty nie, ale ja tak. – rozłączyłem się i odłożyłem telefon na szafkę, z której wyjąłem paczkę papierosów i zapalniczkę.
Wyszedłem na balkon po czym zapaliłem jednego. Oparłem ręce o barierkę i zaciągnąłem się szarym dymem. Kilka minut później zarzuciłem na sobie czarną skórzaną kurtkę i ruszyłem pieszo do domu Destiny.


Destiny’s POV
- Idiota. – szepnęłam odkładając telefon na szafkę.
Położyłam się na łóżku i wzięłam głęboki oddech.
- Możemy porozmawiać? - zapytała moja mama wchodząc do pokoju, a ja pokiwałam tylko głową.
Usiadła obok i chwyciła moją rękę.
- Posłuchaj…wiem, że powrót twojego ojca Cię zaskoczył. Mnie też. Miał wiele problemów dlatego nas zostawił, ale tak naprawdę zawsze był z nami…
- Mamo – chciałam jej przerwać, niestety kobieta nie chciała dopuścić mnie do słowa.
- Tata mocno Cię kocha i przeprasza. Wrócił bo skończyły się jego problemy. Proszę…daj mu szansę.
- Przemyślę to. – odpowiedziałam, choć nie byłam pewna tego czy dobrze robię.
- David przyjdzie jutro na kolację. – poinformowała mnie – Dobranoc kochanie.
- Dobranoc. – odparłam patrząc jak blondynka wychodzi z mojego pokoju.

Poszłam do łazienki i zmyłam mój makijaż. Przebrałam się w piżamę po czym otuliłam fioletowym kocykiem i wyszłam na balkon. Spojrzałam w dół, a mój wzrok przykuł wysoki chłopak. Tak jak sądziłam był to Justin. Pomachał mi i zaczął wspinać się po specjalnej kracie, a po chwili znalazł się obok mnie.
- Cześć. – powiedział i namiętnie mnie pocałował.
- Cześć. – wyszeptałam kiedy oderwaliśmy się od siebie – Chodź do środka. Jest zimno. – pociągnęłam bruneta za rękę.
Ułożyłam się na łóżku i przykryłam miękką pościelą. Justin zamknął drzwi od balkonu po czym zdjął kilka swoich rzeczy i położył się obok mnie.
- Jak tam sprawy między Tobą i…
- I moim ojcem? – przerwałam Bieberowi – Ma przyjść jutro na kolację, a ja mam dać mu szansę. Tego chce moja matka.
- Zgadzam się z nią.
- Ale…
- Nie ma żadnego ale. Każdy popełnia błędy, ale każdy zasługuje na wybaczenie. – powiedział obejmując mnie w tali.
- Masz rację. – odparłam i cicho ziewnęłam.
- Chodź spać księżniczko. – wtuliłam się w tors chłopaka po czym oboje udaliśmy się do krainy Morfeusza.


Justin’s POV
Przebudziłem się koło 3 nad ranem. Obol mnie leżała śliczna brunetka, która przytulała się do mojego torsu. Powoli się podniosłem, uważają aby nie obudzić Destiny. Przykryłem dziewczynę kołdrą i wyjąłem z mojej kurtki paczkę papierosów razem z zapalniczką. Wyszedłem na balkon po czym zapaliłem jednego i zaciągnąłem się szarym dymem. Nie paliłem już tak często jak kiedyś, ale w tej sytuacji musiałem to zrobić. Oparłem łokcie na barierce i zacząłem o wszystkim myśleć. Zakochuje się w pięknej dziewczynie, którą powinienem zabić. Do tego pojawia się jej ojciec. Jason porywa córkę szefa mojego gangu, a do tego chce pozbyć się mnie i Dess. Tego wszystkiego jest za dużo.
~Wszystko byłoby prostsze gdybyś nie kochał tej suki. – mruknęła moja podświadomość.
Niestety…to prawda. Ale nie mogę jej zostawić. Muszę zapewnić Destiny bezpieczeństwo, poza tym kocham ja. Bardzo kocham. Jedyne wyjście to trzymać dziewczynę z daleka od tego całego biznesu. Dopaliłem papierosa i wyrzuciłem go na trawę. Przeczesałem włosy biorąc głęboki oddech, pozwalając aby zimne powietrze wypełniło moje płuca.
Nagle poczułem czyjeś drobne ramiona oplatające mnie od tyłu. Dziewczyna przyłożyła policzek do moich nagich pleców i cicho ziewnęła.
- Czemu nie śpisz? – wyszeptała.
- Musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Wracaj do łózka. – przejechała ręką po moim torsie.
- A co? Stęskniłaś się za mną? – odwróciłem się w stronę brunetki.
- Tak troszeczkę. – odpowiedziała delikatnie się rumieniąc.
- Więc chodź. – wziąłem Dess za rękę i zaprowadziłem do łóżka.
Położyłem się, a dziewczyna usiadła na mnie po czym złożyła czuły pocałunek na moich ustach.
- Co pani robi panno Jones?
- Całuje mojego chłopaka. – posłała mi swój cudowny uśmiech.
Przewróciłem Destiny tak, że leżała pode mną na co lekko jęknęła, gdy nasze biodra się zetknęły.
- Kocham Cię. Tak cholernie mocno Cię kocham. Jesteś moim aniołem, całym moim światek, a nawet wszechświatem. Jesteś moim każdym oddechem. Każdym biciem mojego serca. Jesteś najważniejszą częścią mnie. – wyznałem, a po policzku brunetki spłynęła łza, którą szybko otarła.
- To chyba najpiękniejsze słowa jakie od Ciebie usłyszałam. Dziękuję za nie. Też bardzo Cię kocham. – wyszeptała, a ja namiętnie wpiłem się w jej usta.


Destiny’s POV
Poczułam jak ktoś delikatnie zakłada kosmyk moich włosów za ucho, a po chwili gładzi po policzku. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętego Justina.
- Dzień dobry księżniczko. – wyszeptał dając mi soczystego buziaka.
- Dzień dobry, która godzina? – zapytałam.
- Dochodzi ósma, a co?
- Nic. Zejdę do kuchni i przyniosę nam coś, ok?
- Jasne. – odpowiedział przeciągając się na łóżku.


Zeszłam na dół, na szczęście mama jeszcze spała i spokojnie mogłam coś przygotować. Wyjęłam z lodówki kilka produktów i zabrałam się za przyrządzanie kanapek. Położyłam wszystkie na jeden talerz i zrobiłam ciepłą herbatę. Kiedy skończyłam, zaniosłam wszystko do pokoju. Justin nadal leżał na łóżku, a w ręku trzymał ramkę ze zdjęciem.
- Ślicznie tutaj wyszłaś. – odezwał się odkładając rzecz na miejsce.
- Miałam wtedy jakieś 6 lat.
- Och…taka mała Destiny, którą nadal jesteś. – zaśmiał się.
- Wcale nie! – odpowiedziałam krzyżując ręce na piersiach.
- Ależ tak, tylko piękniejsza. – wyszeptał podnosząc się z łóżka – A teraz musimy być ciszej aby nie obudzić twojej mamy. – złapał mnie za biodra i przyciągnął bliżej siebie.
Przesunął dłonie wzdłuż mojego kręgosłupa, unosząc moją koszulkę, pod którą nic nie miałam. Pociągnął delikatnie za gumkę moich czarnych majtek, a na usta wkradł mu się zadziorny uśmiech.
- Bardzo podoba mi się twoja piżamka. – szepnął do mojego ucha przygryzając jego płatek.
- Zachowuj się Bieber. – odepchnęłam chłopaka od siebie, powstrzymując śmiech.
- Mmm…grasz niedostępną tak samo jak kiedyś. Podoba mi się to. – mrugnął siadając przy stole.


Justin’s POV
- Dzięki za śniadanie. Było pyszne. – odezwałem się całując dziewczynę w policzek.
- Nie ma za co i cieszę się, że Ci smakowało. – odpowiedziała posyłając mi swój ciepły uśmiech.
- Mogę wpaść wieczorem? – zapytałem biorąc ostatni łyk mojej herbaty.
- Tata ma przyjść wtedy na kolację, a wolałabym abyś go jeszcze nie poznawał.
~Za późno kotku. – szepnęła moja podświadomość.
- No tak, teraz mi się przypomniało. Będzie dobrze, zobaczysz. – wziąłem dziewczynę na kolana, a ona wtuliła się w mój nagi tors.
- Kocham Cię. – wyszeptała spoglądając w moje oczy.
- Ja Ciebie też. –odpowiedziałem czule całując brunetkę, która po chwili wstała gdy zaczął dzwonić mój telefon – Halo?
- Bieber, gdzie Ty jesteś? – odezwał się Marco.
- W domu u Destiny, a co?
- Wracaj do nas. Sprawy trochę się skomplikowały.
- Ok. Będę za 15 minut. – rozłączyłem się i schowałem iPhona do kieszeni spodni.
- Już idziesz? – zapytała Dess robiąc smutną minkę.
- Tak, muszę coś załatwić.
- Eh, no dobrze. – westchnęła.
Po jej minie było widać, że nie jest z tego powodu zadowolona. Założyłem moją koszulkę, na którą zarzuciłem kurtkę. Podszedłem do dziewczyny i namiętnie ją pocałowałem po czym wyszedłem z jej domu przez balkon. Kiedy byłem już na zewnątrz, odwróciłem się i pomachałem dziewczynie, a następnie skierowałem się w stronę domu chłopaków.


- Co jest? – zapytałem wchodząc do salonu, w którym wszyscy siedzieli.
Nawet Emma, dziewczyna Marco była obecna. Trzyma się z daleka od całego biznesu, ale jest nam potrzebna, dlatego tutaj mieszka. Choć czasem narzeka, że jest jedyną dziewczyną w tym domu.
- Dostaliśmy list od Jasona. – odezwał się James.
- I oto całe halo? – usiadłem na sofie biorąc ze stołu jeszcze nie otwartą puszkę piwa.
- Chce pieniędzy za moją córkę…i jej Justin. On chce Destiny.


Od aut. Cześć. ;* Przepraszam Was, że dodaje rozdział tak późno, ale po prostu zaczęła się szkoła. Pierwsze kartkówki, odpowiedzi i w ogóle. Zależy mi na dobrych ocenach dlatego w tygodniu nie mam czasu na bloga. Znowu w weekend miałam w rodzinie chrzciny, a ostatnio zachorowałam i nie miałam siły aby cokolwiek dodać.
Stwierdziłam, że rozdziały będę dodawała co 2 tygodnie, zawsze w weekend. :)
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i że rozdział Wam się spodobał, a ja czekam na Wasze szczere opinie. ♥
28.09.2014 o godz. 14:49
Destiny’s POV
Bieber otworzył przede mną drzwi do swojego czarnego mercedesa. Zajęłam miejsce po stronie pasażera, brunet usiadł obok, za kierownicą.
- Gdzie mnie zabierasz? – zapytałam bawiąc się kosmykiem włosów, przygryzając lekko dolną wargę.
- Do klubu kochanie. – opowiedział opierając rękę za moim zagłówkiem.
- Zapomniałam Ci powiedzieć jednej rzeczy.
- Jakiej? – spojrzał na mnie swoim hipnotyzującymi, czekoladowymi tęczówkami.
- Nie tylko ja idealnie dziś wyglądam. – nachyliłam się nad chłopakiem, po czym musnęłam jego usta.
- Hmmm…to miał być komplement?
- Tak. – pogłębiłam pocałunek siadając chwilę później na kolanach Justina.
Zsunęłam czarną marynarkę z ramion Biebera i przyssałam się do jego szyi. Ssałam ją w jednym miejscu czując jak brunetowi przyśpiesza oddech. Nadal staliśmy pod moim domem więc mogłam pozwolić sobie na drobne pieszczoty. Chłopak dotknął moich pleców, wsuwając swój język do moich ust.
- Jesteś taki seksowny. – wymruczałam.
- Ty bardziej. – brunet ścisnął moje pośladki i mocniej wpił się w moje usta.
Nasze języki cały czas walczyły o dominację. Bieber jęknął gdy przygryzłam jego malinową wargę. Co bardzo mi się spodobało.
- Chcesz jechać do tego klubu? Bo jeśli nie przestaniemy nie będę mógł się później powstrzymać. – zapytał kiedy zrobiliśmy sobie przerwę ponieważ obojgu nam zabrakło tchu.
- Ok. Jedźmy. – odpowiedziałam uśmiechając się figlarnie i wróciłam na moje miejsce.


- Mogę zostawić marynarkę w Twoim samochodzie? – zapytałam zdejmując odzienie gdy byliśmy już na miejscu.
- Jasne skarbie. – odpowiedział Bieber kładąc ją z tyłu auta.
Justin objął mnie mocno w talii po czym oboje pewnym krokiem weszliśmy do klubu. Od razu poczułam mocny zapach alkoholu i marihuany. Wielki bar z muszę przyznać całkiem przystojnymi barmanami. Naprzeciwko znajdowało się kilka dużych białych sof. Mój wzrok przykuło kilka pół nagich striptizerek wykonujących na rurze swoje erotyczne tańce. Na pewno były niezłą rozrywką dla napalonych kolesi.
- One nie wyglądają nawet w połowie tak dobrze jak Ty. – brunet wyszeptał mi do ucha, a na moje usta od razu wkradł się zadziorny uśmiech. – Chcesz się czegoś napić? – zapytał.
- Jasne.
Bieber pociągnął mnie za rękę i zaprowadził na jedną z kanap.
- Zaraz wrócę. – powiedział i zniknął w tłumie tańczących ludzi. Zanim się obejrzałam chłopak wrócił z drinkiem, którego mi podał.
- Czyżby „Sex on the beach”? - zapytałam upijając łyka - Ten sam, który piliśmy we Włoszech?
- Widzę, że masz świetną pamięć kochanie. – odpowiedział, a kąciki jego ust wygięły się w lekkim uśmiechu.
Usiadł obok i objął mnie ramieniem.
- Nic nie pijesz?
Biebs zareagował na moje pytanie śmiechem.
- Przecież prowadzę głuptasie. Nie mogę Cię na nic narażać. – pocałował mnie w policzek, a ja pociągnęłam kolejnego łyka procentowego napoju.


Justin’s POV
Kiedy Destiny skończyła pić swojego drinka zabrałem ją na parkiet. Zawsze uważałem Jones za porządną dziewczynę dlatego jej dzisiejszy strój lekko mnie zdziwił. Tak samo jak to, że zaczęła tańczyć bardzo seksownie prawie cały czas się o mnie ocierając. Byłem pewny, że trunek pomógł brunetce się rozkręcić, ale to mi w ogóle nie przeszkadzało.
Złapałem od tyłu dziewczynę za biodra, a ona położyła mi głowę na ramieniu. Byliśmy tak blisko siebie, że nie weszła by między nas nawet jedna kartka. Odwróciłem Dess przodem do siebie i zacząłem namiętnie całować. Kochałem ją. Byłem tego pewny. Kiedy tylko pomyślałem o tym, że ten chuj Jason chciał położyć na niej swoje brudne łapska miałem ochotę władować kulkę w ten jego pusty łeb.
Destiny odsunęła się lekko ode mnie i dotknęła mojego policzka.
- Pójdę na chwilę do łazienki. – powiedziała i ruszyła w stronę drzwi, a ja usiadłem na kanapie chcąc tam poczekać na moją dziewczynę.


Destiny’s POV
~O matko. – pomyślałam gdy zobaczyłam w lustrze swoje odbicie.
Wyjęłam z torebki grzebień i lekko rozczesałam włosy. Poprawiłam makijaż i użyłam moich ulubionych perfum, które zawsze przy sobie noszę.
Kiedy opuściłam pomieszczenie ruszyłam do baru. Chęć napicia się kolejnego drinka nie opuszczała mnie nawet na krok od momentu gdy zaczęłam tańczyć z Justinem.
Usiadłam na jednym z wysokich krzeseł i zamówiłam wódkę, ale nie skończyło się to na jednym kieliszku…


Justin’s POV
Wyjąłem z kieszeni mojego iPhona sprawdzając godzinę. Wiedziałem, że dziewczyny spędzają dużo czasu w łazience, ale aby 15 minut? To już przesada!
Podniosłem się z kanapy i ruszyłem w stronę wyjścia, przy którym znajdowały się toalety. Przechodząc obok baru dostrzegłem szczupłą brunetkę. Kiedy przyjrzałem się dziewczynie, zorientowałem się, że to moja Dess. Szybko przepchnąłem się między śliniącymi się na jej widok chłopakami.
- Czeeeść kochanie. – powiedziała gdy tylko mnie zobaczyła.
- Zejdź stąd Destiny! – odezwałem się zaciskając pięści.
Jones od razu mnie posłuchała i zeszła z baru, a ja wziąłem ją na ręce.
~Nie sądziłem, że pójdzie mi tak łatwo.
- Ile wypiłaś? – zapytałem, opierając brunetkę o maskę mojego samochodu, kiedy opuściliśmy budynek.
- Tylko troszeczkę. – odpowiedziała z wielkim uśmiechem na ustach.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. – wsadziłem brunetkę do auta po czym oboje odjechaliśmy spod klubu. – Zawiozę Cię do mnie, ok? – spojrzałem w stronę Destiny, która tylko przytaknęła głową.

W tej chwili cieszyłem się, że oprócz domu, w którym mieszka cały gang miałem drugie mieszkanie. Tylko dla siebie.
Byłem na siebie trochę wkurzony, że dopuściłem do tego, że moja dziewczyna się upiła, ale nie mogę cofnąć czasu. Zacisnąłem ręce na kierownicy i ponownie spojrzałem w stronę Jones, która słodko spała na miejscu obok. Delikatny uśmiech wkradł się na moje usta.
Zatrzymałem auto na światłach i okryłem Dess marynarką, aby było jej cieplej.

Po niecałych 20 minutach drogi byliśmy na miejscu. Zaparkowałem przed domem i wziąłem brunetkę na ręce. Trochę trudno było mi otworzyć drzwi trzymając w międzyczasie Destiny, ale dałem radę.
Ułożyłem dziewczynę, na łóżku zdejmując wcześniej wysokie buty z jej nóg. Przykryłem ją kołdrą po czym wziąłem szybki prysznic. Przebrałem się w spodnie od dresu oraz luźną koszulkę i położyłem się obok mojej królewny, która od razu wtuliła się w mój tors.


Destiny’s POV
- Dzień dobry księżniczko. – usłyszałam z samego rana.
Odwróciłam się widząc nade mną uśmiechniętego Justina.
- Dzień dobry. – szepnęłam, a brunet musnął delikatnie moje usta na powitanie – Czy Ciebie tez tak mocno boli głowa? – zapytałam łapiąc się za skroń.
- Nie bo nie piłem. – zadziornie się uśmiechnął i zmierzwił moje włosy – Tutaj jest łazienka – wskazał na białe drzwi – poszukaj sobie jakiś ubrań, będę czekał na dole. – wstał z miejsca i zanim się zorientowałam zostałam sama.

Byłam bardzo ciekawa jak mieszka Justin. Łóżko z czerwoną, satynową pościelą znajdowało się na środku pomieszczenia. Ściany w beżowym kolorze idealnie pasowały do drewnianych mebli. Podniosłam się z miejsca i podeszłam do szafy, w której znalazłam białą koszulkę Biebera. Miała ładny dekolt w serek, a na dodatek zakrywała trochę moje pośladki. Zabrałam ubranie ze sobą i zamknęłam się w łazience. Wzięłam szybki prysznic po czym ubrałam się w moją bieliznę i bluzkę Jussa. Rozczesałam mokre włosy, które opadały mi na ramiona. Wyjęłam z torebki kosmetyki i zrobiłam sobie delikatny makijaż po czym zeszłam na dół.
- Jak Ci idzie? – zapytałam opierając się o framugę drzwi.
- Już prawie gotowe. – odpowiedział biorąc do ręki syrop klonowy.
Zajęłam miejsce przy stole przyglądając się chłopakowi. Był idealny. Jego mięśnie. Jego ciało. Jego uśmiech. Jego oczy. Jego włosy. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki jak on zwrócił na mnie uwagę.
- Gotowe. – odezwał się Justin stawiając przede mną talerz z równo wysmażonymi naleśnikami.
- Dziękuję. – wyszeptałam i cmoknęłam bruneta w policzek.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować.
Posłałam Biebsowi delikatny uśmiech i zabrałam się za jedzenie mojego śniadanka. Nie spodziewałam się, że okaże się ono, aż tak dobre. Widać mój chłopak ma ukryty talent. Ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczy.

- Dobra – zaczęłam wstając od stołu – ty gotowałeś, dlatego ja teraz pozmywam.
- Nie musisz Destiny. Sam to zrobię. – Juss chwycił mój nadgarstek, gdy zabrałam jego talerz.
- Nie będę się powtarzała i…to były najlepsze naleśniki w moim życiu.
- Ok, niech Ci będzie. Dziękuję skarbie. – odpowiedział po czym wyszedł z pokoju.
Kątem oka widziałam jak siada na sofie przed telewizorem.
- Nawet mi nie potowarzyszysz?
- Chwilka kochanie. – włączył MTV i wrócił do kuchni.
Włożyłam naczynia do miski z wodą kiedy poczułam jak chłopak obejmuje mnie od tyłu, a swoją głowę oparł o moje ramię.
- Nie dasz mi się skupić, prawda?
- Chciałaś mojego towarzystwa więc teraz je masz. – wyszeptał mi do ucha, a po moim ciele przebiegł dreszcz – Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak seksownie wyglądasz w mojej koszulce. – wzmocnił swój uścisk, a usta przycisnął do mojej szyi, zostawiając na niej mokry pocałunek.
- To łaskocze Bieber. – zachichotałam odwracając się w stronę bruneta.
- Ale Ci się to podoba Jones. – wychrypiał po czym namiętnie mnie pocałował.
Oplotłam ręce wokół jego karku i zanim się zorientowałam siedziałam na kuchennym blacie, a Justin stał między moimi nogami.


Justin’s POV
Przygryzłem wargę brunetki, a ta cicho jęknęła. Przycisnąłem jej ciało mocniej do mojego. Dess wsunęła rękę w moje włosy i pociągnęła lekko za ich końce. Odsunąłem się trochę od dziewczyny aby zdjąć z siebie koszulkę. Destiny dotknęła mojego torsu, a moje usta wygięły się w zadziorny uśmiech. Wziąłem brunetkę na ręce i położyłem na sofie w salonie. Wpiłem się namiętnie w jej wargi kiedy zadzwonił telefon.
- Kurwa. – wychrypiałem między pocałunkami.
- Odbierz. Może to coś ważnego. – odezwała się Dess odpychając mnie od siebie.
Szybko cmoknąłem ją w usta po czym odebrałem połączenie.
- Tak?
- Siema Bieber. – usłyszałem dobrze znany mi głos Johna.
- Siema. – odpowiedziałem biorąc dziewczynę na kolana.
- Musisz do nas przyjechać. Mamy mały problem. Chodzi o Harrisa i McCanna.
- Będę za godzinę. – rozłączyłem się i odłożyłem telefon na ławę.
- Wszystko w porządku? – zapytała Jones.
- Tak kochanie. Muszę tylko coś załatwić.
- Ok… - przeciągnęła robiąc smutną minkę.
- Kocham Cię. – wyszeptałem, a Destiny lekko się uśmiechnęła.
- Ja Ciebie tez. – odpowiedziała, po czym poszliśmy oboje na górę, aby się przebrać.


- Przyjadę wieczorem. – odezwałem się parkując przed domem brunetki, która pocałowała mnie na pożegnanie.
Wyszła z samochodu i ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Poczekałem aż wejdzie do środka i dopiero wtedy odpaliłem silnik. Przez całą drogę myślałem o telefonie od Johna. Byłem ciekawy co takiego się stało, że mnie potrzebują. Ale…bądźmy szczerzy. Nie dziwię im się bo jestem najlepszy z nich wszystkich.

Zanim się obejrzałem byłem na miejscu. Wysiadłem z lamborghini i wszedłem do środka mieszkania.
- Cześć. – rzuciłem zamykając za sobą drzwi – Więc co jest grane? – zapytałem siadając na kanapie obok Marco.
- McCann żąda okupu za Britney. – odezwał się James, odwracając w moją stronę.
- Dlatego tak oberwałeś? – prychnąłem nie mogąc opanować śmiechu gdy zobaczyłem podbite oko u Harrisa.
- Stul pysk Bieber! – warknął mężczyzna.
- Ej, ej, ej…odbijemy ją stary. Możemy to zrobić nawet dzisiaj. – podniosłem się z miejsca.
- Chodzi o coś jeszcze… - zaczął John.
- A mianowicie?
- Ktoś postanowił wrócić do miasta…


Destiny’s POV
- Hej! – zawołałam zdejmują buty, a po chwili przede mną ukazała się moja rodzicielka.
- Gdzie byłaś tak długo?! Wiesz jak się o Ciebie martwiłam?! Nie odbierałaś telefonu i nie wysłałaś ani jednego sms ‘a!
- Przepraszam mamo. Poszłam z Justinem na imprezę. Bawiliśmy się do późna i… - zatrzymałam się bojąc wyznać co było dalej.
- I… - zaczęła – Dokończ proszę.
- Byłam u Justina na noc, ok? Rano zjedliśmy śniadanie i teraz mnie odwiózł. Wybacz, że nie pisałam, ale rozładował mi się telefon.
- Mam nadzieję, że między Tobą, a nim…
- Do niczego nie doszło. – przerwałam blondynce.
- Dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że masz szlaban! Wybacz Dess, jakaś kara musi być, abyś nie postąpiła tak ponownie.
- Rozumiem. – odpowiedziałam, po czym poszłam na górę do swojego pokoju.
Mimo kilku godzin snu byłam bardzo zmęczona. Zostawiłam rzeczy na fotelu, a sama położyłam się do łóżka. Po chwili zasnęłam.

Nie mogłam długo cieszyć się snem. Dwie godziny później obudził mnie mój telefon. Wzięłam go do ręki widząc nową wiadomość.


Od: Justin
Wybacz, ale nie przyjadę dzisiaj. Wyskoczyło mi coś ważnego. Spotkamy się jutro. Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam.


Poczułam w moim sercu ukłucie. Byłam cholernie ciekawa co się takiego stało, że Bieber zrezygnował ze spotkania.
~ A co jeśli on mnie zdradza? – pomyślałam ~ Nie, to niemożliwe. Justin nie mógłby zrobić mi czegoś takiego. Przecież mnie kocha.
Odepchnęłam od siebie wszystkie negatywne myśli i wystukałam szybką odpowiedź.


Do: Justin
Dostałam szlaban. Nie wiem kiedy się zobaczymy.


Minutę później mój iPhone zawibrował ponownie.


Od: Justin
Coś wymyślę kochanie. Kocham Cię. :*


Odczytałam wiadomość po czym odłożyłam telefon na szafkę nocną. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w luźne ciuchy. Zeszłam na dół widząc jak moja rodzicielka krząta się w kuchni.
- Zjesz ze mną? – zapytała odwracając się w moją stronę.
- Jasne. Pomóc Ci? – zaproponowałam kiedy dobiegł nas dzwonek do drzwi.
- Sprawdź kto to. – odpowiedziała blondynka.
Weszłam do przedpokoju i nacisnęłam na klamkę. W progu zastałam wysokiego mężczyznę koło czterdziestki.
- Mój Boże. – odezwał się po chwili – To Ty Destiny?
Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam w totalnym szoku. Przecież to nie może być prawda.
- Tata?


Od aut. Cześć kochani. ;* Wybaczcie, że tak długo czekaliście na rozdział, ale miałam dość zabiegany tydzień, nowa szkoła, testy diagnostyczne i w końcu znalazłam chwilkę, aby dodać 17 rozdział. :)
Jak się Wam podoba? Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze, które bardzo mnie motywują do dalszego pisania. ♥ Z góry za nie dziękuję i przepraszam jeszcze raz. <3
14.09.2014 o godz. 11:17
Destiny’s POV
Ciepłe promienie słońca musnęły moje policzki. Zmrużyłam oczy odwracając się w drugą stronę. Wyciągnęłam się na łóżku łapiąc głęboki oddech. Poczułam obok siebie czyjeś ciało. Zerwałam się na równe nogi nie mogąc uwierzyć w to co widzę.
- Nie sądziłem, że mój widok, aż tak może Cię przestraszyć. – zaśmiał się brunet podnosząc ze miejsca.
- Nie codziennie budzisz się przy swoim chłopaku. – odpowiedziałam zagryzając dolną wargę.
- To źle? – zapytał podchodząc do mnie bliżej.
Złapał moje biodra i przyciągnął do siebie tak, że wpadłam na jego tors.
- Skąd się tutaj wziąłeś?
- Mam swoje sposoby kochanie. – posłał mi zadziorny uśmiech – Ubierz się, czekam na dole. – cmoknął mnie w policzek i zostawił samą w pokoju.


Kiedy tylko zamknął za sobą drzwi zaczęłam skakać ze szczęścia. W końcu poczułam się kochana. Poczułam, że komuś na mnie zależy. Włączyłam radio gdzie leciała jedna z moich ulubionych piosenek. Weszłam do łazienki zdejmując piżamę, którą miałam na sobie. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż, a włosy związałam w luźnego koka. Owinięta ręcznikiem wybrałam zestaw, w który szybko się przebrałam.

Zeszłam po schodach widząc w kuchni moją mamę i Justina, którzy siedzą przy stole popijając poranną kawę.
- O widzę, że moja królewna już wstała. – odezwała się blondynka podając mi kubek z ciepłym napojem.
- Mówiłem Ci Marisso, że tak będzie gdy tylko mnie zobaczy.
- Sposób nie było się jego przestraszyć. – zajęłam miejsce obok, spoglądając na chłopaka.
- Kpisz sobie ze mnie, tak?
- Być może. – odpowiedziałam, tłumiąc śmiech gdy twarz Justina zaczęła robić się czerwona.
- Destiny! – skarciła mnie rodzicielka.
- Ale taka prawda. Spójrz tylko jak on wygląda. – prychnęłam z uśmiechem na ustach chcą dopiec trochę Bieberowi.
- Dość tego! – warknęła kobieta. – Justin bardzo Cię za nią przepraszam.
- Nic nie szkodzi. – odezwał się brunet próbując uspokoić swój oddech, widziałam, że trochę go zdenerwowałam - Zobaczymy się wieczorem kochanie. – przeniósł wzrok na mnie, pożegnał się ze mną i moją mamą po czym wyszedł z mieszkania.
- Co Ty sobie wyobrażasz?!
- Ja? Przecież tylko żartowałam.
- Idź lepiej na zakupy. – podała mi listę – To będzie Twoja kara. Jak wrócisz zobaczę co dalej z Tobą zrobić. – powiedziała i usiadła na sofie w salonie.


Justin’s POV
Co ta mała kurwa sobie wyobraża?! Może i ją kocham, ale nikt nie będzie kpił z tego jak wyglądam. Ledwo powstrzymywałem się przy jej matce. Gdyby nie ona inaczej wszystko by się potoczyło. Z jednej strony nie chcę aby Destiny poznała takiego mnie, ale pewnego dnia to się stanie. Byłem tego doskonale pewny.
Zapaliłem papierosa i oparłem się o moje białe lamborghini. Miałem wiele aut, ale to lubiłem najbardziej. Wciągałem szary dym kiedy ktoś otworzył drzwi od domu Jones, a z niego wyszła moja dziewczyna. Nie zwróciła na mnie uwagi nawet kiedy przechodziła obok. Szybko chwyciłem brunetkę za nadgarstek i przycisnąłem do samochodu. Niestety krew nadal wrzała w moich żyłach.
- Chciałabyś mi coś powiedzieć? – syknąłem zaciągając się dymem kolejny raz.
- Tak. – odpowiedziała Dess – Palenie szkodzi zdrowiu. – wzięła do ręki papierosa, którego trzymałem między dwoma palcami i rzuciła go na ziemię.
- Posłuchaj! – warknąłem nie panując nad sobą – Dobrze wiesz, że nie jestem typem chłopaka, który jest cholernie miły i poświęca się tylko swojej lasce. We Włoszech czasem miałaś okazję zobaczyć jaki naprawdę jestem. Chcesz abym był taki cały czas, co?! – krzyknąłem, a Destiny patrzyła na mnie pustym wzrokiem.
- Justin – zarzuciła dłonie na mój kark – wszystko jest już dobrze, przepraszam. – stanęła na palcach delikatnie muskając moje wargi.
Zjechałem rękoma na jej biodra i pogłębiłem pocałunek.
- Jak Ty to robisz? – wyszeptałem.
- Sama nie wiem. Ale zapamiętaj jedno – odepchnęła mnie od siebie – to, że Ty potrafisz zgrywać niegrzecznego chłopca, a może nawet nim jesteś, nie znaczy, że ja tak nie umiem. – zadziornie się uśmiechnęła ukazując swoje białe zęby, a ja oblizałem wargi, krzyżując ręce.
- Do zobaczenia wieczorem. – pocałowałem ją w policzek i wsiadłem do swojego lamborghini po czym odjechałem z piskiem opon widząc we wstecznym lusterku jak Dess mi macha.


Destiny’s POV
Trzymałam w ręku torby z zakupami myśląc cały czas o Justinie, a raczej o zajściu między nami, które miało miejsce chwilę temu. W mojej głowie miałam trochę wątpliwości co do tego wszystkiego. Kochałam go, ale znałam od niecałego miesiąca. Czy po tak krótkim czasie można się już zakochać? Chyba tak…skoro, za każdym razem gdy go widzę mam motylki w brzuchu. Nie umiem bez niego żyć. Nie spodziewałam się, że zachowa się aż tak agresywnie po tym jak z niego żartowałam, ale przecież sama go sprowokowałam. Muszę z nim szczerze porozmawiać, ale na pewno nie dziś.


- Już jestem! – zawołałam kiedy weszłam do domu.
- Świetnie! – odezwała się moja mama z salonu – Jeśli możesz to przygotuj dla nas obiad, co Ty na to?
- Jasne tylko, że jest po 13, a muszę się wyszykować bo…
- Tak, tak, tak. Wiem czemu. Im szybciej zaczniesz tym szybciej skończysz. Na pewno ugotujesz coś pysznego. – stwierdziła blondynka po czym zmieniła kanał telewizyjny.
Nie miałam innego wyjścia. Weszłam do kuchni i schowałam kupione produkty do szafek.
W kieszeni spodni zawibrował mój telefon. Wyjęłam go po czym odblokowałam widząc nową wiadomość.


Od: Justin
Załóż coś seksownego. Przyjadę po Ciebie o 21. ;*


Uśmiech mimowolnie wkradł się na moje usta, szybko odpisałam chłopakowi i zaczęłam myśleć nad daniem, które mogłabym przygotować.


Justin’s POV
Zaparkowałem pod domem mojego gangu. Wyjąłem telefon czytając nowego sms.


Od: Destiny
O mnie się nie martw. To Ty powinieneś postarać się wyglądać lepiej niż rano. :P Do zobaczenia. ;*


Tym razem cicho się zaśmiałem. To w jaki sposób jedna dziewczyna potrafiła mnie zmienić było nie do opisania. Cóż…nie jest to coś wielkiego, ale jestem jej za to wdzięczny, choć na pewno nie przestanę być taki jaki jestem.


Wszedłem do środka mieszkania bez pukania. Wszyscy siedzieli przed telewizorem i zajadali pizzę.
- Zostawiliście chociaż coś dla mnie? – zapytałem siadając obok Marco.
- Siema Bieber. – przywitał się ze mną blondyn i reszta – Jasne, bierz. – otworzył przede mną drugie pudełko.
- Wszystko już sobie wyjaśniliście?
- Raczej tak…Harris nie postąpił zbyt mądrze, ale chodzi o jego córkę, dlatego spanikował. Choć nigdy bym się po nim tego nie spodziewał.
- Ja też. Poradzimy sobie z McCann’em. Tak jak z innymi.


Poprawiłem swoją fryzurę i spryskałem grzywkę delikatnie lakierem. Zarzuciłem na plecy czarną marynarkę. Biała koszulka z wycięciem odsłaniała kawałek moich dwóch tatuaży, które miałem pod obojczykiem. Użyłem moich ulubionych perfum. Założyłem na nogi czarne supry i zszedłem na dół.
- Wychodzę! – odezwałem się i poszedłem do garażu.
Przede mną stało pięć dobrych aut. W końcu wybrałem czarnego mercedesa. Wsiadłem za kółko i odpaliłem silnik. Zanim się obejrzałem wylądowałem pod domem mojej dziewczyny. Wysiadłem z samochodu i oparłem się o drzwi wozu. Chwilę później zobaczyłem Destiny wychodzącą ze swojego mieszkania.
- Tak będzie dobrze? – zapytała poprawiając swoją spódniczkę i marynarkę, która miała ochronić ją przed zimnem.
- Idealnie. – oblizałem wargi, objąłem brunetkę w pasie i wpiłem namiętnie w jej usta.


Od aut. Cześć kochani. ;* Tak jak zawsze liczę, że rozdział się Wam spodoba i liczę, że zostawicie po sobie szczere komentarze z opinią. ♥
Dziś rozpoczęcie. U mnie wypadło całkiem dobrze. Z jednej strony nie chce iść do szkoły, ale jestem tak wszystkiego ciekawa, że masakra. :P A jak u Was?
Czekam na waszą opinię co do rozdziału. ;*
01.09.2014 o godz. 20:23
Justin’s POV
Stałem przed lustrem i wycierałem krew z rozciętej wargi. Nadal nie mogłem uwierzyć, że dwóch moich najlepszych przyjaciół mogło zrobić mi coś takiego. Znaliśmy się od piaskownicy. Byliśmy jak bracia.


FLASHBACK
- Justin proszę załóż czapkę. – usłyszałem głos mojej rodzicielki.
Spojrzałem na nie za wysoką kobietę. Stała w przedpokoju w swojej szarej sukience, trzymając moje nakrycie głowy.
- Ale nie jest aż tak zimno mamo. – jęknąłem.
- Skarbie zrób to dla mnie. Tak bardzo Cię proszę.
- No dobrze. – naciągnąłem czapkę za uszy i spojrzałem na brunetkę.
Zarzuciła swój płaszcz i razem ze mną wyszła przed dom.
- Marco! John! – krzyknąłem widząc moich przyjaciół, którzy do mnie podbiegli.
Od razu rzuciliśmy się w wir zabawy. Śnieżki poszły w ruch i zanim się obejrzeliśmy wszyscy byliśmy pokryci białym puchem. Odwróciłem się widząc jak moja mama siedzi na ławeczce i płacze.
- Coś się stało? – zapytałem podchodząc bliżej.
- Nie kochanie. Wszystko w porządku. Zrobię wam zdjęcie. Tak ładnie się bawicie. Chodź. – wzięła mnie za rękę, ocierając jednocześnie swoje łzy. – Jesteście jak trójka muszkieterów. Zawsze razem, mimo wszystko. – powiedziała z uśmiechem na ustach.

FLASHBACK



- Trójka muszkieterów… - szepnąłem – Brakuje mi Ciebie mamo.

Wyrzuciłem brudne chusteczki i dokładnie umyłem ręce. Przebrałem się w czyste ubrania, po czym wyszedłem z mieszkania.
Miałem ochotę skopać tyłki tych gnoi. To nie był dobry pomysł, aby mi się postawić.
Odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę.


John’s POV
- No dalej kochanie. Dojdź dla mnie. – usłyszałem jęki z pokoju Marco.
- Ej Parker trochę ciszej! – uderzyłem w jego drzwi śmiejąc się pod nosem.
Zszedłem na dół do salonu gdzie siedziała reszta gangu. Zająłem miejsce w jednym fotelu i chwyciłem za puszkę piwa, która stała na stole.
- Coś ciekawego się dzieje? – zapytał Nick z zadziornym uśmiechem na ustach.
- Oprócz tego, że Marco pieprzy swoją dziewczynę to nic. – odpowiedziałem pociągając łyk trunku.
- Znasz inne słowa? – parsknęła Emma* trzymająca Parkera za rękę schodząc po schodach.
- Przepraszam księżniczko. – zaśmiałem się unosząc ręce w górę.


W pewnym momencie wysiadły wszystkie korki.
- Co do kurwy?! – warknąłem podnosząc się z miejsca.
- Spokojnie John. Tylko jedna osoba robi takie wejścia. – odezwał się Nick.


Justin’s POV
Wyszedłem z auta i od razu podszedłem do małej szopy, która stała obok naszego domu. Nie minęła minuta, a wysadziłem korki. Niech moi „przyjaciele” zastanawiają się co się stało. Chwilę później stałem przed głównymi drzwiami, które bez problemu otworzyłem. Idioci, nigdy się nie zamykają.
- Bieber? – usłyszałem znajomy głos Marco.
- We własnej osobie. – odpowiedziałem i przyłożyłem chłopakowi w twarz.
- Do chuja, co ty wyrabiasz?! – wrzasnął John.
- Nie myśl, że o tobie zapomniałem. – odwróciłem się w jego stronę i również uderzyłem bruneta. – Gdzie one są?! Co z nimi zrobiliście?!
- O czym ty mówisz? – wyjęczał blondyn.
- Jeszcze się pytasz sukinsynie?! – warknąłem ponownie podnosząc rękę na Marco, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
- Justin… - szepnęła Emma – co się stało?
- Ja…on…oni – zacząłem nie wiedząc jak wszystko wyjaśnić, czułem, że powstrzymuję się od płaczu.
- Spokojnie…chodź, wy też. – zwróciła się do chłopaków, po czym udaliśmy się do kuchni.


- Stary to naprawdę nie my. – odezwał się John. – Jamesa nie ma tutaj od dwóch dni.
- Dokładnie. – wtrącił się Marco – Biznes stoi w miejscu. Uwierz nam, nie porwaliśmy Destiny, ani jej matki.
- Niech wam będzie. – westchnąłem podnosząc do ust kubek z ciepłą herbatą.
- To…James cię tak urządził? – zapytała Emma.
- Taa…pójdę już. – wstałem od stołu i podszedłem do chłopaków – Sorry za tą akcję. Nie wiedziałem, że Harris będzie zdolny do czegoś takiego.
- Wszystko ok. – odezwał się Marco i przybił ze mną piątkę.
- Na razie Bieber. – pożegnałem się z Johnem i resztą gangu po czym opuściłem dom.


Dopiero gdy odpaliłem silnik zorientowałem się, że jest kilka minut po północy. Zanim zdążyłem ruszyć obok przejechało sportowe auto. O tej porze znaczyło to tylko jedno. Wyścigi.
~Los Angeles nigdy nie śpi, baby. – pomyślałem i od razu odjechałem z piskiem opon.
Tylko w jednym miejscu mogła odbywać się „impreza”.
Zaparkowałem samochód, rozejrzałem się trochę po miejscu zauważając, że nie będę miał zbyt wielkiej konkurencji. Wyjąłem ze schowka paczkę papierosów, po czym odpaliłem jednego i zaciągnąłem się szarym dymem.
- Destiny. – wyszeptałem, a obraz brunetki ukazał się przed moimi oczami.
Chwyciłem za telefon i wybrałem szybko numer. Byłem na siebie zły, że wpadłem na ten pomysł dopiero teraz. Dziewczyna odebrała po 4 sygnale.
- Justin zwariowałeś?! – odezwała się.
- Sprawdzam czy wszystko u Ciebie w porządku.
- Nie mogłeś zadzwonić rano?
- Chciałem usłyszeć Twój głos. – powiedziałem, wiedząc, że na jej twarz na pewno wkradł się uśmiech.
- To słodkie, a teraz lecę spać.
- Dobranoc. – rozłączyłem się i schowałem mojego iPhona do kieszeni.


Wysiadłem z auta i oparłem się o jego maskę. Skończyłem palić papierosa, którego rzuciłem na ziemię.
- Bieber! – wrzasnął jeden koleś, odwróciłem się widząc jak ten idzie w moją stronę.
- Tej. – przywitałem się z mężczyzną – Widzę, że interes się kręci.
- Dzieciaki wręcz zabijają się aby u mnie wystartować. Płacą mi za to i za naprawdę ich wozów.- uśmiechnął się przeczesując swoje włosy - To jak? Chcesz się trochę pościgać? Dawno cię u mnie nie było. – zapytał ukazując szereg białych zębów.
- Po to tu jestem. – wsiadłem za kierownicę i podjechałem na linię startu.


Chwilę później obok stanął czarny mercedes.
- Nie sądziłem, że się tu spotkamy. – odezwał się bardzo dobrze znany mi głos.
W aucie siedział nie kto inny tylko James.
- Tutaj się poznaliśmy.
- Szkoda, że nie wiedziałem wtedy jakie problemy na mnie ściągniesz.
- Ja?- zaśmiałem się – Problemy? Daj spokój, a teraz powiedz czemu kłamałeś w sprawie Jones?
- Wygraj to się przekonasz.
Przed pojazdami pojawiła się młoda dziewczyna i zaczęła odliczanie do wyścigu.
- Ride or die, remember? – zapytałem po czym nacisnąłem pedał gazu.






Razem z Jamesem odjechaliśmy z piskiem opon. Chciałem wygrać jak nigdy. Chciałem mu pokazać, że nie jestem ciotą jak kiedyś.
Wszedłem szybko w zakręt, wyprzedzając tym samym Harrisa. Na moje usta od razu wkradł się uśmiech.
Uwielbiałem tą adrenalinę, która towarzyszyła mi przed i w trakcie wyścigu. Zapach palonej gumy kochałem tak mocno jak strzelanie z pistoletu.
Nie jestem jak kiedyś i dobrze o tym wiedziałem.


FLASHBACK
- Tej…kim on jest? – usłyszałem głos za sobą.
- Jakiś młodziak. Ciągle się tutaj pałęta i prosi aby mógł wystartować. – odpowiedział mężczyzna.
- Może dasz mu szansę. Ej ty… - podszedł do mnie wysoki brunet – chcesz się trochę pościgać?
- Tak. – odezwałem się i głośno przełknąłem ślinę.
- Nie jesteś przypadkiem za młody? – prychnął – Poza tym co to za staroć? – uderzył w opnę mojego BMW – Nie dojedziesz nawet do połowy trasy.
- Przekonajmy się.

FLASHBACK



Na wspomnienie mojego pierwszego wyścigu szerzej się uśmiechnąłem. Przegrałem go. Między moją, a Jamesa maską było 5 centymetrów różnicy. Pięć pieprzonych centymetrów. Mimo porażki dołączyłem do jego gangu. Miałem wtedy zaledwie 15 lat.


Skręciłem w lewo wchodząc w kolejny ostry zakręt. Do mety została zaledwie jedna prosta. Wcisnąłem pedał gazu i dałem ponieść się prędkości. W ostatniej chwili obok pojawił się czarny mercedes mojego przeciwnika. Oboje włączyliśmy nitro, ale wygrał James. Znowu o wszystkim zadecydowało kilka centymetrów.

Zaparkowałem samochód i uderzyłem pięścią o kierownicę. Nie mogłem tak po prostu odpuścić. Wysiadłem z wozu i podszedłem do Harrisa.
- Wyjdź z tego popierdolonego auta! – warknąłem, a James zrobił co mu kazałem.
- Justin… - zaczął, a ja mu przywaliłem.
- W co ty pogrywasz, huh?! Co ci odbiło aby odwalać takie numery?!
Mężczyzna złapał mnie za ramiona i przyparł do swojego mercedesa.
- Zamknij się! Posłuchaj mnie teraz uważnie. Pojedziesz za mną, a teraz spokojnie wsiądziesz do swojego samochodu i zrobisz to co przed chwilą powiedziałem. Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię.


James’s POV
Odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę. Odetchnąłem z ulgą widząc, że Bieber jedzie za mną. Wiedziałem, że trudno mu będzie uwierzyć w prawdę, ale nie mogę już dłużej sam znosić tego wszystkiego.

Po 20 minutach dojechaliśmy na wzgórze. Można było podziwiać z niego całe miasto.
Oparłem się o maskę i czekałem na bruneta.
- Więc? Czemu musieliśmy przyjechać, aż tutaj?
- Chodzi o Destiny.
- Wiem, że nic jej nie jest.
- Nie przerywaj mi. Okłamałem cię ze wszystkim. Zlecenie aby pozbyć się Jones nigdy nie było tak jakby nasze. Tylko Jasona. – na dźwięk tego imienia Bieber zacisnął wargi – Wiem, że ty i on nie macie zbyt dobrych kontaktów.
- A czego się spodziewałeś?! – wybuchł – Przez niego prawie umarła moja siostra! Mam skakać z radości i czcić tego chuja?!
- Nie. Oczywiście, że nie. Matko…to wszystko jest takie poplątane. Było tak. McCann chciał zabić Destiny. Dowiedziałem się, że ona spodobała mu się. Wtedy pomyślałem: „Kurde stary taka okazja nie zdarza się często. Bieber na pewno się tym zainteresuje i będzie miał szanse, żeby się zemścić.”
- Dlatego zataiłeś to przede mną? – prychnął.
- To był błąd. Jason…był razem z wami we Włoszech. Obserwował was. Doszedł do wniosku, że za jednym ruchem pozbędzie się Jones…i ciebie.
- Bo ciągle przy niej byłem.
- Dokładnie. Zacząłeś zwlekać z zabiciem jej. Zakochałeś się. Nie chciałeś działać, a McCann znalazł coś, a raczej kogoś aby sprowokować oboje nas do działania. Naciskałem na ciebie i byłem taki ostatnio przez to co stało się z Britney.
- Zaraz – wtrącił się chłopak – czemu mieszasz w to swoją córkę?
- Jason ją porwał grożąc, że ją zabije jeśli…
- Nie dostarczysz mnie i Jones jemu, prawda?
- Tak. Ja…spanikowałem. Przepraszam.


Justin’s POV
Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem. Wszystko wydaje się takie nierealne.
- Nie mogłem znieść tego… - kontynuował James – postanowiłem ci o wszystkim powiedzieć. Proszę pomóż mi.
- Zdajesz sobie sprawę, że ta cała historia…
- Wiem, ale musisz mi uwierzyć.
- Czyli jest tak. Jason chce zabić Destiny bo to jego zachcianka. Niestety poczuł coś do niej, a ty się o tym dowiedziałeś. Fakt…zemsta na nim i to w takim stylu byłaby czymś co mi się podoba. Ale…wolałeś to wszystko ukryć. Ja i Destiny właśnie zaczęliśmy się ze sobą spotykać, a McCann porwał Britney. Wziął na celownik nas wszystkich. Zastanawia mnie jedno…co z tym wszystkim ma wspólnego David**?
- Mówiłem ci. Okantował nas. Mnie i ojca Jasona, który zginął. Najprawdopodobniej McCann chce zabić młodą Jones z zemsty.
- Dobra. – wziąłem głęboki oddech i przeczesałem włosy – Zrobimy tak. Pojedziemy do reszty chłopaków i wszystko im opowiemy. Na pewno cię nie zostawimy.
- Dziękuję. – odpowiedział mężczyzna, a ja mogłem dostrzec łzy w jego oczach.
- Nie ma za co, ale…co do Destiny…
- Ojciec Jasona zmarł zanim w ogóle nas poznałeś. Ja odpuściłem dziewczynie i Marissie. McCann zebrał sobie garstkę przyjaciół bo chciał zemścić się na Davidzie w ten sposób.
- Czemu zabrał się do tego po tylu latach? – zapytałem opierając się o samochód.
- Przeżył śmierć ojca. Matka zmarła po porodzie. Został sam. Wpadł w depresję. Dopiero teraz był w stanie zrobić coś takiego.
- To czemu zaatakował Jazzy?
- Po śmierci ojca ja przejąłem dowodzenie w gangu. Jason myślał, że go przyjmę, ale odmówiłem mu. Uważał, że zająłeś jego miejsce i dlatego chciał zabić twoją siostrę, a teraz szukał ludzi do swojego gangu.
- Popieprzony sukinsyn… - wysyczałem zaciskając pięści – Dobra – poklepałem Jamesa po plecach – wracajmy już.


Od aut. Witajcie kochani! ;* Co o tym myślicie? W końcu cała prawda wyszła na jaw. Jak myślicie, jaki będzie kolejny ruch Justina i gangu? Przekonacie się w kolejnym rozdziale, który pojawi się jeszcze w tym miesiącu. ;)
*Emma - dziewczyna Marco.
**David - ojciec Destiny.

Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba. :) Czekam na Wasze komentarze, które bardzo mnie motywują. ♥
24.08.2014 o godz. 13:18
Fuck-everything-Im-Belieber
It's all about the positive
Skąd: Łódź
O mnie: "You Are Nothing To Me" TO MOJE OSTATNIE OPOWIADANIE TWITTER: @FEIBff
statystyki
sekcja użytkownika